Dzień z życia żydowskiego rzemieślnika - recenzja komiksu Dzień targowy

by 21:07 3 komentarze


Po Dniu targowym spodziewałem się łzawej historii o prześladowaniu Żydów przez Nazistów. Pomyliłem się. I całe szczęście, bo to świetna opowieść!


        Jakoś wczoraj byłem z Karusią w bibliotece w Gdyni i oddawałem się szałowi wypożyczania (bo można tam wypożyczyć cztery naraz). Moją uwagę przykuła drobna książka, leżąca na półce dosłownie zawalonej komiksami różnych rozmiarów. Grzbiet okładki wydał się znajomy, pewnie widziałem go już w którymś sklepie z komiksami. Wypożyczyłem jednak tę pozycję, razem z innymi i okazało si,ę że mimo takich świetnych tytułów na liście do przeczytania, jak dwa tomy serii Szpon, Catwoman - Nie ma lekkovDo Adolfow, to właśnie Dzień targowy pochłonąłem w pierwszej kolejności i przy jednym podejściu.
     Chyba dopadł już mnie ten syndrom przejedzenia tą kulturą, a raczej ich tragiczną historią i teraz już wiem dlaczego. Większa część utworów dotyczących Żydów opowiada tez o holocauście, który był złem o tak abstrakcyjnych rozmiarach, że w łatwy sposób można bagatelizować skutki oraz odczłowieczać ofiary. Dzień targowy nie dotyczy nawet w najmniejszej części tematyki zagłady Żydów, ale daje pewien wgląd w życie czeladnika w lokalnej wersji kapitalizmu.
    Główny bohater, Mendelman jest arcymistrzem w tkaniu dywanów. Pewnego dnia następuje zdarzenie, przez które główny bohater nie będzie w stanie utrzymać ze swojej życiowej pasji ani rodziny ani siebie. Wywołuje to  u niego dość depresyjny nastrój, który próbuje odegnać poprzez obserwację tłumu klientów i sprzedawców na rynku. Pozwala mu to na snucie refleksji na różne tematy dotyczące życia. Wszystkie jego myśli, które poznajemy wraz z rozwojem akcji są autentyczne i z łatwością można uwierzyć, że ktoś taki istniał i myślał w tenże sposób. Na przykład. gdy myśli o swojej żonie i dziecku, zarówno martwi się o nich, jak i myśli jak łatwiej mu byłoby przeżyć, gdyby ich nie było, albo jakby to było zacząć znów z jakąś młodą panną.


      Przedstawiona akcja również jest bardzo wiarygodna. Zdecydowanie da się wyczuć wrogość pomiędzy ludźmi tego małego miasteczka. a często nawet ją zobaczyć. Widać zrezygnowanie protagonisty wobec brutalnych czasów obniżania cen kosztem jakości i sprzedawania za bezcen swych mistrzowsko wykonanych dywanów. Nawet znani od wielu lat ludzie są dla niego okropnie uszczypliwi co dodaje bardzo autentyzmu.
    Nie sposób opowiadać o tym komiksie z pominięciem oprawy graficznej. Zdecydowanie jest ona warta uwagi. Wiele kadrów nie posiada żadnych dialogów, ani żadnych tekstów narratora. Kolory są szaro-bure w nocy, a gdy zaczyna świtać można naprawdę się wczuć i poczuć różnicę, jaką robi te parę promieni słońca. Bardzo podobała mi się również scena degustacji alkoholu, szczególnie przedstawienie jego reakcji. 
    Dzień targowy jest podobny do życia w małym miasteczku w tamtych czasach we wschodniej Europie. Jest szaro-bury, piękno wprowadzają małe detale i jego koniec jest nagły i zdecydowanie nie musi być końcem dla jego mieszkańców. To opowieść, w którą warto się zagłębić pomimo że jest krótka a zakończenie nie zaskakuje. Uwierzcie, raczej się nie zawiedziecie.

3 komentarze:

  1. Pierwszy raz trafiam na komiks o takiej tematyce ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz tak samo jak ja :) Dlatego lubię sięgać po bardzo różne rzeczy, można często się pozytywnie zaskoczyć :)

      Usuń
  2. Ciekawa sprawa, bo ja też zawsze stronię od książek i filmów o holocauście. Komiks to zupełnie nowy wymiar w tworzeniu historii i przechowywaniu pamięci o żydowskiej kulturze.

    OdpowiedzUsuń