That's not gay - recenzja We Włoszech wszyscy są mężczyznami

by 20:30 4 komentarze

Chociaż od zakończenia II wojny światowej minęło już ponad 70 lat, to opowiadanie o tym wydarzeniu nadal jest czymś trudnym i - mówiąc kolokwialnie - niesamowicie śliskim. W historii tego światowego konfliktu wciąż kryją się tematy, którymi nie stawiliśmy czoła. Jednym z nich jest sytuacja homoseksualistów we Włoszech. Komiks We Włoszech wszyscy są mężczyznami próbuje sprostać tej kwestii. Czy udanie?

      Opowiadanie o wydarzeniach wojennych jest niezwykle trudnym zadaniem. Wciąż, pomimo upływu tak wielu lat, dyskurs II wojny światowej nacechowany jest sporą gamą emocji, wzajemnego oskarżania się, odkupowania grzechów i chęcią uznania jednej, właściwej, prawdy. Jeszcze większe problemy sprawia mówienie o losie osób homoseksualnych w trakcie tego wielkiego konfliktu zbrojnego. Na temat holokaustu oraz obozów koncentracyjnych istnieje wiele wypowiedzi - odnośnie eksterminacji gejów i lesbijek, nadal powiedziano zbyt mało. Sprawę komplikuje fakt, że - niestety - tematyka LGBT nadal pozostaje w niektórych kręgach swoistym tabu, bądź jest powodem stygmatyzacji. Właśnie dlatego tak ważne jest, aby w świadomości społeczeństwa zostały zasiane historie osób homoseksualnych, którzy ucierpieli podczas II wojny światowej. A co jest lepszym sposobem na dotarcie do szerokiego grona odbiorców, niż popkultura?
      Komiks jest medium, który pozwala na większą swobodę, kiedy autor chce wypowiedzieć się na tematy uznawane jako trudne. Oprócz słowa pisanego, dostępna jest również warstwa graficzna, która potrafi przekazać czytelnikowi to, czego niejednokrotnie nie można ubrać w słowa. Idealnym przykładem takiego rozwiązania jest komiks Rycerze świętego Wita, autorstwa Davida B. Niestety, Luca de Santis oraz Sara Coleone nie poradzili sobie z tym wyzwaniem.
      Początkowy zamysł był udany. Autorzy postanowili podzielić komiks na dwie części: dziejącą się w czasie II wojny światowej oraz opisującą wydarzenia współczesne. Główny bohater, Antonio de Ninella, ma udzielić wywiadu dwóm twórcom filmowym. Mężczyzna w młodości został zesłany na wyspę San Domino - miejsce internowania włoskich homoseksualnych mężczyzn. Jego rozmowy z filmowcami przeplatane są wspomnieniami z zesłania. Taki zabieg jest bardzo ciekawy, ponieważ pozwala nadać opowiadanej historii lekkości - co w sumie brzmi niedorzecznie, zważywszy, że rozmawiamy o internowaniu przez władze faszystowskie. Jednak, w przypadku przedstawiania wydarzeń z dużą dawką akcji i emocji, bardzo przydatne są chwile wytchnienia dla czytelnika. Ten sposób zwykle pozwala także na lepsze zgłębienie psychiki przedstawianych postaci, co możemy zauważyć na przykład w - kanonicznym już - komiksie Arta Spiegelmana, Maus. Takimi momentami mogłyby być właśnie te fragmenty komiksu o Włochach, w których autorzy przedstawiają nam spotkanie Antonia z młodymi twórcami filmowymi. W założeniu, obie czasoprzestrzenie powinny się napędzać, jednak We Włoszech wszyscy są mężczyznami ze strony na stronę traci nagromadzenie emocjonalne. Tym samym, kiedy w scenach z San Domino dochodzi do katastrofy, przechodzi ona bez większego echa. Przyznam szczerze, że kiedy dotarłam do tego momentu, musiałam wrócić do tej sceny, ponieważ przerzuciłam strony bez większego zainteresowania i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, co się stało.


Opowiadanie historii z dwóch okresów jest ciekawym zabiegiem, ale trzeba umieć go zastosować

       Niepowodzenia w stworzeniu tej historii upatruję w sposobie przedstawienia bohaterów. Moim zdaniem, Luca de Santis nie sprostał pokazaniu złożoności charakterów. Jego postacie są płytkie, a dowiadujemy się o nich tyle, co kot napłakał. Nie sposób utożsamiać się z którymś z bohaterów, współczuć im, bądź przeżywać przedstawione wydarzenia. Jedynym światełkiem wydawać się może relacja Antonia ze strażnikiem, jednak i w tym przypadku, otrzymujemy jedynie zalążek, co pozostawia czytelnikowi jedynie niedosyt.
      Poza tym, komiks cechuje się dość sporą ilością dialogów, które niekoniecznie są trafne i niekoniecznie wnoszą coś do opowieści. Zanim się obejdziemy, We Włoszech wszyscy są mężczyznami kończy się, a my zostajemy z jednym wielkim znakiem zapytania.
      Sytuacji nie poprawia warstwa graficzna. Mimo że rysunki Sary Coleone nie są złe, to powiedzieć o nich można jedynie tyle, że są poprawne - chociaż niektórych może razić ich kreskówkowość. Dynamika w nich przedstawiona jest, moim zdaniem, zupełnie nietrafiona. Brakuje tu zabawy światłem, bądź odpowiedniej ekspresji. 


Miałam nadzieję na ciekawe rozwinięcie tej relacji, niestety - zawiodłam się

      Mogłabym powiedzieć, że powinniście sięgnąć po ten komiks, chociażby po to, aby dowiedzieć się czegoś o sytuacji homoseksualistów w trakcie II wojny światowej. Bo tak, to bardzo ważne, aby o takich rzeczach mówić. Jednak nie wystarczy po prostu poruszyć tematu. Jeśli już za coś się bierzemy, to powinniśmy zrobić to dobrze. Tym bardziej, jeśli mamy do czynienia z tematyką społeczności LGBT, której dyskurs niejednokrotnie jest pełen nienawiści, uprzedzeń i fałszywości.

4 komentarze:

  1. Choć nie jestem jakąś zagorzałą fanką komiksów (Maus oczywiście znam), to sam zamysł wydaje mi się ciekawy (choć przyznaję, że za tematyką nie przepadam - raczej traktuję to w kwestiach "jest i koniec"). Ale recenzja mnie przekonała, więc kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może przekona Cię moja kolejna recenzja komiksu o tej samej tematyce - Funhome - już niedługo na blogu ;) A jeśli podobał Ci się Maus, to Piotruś niebawem wrzuci tekst o Joe Sacco, który pisze/rysuje niesamowicie druzgocące komiksy reportażowe. Dziękujemy za komentarz!

      Usuń
  2. Szkoda, że się zawiodłaś, tak dobrze się zapowiadało... Swoją drogą dobrze, że tematy tabu coraz częściej wychodzą na światło dzienne, komiks poświęcony LGBT - ciekawy koncept.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście są jeszcze inne komiksy o tej tematyce, na przykład Funhome - już niedługo recenzja tej pozycji, więc zapraszam do śledzenia bloga :D Dziękuję za komentarz!

      Usuń