Shōnen warty przeczytania - recenzja Akame Ga Kill! tom 1

by 11:41 0 komentarze

Zazwyczaj unikałem shōnenów jak ognia, gdyż przeszkadzała mi ich powtarzalność lub infantylność. Akame Ga Kill to dowód na to, że pomimo skierowania swojej mangi do młodych chłopców można stworzyć ciekawą historię, nawet dla tych nieco starszych czytelników!

     Kiedy byłem małym chłopcem, bardzo podobał mi się styl opowiadania historii, jaki możemy zobaczyć w Dragon Ballu. Występowała tam rzeczywistość, w której istniały tylko dwa rodzaje postaci: dobre i złe - a ci drudzy zawsze ostatecznie przegrywali z tymi pierwszymi. O ile na początku jarałem się taką konwencją, wraz z dodatkowymi latami na karku przybyło również zwątpienie, czy aby świat na pewno jest tak czarno-biały. Przez pewien czas omijałem utwory z tego gatunku, aż w moje ręce wpadł obiekt mojej recenzji: Akame Ga Kill.
    Protagonista tej mangi, Tatsumi, razem ze swoimi towarzyszami wyrusza do stolicy Imperium, aby uratować mieszkańców swojej wioski z szponów nędzy. Gdy ledwo opuścili rodzinną wioskę, zostali napadnięci przez bandytów i rozdzieleni. Główny bohater kontynuuje swoją podróż do stolicy, gdzie marzy mu się kariera wojskowa, a z nią zastrzyk tak bardzo potrzebnej gotówki. Jest bardzo pewny siebie, do tego stopnia, że nie chce przechodzić rekrutacji na szeregowego żołnierza piechoty, przez co zostaje wyrzucony z garnizonu. Pomimo zaprzepaszczonej szansy kariery w wojsku, jest zachwycony stolicą Imperium. Będąc bardzo zaaferowany pięknem tego miejsca, daje się oszukać pierwszej lepszej naciągaczce w zbyt kusym stroju, która okrada go ze skrzętnie oszczędzanej gotówki, zarobionej przez niego na polowaniu potworów. Bez grosza przy duszy decyduje się na nocleg pod chmurką. Na całe szczęście z ulicy zgarnia go córką wojskowego, który jest w stanie załatwić protagoniście etat w armii Imperialnej, do której dostanie się graniczy z cudem. Do momentu zatrudnienia przez wojsko, zostaje on ochroniarzem posiadłości. Sielanka głównego bohatera zostaje przerwana wraz z atakiem grupy assasynów Night Raid. Po dość intensywnych scenach walki, główny bohater dowiaduje się mrocznej prawdy o upodobaniach domowników, którzy wydają się być wcielonymi diabłami. W dalszej części bohater przyłącza się do wcześniej wymienionej grupy zabójców, wśród których nie ma dwóch podobnych do siebie postaci. W międzyczasie opowieść jest przestawiana także z innych perspektyw, np. z punktu widzenia dworu Imperatora, który jest jeszcze małym dzieckiem.





    To co odróżnia tę historię od innych z tego gatunku to niejednoznaczność działań. Gdy protagonista nazywa członków Night Raid  "zabójcami sprawiedliwości", oni zbywają go mówiąc że są tylko zabójcami. Jest coś fajnego w tym, że nawet manga dla ludzi 16+ podkreśla że zabójstwo jest zawsze złem, pomimo szlachetnych pobudek. Cała opowieść jest nawet dosyć mroczna, pomijając kilka scenek komediowych i innych ecchi-momentów (że tak powiem). Pomimo że zazwyczaj psioczyłbym na takie wstawki, tutaj często pasowały i rozluźniały napiętą atmosferę. Mroczności tej historii dodaje też brutalność walk. Trup ścieli się gęsto: niedawno pięknookie dziewczę może w kolejnym kadrze być już w kilku kawałkach, a niepokojące rysunki torturowanych ciał nieboszczyków, nie są również wyjątkiem. Każda postać z wspomnianej wcześniej grupy jest oryginalnym indywiduum (szczególnie spodobała mi się ta władająca ogromnymi nożyczkami jako bronią), który posiada swoją często mroczną i traumatyczną przeszłość, przez co łatwiej było mi się zżyć z postaciami, bo gdy pierwszy raz je widziałem, wyglądały jak kolejny nudny mieszany zespół.
   




    To co na co zwróciłem w pierwszej kolejności uwagę to że grafika wraz z kolejnymi stronami wygląda coraz lepiej! Z początkowego "brzydkiego" chaosu na polu walki, autor szybko przeszedł do scen akcji, w  których z zapartym tchem obserwujemy kolejne uderzenia, bloki i ciosy. Na plus dodam też fakt, iż stosunkowo mało kadrów nie ma swojego tła. Zawsze denerwowało mnie gdy bohaterzy występowali w kadrach na białym tle (lubię żartować że to na tle symulacji Matrixa), tutaj tego nie uświadczyłem, miałem pełne poczucie że niczego nie brakuje w tej dziedzinie. Trzeba przyznać autorowi również to, że postacie o tym samym wieku różnią się czymś więcej niż tylko kolorem włosów. Dodaje to unikatowości bohaterom, którzy w połączeniu ze swoją osobowością tworzą wiarygodne postacie.
    Na koniec mogę jedynie polecić wypróbowanie tej mangi. Ja zaryzykowałem spotkanie z od dawna porzuconym gatunkiem i miło się zaskoczyłem! Co więcej nie mogę doczekać się dalszych tomów, w których podobno jest jeszcze więcej ciekawych pomysłów. Więc jeżeli chcecie poznać Shonen, który zdecydowanie wybija się ponad przeciętność, polecam wam jak najszybciej zapoznać się z pierwszym tomikiem. Miłej lektury!

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Waneko.

 Wydawnictwo Waneko


0 komentarze:

Prześlij komentarz