Róbmy dobrze | Serialoholik #8: Mr. Robot

by 20:23 0 komentarze

Listopad przyniósł nam jedno z bardziej szokujących wydarzeń pośród serialowych opowieści. Chociaż przed nami emisja jeszcze dwóch odcinków Mr. Robot, to żaden inny serial nie zasługuje bardziej, aby przyjrzeć się mu w ramach mojego comiesięcznego felietonu.

      Elliota Aldersona, głównego bohatera serialu, poznaliśmy w czerwcu 2015 roku. Intrygujący i pasjonujący mężczyzna ukazał się naszym oczom w scenie, w której szantażuje osobę, którą wcześniej zhakował. Później możemy przekonać się, że bohater regularnie uczęszcza na terapię, ze względu na zaburzenia psychiczne, dużo myśli o kondycji współczesnego świata, aż w końcu poznaje tajemniczego Pana Robota i grupę ludzi pragnących zniszczyć jedną z największych potęg serialowej rzeczywistości: firmę E Corp.
      Mr. Robot jest serialem znakomitym niemal w każdym calu. Co prawda, drugi sezon reprezentował niższy poziom, niż pierwsza seria, jednak razem z premierą trzeciego sezonu produkcja wróciła na wyżyny. Mogłabym śpiewać peany na cześć gry aktorskiej. Rami Malek jest geniuszem w tym, co robi. Dawno nie byłam tak bardzo zadowolona z przedstawienia bohatera tak realistycznie, jak dzieje się to w przypadku protagonisty Mr. Robot. Każdy gest, każdy grymas, każdy ton głosu jest dokładnie przemyślany. Na podziw zasługuje również Portia Doubleday, która kreacją Angeli Moss dorównuje Malekowi. Jej bohaterka przechodzi również największą (i najciekawszą) przemianę w całym serialu. Angela wiedzie prym wśród kobiet z ekipy Mr. Robot, a jej działania często potrafią zaskoczyć. Nie chodzi szokery, które obecne są w życiorysie Elliota, takie jak poznanie przez widzów, że Darlene jest siostrą głównego bohatera. Angela wprawia w zdziwienie swoją zaciętością, rozwojem i tym, jak szybko potrafi się uczyć. W moim serduszku wyróżnia się również Grace Gummer w roli Agentki Specjalnej Dominique DiPierro.
       Mogłabym również zachwycać się zdjęciami i montażem. Przyznam, że na początku trochę przeszkadzały mi kadry, używane w serialu. Jednak ogrom przestrzeni i minimalistyczna estetyka z czasem zaczęła mi się podobać. Już po kilku epizodach zachwycałam się każdym rozwiązaniem stylistycznym, wykorzystanym w serialu. 


Dużo przestrzeni. Bardzo dużo przestrzeni.

      Jednak powyższe elementy nie są najlepszym, co spotkało mnie podczas oglądania Mr. Robot. Serial bowiem ukazuje świetne podejście w dwóch kwestiach, które w popkulturze często są lekceważone: hakerstwo oraz zaburzenia psychiczne. 
      Piotruś jest programistą, więc - poprzez bardzo płytki proces myślowy - uznałam, że warto przedstawić mu ten serial. Początkowo podchodził do mojego pomysłu niechętnie. Nie ma co się dziwić: dotychczas większość przedstawień hakerów i programistów w popkulturze wyglądała w ten sposób, że wklepywali randomowe słowa na klawiaturze, po czym na ekranie działy się istne cuda. Kiedy mój Ukochany w końcu przekonał się do rzucenia okiem na jeden z odcinków, skończyło się na tym, że do dziś opowiada wszystkim o tym, jak realnie przedstawiony jest świat programowania i hakowania w Mr. Robot
       Nic dziwnego. Twórcy serialu podeszli do sprawy bardzo poważnie. Zatrudnili specjalistów w tej dziedzinie, z którymi konsultowali każdą scenę dotyczącą pracy z kodem. Scenarzyści opowiadali co chcą przedstawić, a sztab specjalistów mówił co można zrobić tak, aby było to realne. Dzięki temu otrzymaliśmy ujęcia, przedstawiające wpisywanie prawdziwych komend i nie - trzymanie się prawdziwego świata kodowania nie sprawiło automatycznie, że możliwości fabularne zostały ograniczone. Moim zdaniem, wiarygodność wyszła Mr. Robot na dobre. Dzięki temu wszystkie dziejące się w serialu katastrofy są jeszcze bardziej przerażające - bo tak bardzo możliwe.


Oj, ta dzisiejsza młodzież! Tylko te komputery i komputery. Na dwór by wyszli!

      Jednak ja chciałabym skupić się na jeszcze jednym elementem, do przedstawienia którego zatrudniono specjalistów. Mam na myśli zaburzenia psychiczne Elliota. Jeśli czytacie moje teksty, wiecie jak bliski jest mi temat psychiki: że choruję na depresję, mam lęki i nerwicę. Moje osobiste doświadczenia są jednym z powodów, dla których zwracam szczególną uwagę na przedstawienie zaburzeń psychicznych w popkulturze. Drugim powodem jest to, że mam świadomość, iż problemy ze zdrowiem psychicznym nie są żadnym złym humorkiem, domeną osób słabych lub tajemniczą chorobą - to realne problemy coraz większej części społeczeństwa. 
      Niejednokrotnie, na łamach tego bloga, wspominałam, że wydarzenia w dziełach kultury nie pozostają jedynie w sferze medium, a bezpośrednio wpływają na myślenie i zachowanie odbiorców. Niestety, wszystko co odbiega od społecznie przyjętej "normalności" często przedstawiane jest w sposób - łagodnie mówiąc - nieodpowiedni. Skutkuje to jeszcze większą niezrozumiałością wśród ludzi oraz szumem informacyjnym. 
       Elliot choruje na zaburzenie dysocjacyjne tożsamości. Polega na występowaniu przynajmniej dwóch osobowości u jednej osoby. I tak, tym "drugim" w przypadku głównego bohatera jest tytułowy Pan Robot. Osobowości są zazwyczaj odmienne, każda ma różną tożsamość, wspomnienia, a zdarza się nawet, że nawet ciśnienie krwi, ostrość wzroku (Elliot nie nosi okularów, a Pan Robot tak), orientację seksualną lub płeć. Mam świadomość, że dla wielu osób owo zaburzenie jest czymś przerażającym. Swój udział ma w tym popkultura. Często osobowość mnoga wykorzystywana jest w horrorach, jako przedstawienie tego złego i krwiożerczego wnętrza postaci. Niekiedy tematyka idzie w drugą stronę i odmienne osobowości służą za element humorystyczny. Wszystko to potęguje wyobcowanie osób cierpiących na zaburzenie dysocjacyjne tożsamości. 


Dzień dobry, czy to dobrze napisane zaburzenia psychiczne?

       Właśnie dlatego cieszę się, że twórcy Mr. Robot zwrócili się o pomoc do psychiatrów, którzy pomogli w jak najwłaściwszym przedstawieniu choroby Elliota. Zaowocowało to wieloma głosami poparcia ze strony osób cierpiących na zaburzenia psychiczne, a nawet chorujących na Aspergera. Główny bohater nie jest przedstawiony jako osoba zła. Widać, że zmaga się z chorobą, ale dzięki temu, że zwraca się bezpośrednio do widza możemy lepiej zrozumieć proces przemiany, jaką przechodzi. Ważne jest również to, że zatrudniono aktora, który wciela się w rolę Pana Robota. Dotychczas w dziełach kultury wszystkie osobowości były odgrywane przez jedną osobę. Był to punkt widzenia osób z zewnątrz. Tym razem widzimy wszystko oczami Elliota: jego osobowości są różne, więc i on widzi je inaczej.
      Cieszy mnie, że powstał taki serial. Jeśli wierzyć twórcom, przed nami jeszcze dwa sezony. Obawiam się o to czy do tej pory nie wyczerpią się pomysły na dobre prowadzenie fabuły, ale trzecia seria jak dotąd nie zawodzi - wręcz przeciwnie, zaskakuje i zachwyca. Liczę na to, że Mr. Robot utrzyma poziom, chociaż mam również cichą nadzieję, że w kolejnych sezonach dostaniemy jeszcze więcej i jeszcze lepiej. W każdym razie, ja jestem zadowolona - a Wy?

0 komentarze:

Prześlij komentarz