Bardziej Yu gonplei ste odon, niż may we meet again | Serialoholik #3

by 13:58 0 komentarze

W tym tygodniu został wyemitowany finałowy odcinek czwartego sezonu The 100. Miał to być koniec tego serialu, jednak twórcy postanowili przedłużyć go o kolejne epizody. Moim zdaniem, jest to niefortunna decyzja.

      19 marca 2014 roku wyemitowano pierwszy odcinek The 100. Serial powstał w oparciu o serię książek Kass Morgan, o tym samym tytule. Jest to opowieść o postapokaliptycznym świecie: dziewięćdziesiąt siedem lat po wybuchu bomb atomowych, ludność przeżyła w kosmosie. Mieli przeczekać równo sto lat, ale wszystko - jak to bywa w serialach - posypało się: zaczyna brakować im powietrza. Władze społeczności, mieszkającej na Arce (bo tak nazywa się ich stacja) postanawiają wysłać setkę kryminalistów, poniżej osiemnastego roku życia, aby sprawdzili, czy na Ziemi można oddychać. Okazuje się, że nie tylko można, ale że robią to tysiące ludzi, którzy przez cały czas żyli na naszej planecie. Rozpoczyna się walka o przetrwanie i supremację. Na początku trup ściele się gęsto, twórcy nie boją się uśmiercać nawet czołowych bohaterów. Nic dziwnego; The 100 to opowieść o przetrwaniu.
     Właśnie to jest kluczowym elementem każdego z odcinków: ile jesteśmy w stanie poświęcić, aby przetrwać? Serial bierze pod uwagę różne możliwości. Nikt nie jest ani skrajnie dobry, ani skrajnie zły - tak, samo, jak w rzeczywistym świecie nie mamy czarno-białych postaci. Każdy może popełnić błąd, każdy może odkupić swoje winy. Za każdym uczynkiem kryje się przeszłość bohaterów. Nic więc dziwnego w tym, że dobry i uczynny Jasper staje się zgorzkniałym narkomanem, który wkurza wszystkich dookoła, a agresywny Murphy niejednokrotnie jest tym, który wykonuje najbardziej bohaterskie czyny. 
     Tym wszystkim wyborom, dokonywanym przez bohaterów serialu, towarzyszy jedna myśl: to, co robimy, aby przetrwać, nie świadczy o tym, kim jesteśmy. Czy aby na pewno? Cóż, to zagadnienie wymaga głębszej analizy. W historii psychologii społecznej przeprowadzono wiele badań, dotyczących tego, jak ludzie zachowują się pod presją. Badano także istnieje altruizmu, wpływu społeczności na jednostki. Twórcy The 100 starali się, aby bohaterowie serialu jak najlepiej udowadniali to, że nigdy nie możemy jednogłośnie kogoś osądzić.


Bohaterowie The 100 nie są czarno - biali

     Historia postapokaliptycznego świata pokazuje także jak ogromna odpowiedzialność spada na lidera. Scenarzystom serialu należą się peany za to, że w rolach protagonistek obsadzili kobiety. Właśnie takie podejście do tworzenia rzeczywistości, jest tym, co zachwyciło mnie w The 100. Główną bohaterką jest Clarke Griffin. Według praw, panujących na Arce, kryminalistka. Siedemnastoletnia dziewczyna, która znalazła się wśród setki zesłańców. Dziewczyna jest diabelnie inteligentna i posiada ogromne pokłady charyzmy. Naprawdę, rzadko kiedy trafia się tak wspaniała bohaterka. Clarke zachwyca swoim sprytem i determinacją. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że posiada wszystko to, co potrzebuje dowódca. Nic więc dziwnego, że, kiedy jej matka zostaje kanclerzem, wypowiada do niej słowa: "Może i jesteś Kanclerzem, ale to ja tu dowodzę". 
     Jej charyzmę dostrzegają także Ziemianie, a przede wszystkim Lexa - Dowódca. Ta postać to kolejna bohaterka serialu, która jest silna, inteligentna i niezależna. Oprócz niej, twórcy zafundowali nam jeszcze kilka takich kobiet, na przykład Octavię, Raven i Indrę. Każda z nich może być wspaniałym przykładem dla młodych dziewczyn, które oglądają The 100. Ich istnienie na szklanym ekranie jest niezwykle ważne, nawet w XXI wieku. Nie jest tajemnicą, że kobiety nadal są spychane na margines, a, jeśli już znajdą się na wysokiej pozycji, są traktowane jako władcze i wrednie - nie zaś jako ambitne i charyzmatyczne. Dzięki The 100 możemy przekonać się, że kobiety u władzy wcale nie są gorsze od mężczyzn.
     Nie można jednak pominąć bohaterów płci męskiej. Oni również wywierają spory wpływ na wydarzenia. Na pochwałę, w ich przypadku, zasługuje to, że spora część mężczyzn z The 100 to przedstawiciele rasy innej, niż biała: czarnoskórych, pochodzących z Indii, Korei Południowej lub Filipin.


To kobiety tworzą ten serial: są silne, charyzmatyczne i inteligentne

     Kolejnym wspaniałym elementem świata, przedstawionego w The 100 jest podejście twórców do seksualności. Główna bohaterka, Clarke, jest biseksualna, Lexa jest lesbijką, mamy także parę gejów. Niestety ten temat stał się także bronią, która ugodziła w serial. W kwietniu pisałam o tym, że uśmiercenie Lexy wywołało burzę, wśród fanów, która rozpoczęła dyskusję na temat traktowania kobiet ze społeczności LGBT w amerykańskich serialach. Od tamtego odcinka wyszło także na jaw, że aktorzy nie czują się dobrze traktowani przez głównego producenta. Ricky White, który wcielał się w rolę Lincolna, publicznie ogłosił, że Jason Rothenberg, twórca The 100 znęcał się nad nim psychicznie. Aktorzy z ekipy nie kryli swojego niezadowolenia z wydarzeń na planie, co pokazywali na Comic Conach i spotkaniach z fanami.
     I tak, po spadku zainteresowania serialem, Rothenberg przeprosił za to, co się wydarzyło i oznajmił, że czwarty sezon, będzie ostatnim. Połowa fanów zaczęła modlić się o to, aby twórcy nie postanowili połączyć ze sobą Clarke i Bellamiego (wtórowali im aktorzy, odgrywający te postacie), połowa upierała się, że Bellarke to parring idealny, co skutkowało wieloma bitwami, na wyzwiska, odbywającymi się na Tumblr i Twitterze. Moim zdaniem, co ogłosiłam na naszym Twitterze, Bellarke to najgorsze, co mogłoby spotkać ten serial.
     Na szczęście, czwarty sezon ani trochę nie przybliżył nas do tego okropnego parringu. Twórcy postanowili za to pójść w stronę fantasy i odsunąć się od science fiction. The 100 bowiem pełne jest błędów z zakresu nauki. W ostatnim sezonie pojawiła się nawet scena, w której bohaterowie rozmawiają o RNA, a na ekranie, który znajduje się za nimi, wyświetlane jest DNA.
      Jednak, pomimo błędów naukowych, które przewijały się przez cały czas trwania serialu, The 100 jest jednym z najlepszych seriali, jakie powstały. Pokazuje siłę kobiet, ma (w większości) odpowiednie podejście do seksualności i przedstawia psychologię działania ludzi, którzy walczą o przetrwanie. Chociaż uważam, że piąty sezon jest zupełnie niepotrzebny, bo - pomimo rozwlekania kwestii nadejścia fali promieniowania - czwarty sezon otrzymał ciekawe zakończenie, będące niejako zatoczeniem koła w historii The 100, to na pewno skuszę się na oglądanie kolejnych odcinków. Chociażby po to, aby zachwycać się Clarke Griffin.
     A co Wy myślicie o tym serialu? Znacie, lubicie? Piszcie w komentarzch!
   

0 komentarze:

Prześlij komentarz