Nudny komiks, który idealnie pasuje do miejsca akcji - Recenzja Pyongyang

by 20:43 3 komentarze

Nazywanie państwa tak opresyjnego, jak Korea Północna nudnym jest sporym niedopowiedzeniem, ale dla zagranicznego turysty kraj ten może się taki wydawać. Guy Delise zdecydowanie pięknie pasuje do słowa „nuda”.

  Pjongjang, to - jak sam autor go nazywa - „komiksowy travelogue, czyli dziennik z podróży do stolicy Korei Północnej”. W tej książce możemy śledzić przygody narratora, który przez kilka miesięcy będzie pracował w tym najbardziej zamkniętym kraju na świecie.
    Nie ukrywam, że mam mocno negatywny stosunek do Guya Delise. Jeśli wyjeżdżam gdzieś (a już szczególnie na dłużej) w nowe miejsce, a już szczególnie gdy jadę do takiego miejsca jak Korea Północna, to robię jakiś minimalny research. Narrator co chwilę wyraża zdziwienie opresyjnym zasadom, np. dziwi się, że nie może wybrać się na dworzec i udając się tam nielegalnie odkrywa, że to zwykły dworzec. Chyba każdy spodziewałby się, że dla turysty z zagranicy, przewodnicy przydzieleni przez władze reżimu, starają się aby pokazać swój kraj w jak najlepszym świetle, aby wydawał się miejscem bez wad (pomijając brud w restauracjach i nieoświetlone drogi). W pamięci utkwił mi także moment, gdy tłumacz pytał Delise o narzędzia do HTML, a on odparł: „Będziesz mógł je pobrać, gdy będziecie mieć dostęp do internetu”. Nie wiem jak wy, ja bym mu podał nazwy tych programów, nie ważne ile by informatycznych pytań zadawał.

 
      Rysunki Delise w tym komiksie utrzymane są w czarno-białej estetyce (jak większość jego komiksów, które poznałem). Dość dobrze oddają to, co sam Guy chce nam przekazać, ale nie jest to moja ulubiona stylistyka. Marzenia, kadry zawierające w sobie fakty, porównania lub streszczenie historii są narysowane poprawnie, w kreskówkowym stylu. Szczególnie podobały mi się momenty, w których narrator prezentuje co ma ochotę zrobić tej kobiecie dostarczającej wodę z samego rana lub co ma ochotę powiedzieć przewodnikowi który przekazuje mu państwową propagandę, by na następnym kadrze zaprezentować co wydarzyło się naprawdę.

 
      Nie cierpiałem mocno podczas lektury Pjonjang. Jak zawsze u tego twórcy przedstawienie jego i jego przygód było dość nudne, choć w stosunku do Kronik Jerozolimskich autor próbował urozmaicić historię wcześniej wspomnianymi żartami lub dwustronicowym występem innego rysownika. Z racji tego, że o tematyce Korei Północnej jest niewiele historii komiksowych, polecam zapoznać się z tą pozycją. Wam może się spodobać, ale ja czuję mocną ambiwalencję w stosunku do tej historii. Mam  jednak nadzieję, że wraz z poznawaniem kolejnych graficznych noweli tego autora, będę się coraz bardziej przekonywać do tej stylistyki opowiadania o podróżach, czego i wam życzę.



3 komentarze:

  1. Ile lat ma recenzent? Bo recenzja na miarę ostatniej klasy podstawówki... i w dodatku nudna... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy na komentarz! :) Mam nadzieję, że pozostałe recenzje bardziej przypadły do gustu, zapraszamy do śledzenia bloga :)

      Usuń