Władcy mojego serca - recenzja Odważni i niezłomni: Władcy losu, WKKDC tom 22

by 20:44 0 komentarze

W 22. tomie Wielkiej Kolekcji Komiksów DC możemy spotkać się z bohaterami, z którymi dotychczas nie mieliśmy do czynienia w komiksach owej kolekcji. 

      Z Markiem Waidem, czyli scenarzystą Odważni i niezłomni: Władcy losu - komiksu, będącego dwudziestym drugim tomem Wielkiej Kolekcji Komiksów DC - od zawsze mam dosyć skomplikowaną relację. Pomimo wszechobecnych zachwytów nad jego Wieżą Babel, uważam to dzieło za nudne. Kingdom Come też nigdy nie zdobyło mojego serca (chociaż wiem, że takimi stwierdzeniami narażam się na krytykę, jak w przypadku mojej nieprzychylnej recenzji Sprawiedliwości). Uwielbiam natomiast to, co Waid zrobił z komiksami o Archiem (teraz bardziej znanych, dzięki serialowi Riverdale). Z powodu takiej niespójnej oceny, co do dzieł owego scenarzysty, nie za bardzo miałam ochotę sięgać po Władców losu. W tym momencie biję się trzykrotnie w piersi, ponieważ Odważni i niezłomni jest komiksem zabawnym, wciągającym i zdobył moją sympatię w ciągu, zaledwie, kilku minut.
       Wszystko zaczyna się, kiedy Hal Jordan znajduje, lewitujące w kosmosie, ciało. Szybko dzwoni do Batmana, z prośbą o poradę, po czym dowiaduje się, że... Bruce patrzy na dokładnie takiego samego martwego mężczyznę, co on. Okazuje się, że nie tylko ci dwaj bohaterowie znaleźli owe zwłoki. Jordan i Wayne wyruszają do Las Vegas, ponieważ tam prowadzą ich rzeczy, znalezione przy nieboszczyku. Natrafiają na dwóch przybyszów z innej planety, którzy atakują ich bronią dostosowującą rodzaje ataku do przeciwnika. Bohaterowie dowiadują się, że tajemnicza śmierć mężczyzny, którego znaleźli związana jest z Księgą Losu - na jej kartach zapisane jest wszystko to, co było, jest i będzie. Green Lantern i Batman rozdzielają się: temu pierwszemu w poszukiwaniach pomaga Supergirl, natomiast temu drugiemu towarzyszy Blue Beetle.



I don't care, I ship it!

      Chociaż to Mroczny Rycerz i Strażnik Pierścienia wydają się być głównymi bohaterami, to jednak nie na nich najdłużej zatrzymywałam wzrok. We Władcach losu największe wrażenie robią relacje pomiędzy pozostałymi postaciami. Waid umiejętnie wkłada w dialogi szczyptę humoru sytuacyjnego, szczególnie, kiedy w kadrach pojawia się Supergirl. Ta dziewczyna to istny dynamit. Na początku (ale tylko przez chwilę!) wydaje się być typową siedemnastolatką - trochę naiwną i niezbyt zorientowaną w, otaczającym ją, świecie. Bardzo szybko, jednak, okazuje się, iż było to mylne wrażenie. Kara jest sprytna, inteligentna i sprawia, że na twarzy czytelnika szybko pojawia się uśmiech. Jej relacja z Halem Jordanem, chociaż pokazana tylko w małych ilościach, jest wciągająca: Green Lantern wmawia sobie, iż nie może flirtować z kuzynką Supermana, bo złamanie jej serca przyniosłoby na amanta prawdziwe kłopoty. Mimo tego, że między bohaterami nie dochodzi do żadnego zbliżenia, to moje serce od razu kazało mi ich s h i p o w a ć, czyli kibicować ich relacji. 
      Równie urocza jest relacja Kary z Lobo. Widok Supergirl w skórzanej kurtce z ćwiekami przyprawia o szybsze bicie serca, a przekomarzanie się bohaterów jest niezwykle zabawne.
      Swój udział w takim odbiorze tego komiksu miał również George Perez, autor rysunków. Sposób, w jaki przedstawia bohaterów jest wręcz zachwycający. Wrażenie budzi wykorzystanie barw: świat, który przedstawia nam Perez, jest niezwykle kolorowy. Kreska, jaką stosuje rysownik, idealnie sprawdza się w scenach akcji, które dostały dużo żywiołowości oraz podczas ukazywania mimiki bohaterów. 


George Perez wykonał kawał dobrej roboty, podczas rysowania różnorodności uniwersum DC

       Jedyne, do czego mogę się przyczepić po lekturze Odwaażnych i niezłomnych, to intryga. O ile na początku Waid utrzymuje czytelnika w napięciu, o tyle na dalszych stronach wszystko zaczyna się psuć. Najpierw scenarzysta za bardzo przeciągnął całą opowieść, by po tym szybko zafundować nam rozwiązanie. Tematyka podróży w czasie i zmieniania przyszłości oraz przeszłości była już wałkowana tyle razy, że nie sposób się nią ekscytować. Na szczęście, Waid pokusił się o wprowadzenie do Władców lodu wielu nawiązań do uniwersum DC, które każdy fan komiksów tego wydawnictwa szybko wyłapie.
      Zdecydowanie polecam dwudziesty drugi tom Wielkiej Kolekcji Komiksów DC każdemu - obojętnie czy oddanym fanom uniwersum, czy nowicjuszom. Nawet taki mruk, jak ja, dobrze bawił(a) się przy czytaniu tego komiksu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz