W końcu komiks z happy endem - recenzja Superman: Śmierć Supermana, WKKDC tom 24

by 20:35 8 komentarze

Śmierć Supermana to świetne przypomnienie jak w latach 90. nawet śmierć jednego z ikonicznych bohaterów mogła być świetną zabawą!


    Zawsze mam problem gdy podchodzę do recenzji takich klasyków. Nie wiem czy oceniać go z dzisiejszej perspektywy, gdzie nawet od superbohaterów wymaga się głębokich przemyśleń, dość dużego realizmu i różnorodnych motywacji. Śmierć Supermana powstała w czasach gdy prawie każdy superbohater był ultra-męski i twardy. I to nie koniecznie znaczy, że źle się bawiłem podczas lektury.
    Nie zepsuję nikomu (mam nadzieję) tej historii jeśli powiem że wszystkie wydarzenia nieuchronnie dążą do tego że Człowiek ze Stali umiera. Z dzisiejszej perspektywy zarówno historia zawierająca ludzi z Wymiaru Wojny i Ludzi Podziemia jak i ówczesny skład Amerykańskiej ligi sprawiedliwości (np. Maxima, Ice,  Bloodwynd) są bardzo dziwne i trudne do strawienia. Relacje pomiędzy członkami Ligi są bardzo płytkie i niewiarygodne. Mamy tu takie przypadłości jak tłumaczenie działania każdego gadżetu Booster Golda, lub inne niepotrzebne opisy akcji przedstawionych na kolejnych kadrach.
Wymiana ciosów momentami robiła wrażenienie

    Sama walka Supermana z Doomsdayem jest wieloetapowa (bo inni członkowie Ligi również z nim walczyli, ale wytrzymali na tyle krótko, że więcej o tym mówić, tak samo jak o pobocznej historii zbuntowanego chłopaka, kłócącego się z własną matką, który wielbi Guya Gardnera), pomimo że myśli Człowieka Jutra są dosyć prostolinijne (powstrzymać Doomsdaya, a potem chronić Metropolis)  i jest to ewidentna próba podbicia dramatyzmu całego zdarzenia, to czyta się to całkiem dobrze. Akcja jest wartka i nie zwalnia do finału. Nastawiłem się na ciężką przeprawą a'la Zack Snyder, nie dostałem nic głębokiego ani nic zbyt mocno pretensjonalnego. Całą tę historię przeczytałem przy pierwszym podejściu, ze zniecierpliwieniem oczekując na wspomnianą w tytule Śmierć Człowieka ze Stali. Sama scena śmierci wygląda dla mnie dość kuriozalnie, ale nie można odmówić dramatyzmu Lois Lane przytulającej martwe ciało głównego bohatera.
Wcześniej wspomniana dość dramatyczna scena z Lois Lane
   Myślę, że ta historia przyciągnęła mnie do siebie za sprawą świetnych kadrów i kolorów. Nie miałem wrażenia, że coś nie pasuje, wręcz przeciwnie, świetnie podkreślały dziejącą się akcję. Nie odczułem, jak przy innych starszych komiksach, takiego wrażenia archaiczności. Mógłbym się jedynie przyczepić czy naprawdę konieczne było rozpisanie tej historii na trzy różne serie, co powodowało, że przynajmniej trzej różni rysownicy brali udział w tworzeniu tej opowieści. Z drugiej jednak strony, jak wcześniej wspominałem, stoją one na wysokim poziomie więc trudno się gniewać.
    Ten komiks nie zmienił mojego życia. Będę go pamiętał jako ważny etap w historii Supermana, ale nie płakałem podczas jego czytania. Raczej nie mogłem się doczekać jego śmierci, choć nie nudziłem się podczas czytania. Zdecydowanie polecam zapoznać się ze Śmiercią Supermana i wyrobić sobie własną opinię, bo to dzieło specyficzne i nie każdemu może przypaść do gustu (chodźby poprzez naleciałości stylu lat 90).

8 komentarzy:

  1. Człowieka z żelaza? Chyba że stali...

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się grafika ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna recenzja. Za Supermenem nigdy nie przepadałem, ale zainteresowałeś mnie tym komiksem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy trochę z Karoliną embargo na Supermana(ja się troszeczkę wyłamuję), ale ten komiks, mimo bycia mocno przedramatyzowanym, moim zdaniem, jest co najmniej warty obczajenia :D

      Usuń
  4. Gdy zobaczyłem doomsdaya w zwiastunach batmanosupermana, postanowiłem sobie odświeżyć ten komiks. Czuć lata, ale też mam spory sentyment do starych historii, więc na plus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam żadnego sentymentu do niego, bo byłem zbyt młody by go czytać w momencie wydania w Polsce, ale gdy nałoży się Różowe Okulary to czyta się całkiem całkiem :)

      Usuń