Nikogo nie obchodzisz, Lauro - recenzja American Gods, połowa sezonu | Na dwa głosy

by 20:58 4 komentarze

Rzadko zdarza się, że Piotrek ogląda seriale, jednak w przypadku American Gods nie mógł się powstrzymać. Nic dziwnego - ten serial jest zachwycający w każdym calu. Pisaliśmy już recenzję Na dwa głosy o pierwszym odcinku American Gods. Tym razem podsumujemy to, jak serial się rozwinął przez połowę sezonu.


Jestem zachwycona tym serialem! Przedstawienia poszczególnych bóstw przyprawiają mnie o dreszcze. Właśnie to jest najciekawszym elementem American Gods: wstawki przedstawiające kolejnych bogów. Aktorsko i wizualnie to najlepsze momenty każdego odcinka. Szczególnie na pochwałę zasługuje scena seksu z ifrytem. Tak pięknego przedstawienia aktu seksualnego nie widziałam jeszcze w żadnym serialu. Sensualność, wrażliwość, piękna erotyka...

Tak, seksualność bajkowych stworzeń i bogini to coś, co nie jest wyeksploatowane. Animacja z sceną z ifrytem wyglądała trochę jak z lat 90. ale całkiem ciekawie pomyślana. A co myślisz o Śmierci?



Przyznam, że wszystkie efekty specjalne wyglądają, jak z lat. 90, ale American Gods mają to do siebie, że wspaniale operują kiczem - co było charakterystyczne także dla wielu seriali z tamtych lat. Śmierć jest świetna! Chociaż, z drugiej strony, brakuje mi innej gaimanowej wersji tego bóstwa, czyli nastolatki, znanej nam z Sandmana. Ale nie narzekam. Śmierć w Bogach jest taka, jaka powinna być: cholernie inteligentna, dystyngowana i stosują sobie znane zasady. Uciekła jej tylko żona Cienia...

Zdecydowanie Anubis lepiej się nadaje na śmierć. Z tą ucieczką to będzie większa draka, na pewno niedługo się o  tym przekonamy. Tym razem szczególnie zwracałem uwagę na komiksowe przerysowanie. Podobało mi się wyjmowanie serca z klatki piersiowej, nie przypadła mi do gustu scena walki żony Cienia z podwładnymi oponenta. To jest kicz, ale nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.


To jest Bryan Fuller i Starz! U nich zawsze musi być sporo krwi. Niestety, odcinek z żoną był najsłabszy. Chyba, że jego celem było stworzenie ogromnych pokładów nienawiści widza do Laury - czego nie wykluczam - to wtedy odcinek oceniam na plus.

 A może chodzi o to żeby ją nie lubić, coś jak Iron Man? W każdym razie, kolejne odcinki zapewniają niezły zawrót głowy i tylko zachęcają mnie, by oglądać dalej. Mam nadzieje, że Wotan pokaże swoje moce w lepszy sposób, bo jak na razie jestem zawiedziony, że bóg oszustów jest takim podrzędnym złodziejaszkiem.

Ja w ogóle chciałabym dowiedzieć się więcej o bóstwach, zobaczyć ich moce. Rozterki miłosne Cienia i historia życia jego żony w ogóle mnie nie interesują. 

4 komentarze:

  1. Ten odcinek podobał mi się najmniej, ale jednak historia Laury wydaje mi się ważna do zrozumienia różnych wydarzeń i tego świata, bo poznajemy Anubisa i Mr. Ibisa. Ale może ta historia powinna zajmować jednak mniejszą część odcinka.
    Wizualnie jest cudownie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za komentarz! :) Masz rację - historia Laury jest ważna, co pokazał piąty odcinek. Laura pewnie jeszcze nie raz namiesza.

      Usuń
  2. A myślałam, że jestem osamotniona w myśleniu, że pustynna scena z ifrytem wyglądała jak efekt komputerowy sprzed piętnastu-dwudziestu lat. Taki "Król Skorpion" if you will... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś sama, też nam to tak zapachniało :D

      Usuń