Myślę, więc jestem - recenzja Alias: Jessica Jones tom 1

by 20:36 0 komentarze

Mam spory problem z Jessicą Jones. Nie wiem czy ją lubię, nie wiem czy chcę dalej czytać o jej perypetiach. Nie wiem nawet o czym dokładnie jest ten komiks.

      Alias: Jessica Jones tom 1 opowiada o byłej superbohaterce, która obecnie zajmuje się prowadzeniem biura detektywistycznego. Komiks został wydany w ramach imprint MAX, co oznacza, że twórcy nie musieli się powstrzymywać przed pokazywaniem nagości, wulgaryzmów i przemocy. Brian Michel Bendis - scenarzysta Jessici - chyba bardzo wziął sobie do serca to, że dano mu wolność w tym zakresie, ponieważ tom rozpoczyna się słowem "Kurwa!". Kiedy to przeczytałam, pomyślałam, że mam przed sobą coś naprawdę nowatorskiego, bo po co inaczej auto miałby szokować czytelnika już pierwszym dialogiem? Jednak już po chwili moja euforia zanikła, ponieważ ten wulgaryzm pojawił się kilka razy na, zaledwie, dwóch stronach. Zaczyna się seria niepotrzebnych szokowań czytelnika. Kilka kadrów później, widzimy Jessicę, pijącą na umór w barze, a następnie ukazana zostaje nam jej, wykrzywiona, twarz, podczas seksu z Lukem Cagem. To by było na tyle, jeśli chodzi o elementy, które sprawiły, że ten komiks kierowany jest do dojrzałego czytelnika. Jones chleje i przeżywa przygodny seks z kolegą, podczas którego prowadzi rozmyślania o tym, że wykorzystuje mężczyznę, ale w sumie jej to nie przeszkadza, bo ma ochotę coś poczuć.


Jessica bardzo dużo rozmyśla - niestety, są to puste rozmyślania

      Ja również miałam ochotę w końcu poczuć coś, podczas czytania Alias: Jessica Jones, jednak nie było mi to dane. Komiks ma pewien potencjał: opowiada historię byłej superbohaterki, która porzuciła ten fach, bo uznała, że nie pasuje do świata obrońców ludzkości i zajęła się odkrywaniem zdrad małżeńskich. Motyw porównania życia zwykłych ludzi, które teraz prowadzi Jessica, do sytuacji superbohaterów, jest jedynym ciekawym i sensownym motywem w całej historii. Do Avengersów nie można się dostać, mają specjalny numer, na który należy dzwonić, w razie nagłego wypadku, a Fantastyczna Czwórka przesiaduje w wieżowcu, do którego wejścia strzeże recepcjonistka, z przyklejonym uśmiechem. Jessica, chociaż kiedyś była członkiniom Avangersów, nie ma już wstępu do ich świata. Chociaż nie ma zamiaru wracać do tej profesji, to wykluczenie bardzo jej przeszkadza. Nie jest ani normalnym człowiekiem, ani kobietą w trykocie, więc ma wrażenie, że nigdzie nie pasuje. Jej stan pogarsza również Kapitan Ameryka, który nie pamięta kim ona jest, chociaż przecież całkiem niedawno walczyli w jednej drużynie. 
     Kim więc jest Jessica Jones? Chyba nie będę zbyt ostra, jeśli powiem, że jest nikim. Autorzy tego komiksu nie dali mi nic, co mogłoby zainteresować mnie tą postacią. Dostałam jedynie szczyptę ciekawego motywu, jakim jest różnica między superbohaterami a zwykłymi ludźmi, ale ten temat jest potraktowany tak wybiórczo, że wywołuje raczej moją irytację, niż zaciekawienie. Wszystkie dialogi są skonstruowane w ten sposób, że trudno połapać się o czym bohaterowie, tak naprawdę, rozmawiają. Jedyną ciekawą sekwencją rozmowy jest dialog pomiędzy Jessicą a psychoterapeutą, którego miała zdemaskować oraz - następująca zaraz po tym, w jej myślach - rozmowa z człowiekiem, który podawał się za znanego towarzysza Avengers. Dopiero wtedy Bendis pokazał to, co naprawdę gryzie główną bohaterkę i o co tak naprawdę w tej opowieści chodzi: o przepaść pomiędzy światami, którą uosabia Jessica Jones. Chociaż wiem, że to dopiero pierwszy tom, to jednak dla mnie to za mało, aby przyciągnąć moje zainteresowanie. 


Nie do końca rozumiem czemu miało służyć przedstawienie bohaterki, 
podczas wypełniania potrzeb fizjologicznych. Może, żeby podkreślić, że lubi rozmyślać, a - jak dobrze wiemy - najlepiej rozmyśla się właśnie siedząc na sedesie?

      Sprawę pogarsza warstwa graficzna Aliasa. Kadry wydają się nie mieć związków przyczynowo-skutkowych. Michael Gaydos, autor rysunków, każe nam domyślać się niektórych przejść: na jednym kadrze postać stoi, na drugim nagle siedzi. Jessica w ogóle ma tylko dwie twarze: jedną bez wyrazu i drugą - która pojawia się może trzy razy - z białym półkolem, który pełni rolę uśmiechu. 
      Chociaż do przeczytania tego komiksu zachęciło mnie to, że ktoś postanowił nakręcić serial o Jessice Jones, to po lekturze nie znajduję ani jednego dobrego powodu, który towarzyszył twórcom ekranizacji. Być może odpowiedź na tę zagwozdkę znajdę na kartach kolejnych tomów, ale, jak narazie, nie mogę ocenić Alias: Jessica Jones dobrze. Owszem, dostrzegam tutaj pewien potencjał i to sprawia, że - koniec końców - sięgnę po kolejne części, ale stanie się to tylko dlatego, że chcę wierzyć, że w opowieści o byłej superbohaterce jest coś, co sprawiło, że pokochały ją rzesze fanów.
      A co Wy myślicie o tym komiksie? Może zarówno czytaliście, jak i oglądaliście przygody Jessici Jones? Piszcie w komentarzach Wasze wrażenia!

0 komentarze:

Prześlij komentarz