Miotłą go! – recenzja Dozorca: Nie wszystko złoto

by 15:36 0 komentarze

Proszę w tej chwili kupić ten komiks i wgapiać się w rysunki przez kolejne trzy dni z rzędu. Warto.
Grzechem byłoby nie rozpocząć tej recenzji od zachwytów nad warstwą graficzną, stworzoną przez Ivana Shavrina. Zazwyczaj każda taka ocena na początku przybliża fabułę, sposób konstruowania scenariusza. Jednak, chociaż Bartoszowi Sztyborowi nie można zarzucić, że źle wykonał swoją rolę scenarzysty, to właśnie rysunki są tym, co czyni z komiksu Dozorca: Nie wszystko złoto dzieło wyjątkowe.

Ekspresyjna, dynamiczna kreska, momentami pozornie niechlujna, zwróciła moją uwagę już na początku przygody z DozorcąIvan Shavrin często większą wagę przykłada do pokazania emocji, niż dbania o szczegóły. Byłam oczarowana tym, jak wygląda komiks od pierwszej strony, to ostatniej. W momentach akcji kreska staje się jeszcze bardziej niechlujna, jak gdyby Shavrin bazgrał po zeszycie. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze Dozorcy. Czasem zdarza się tak, że kadry są tak zabudowane postaciami i tłem, że trudno cokolwiek z nich wydobyć. Tutaj nie miałam z tym problemu.


Jedyne, do czego chętnie się przyczepię w nawiązaniu do rysunków, są onomatopeje, które nie zostały przetłumaczone na język polski. Bardzo często są one częścią całego kadru, dlatego rozumiem skąd decyzja o tym, by ich nie tłumaczyć i pozostawić w takiej formie, ale z drugiej strony taka konstrukcja komiksu mocno razi i przywodzi na myśl, że wydawnictwu po prostu się nie chciało. A szkoda, bo chociaż zmiana onomatopei na polskojęzyczne wymagałaby większego nakładu pracy (a przez to finansowego, bądźmy szczerzy) to warto by było wprowadzić te zmiany, żeby nie zgrzytały w zestawieniu z jakością wydania komiksu (a ta jest, jak Non Stop Comics już nas przyzwyczaiło, na wysokim poziomie).

Po zachwytach nad warstwą graficzną przychodzi pora na zmierzenie się ze scenariuszem Bartosza Sztybora. Głównym bohaterem komiksu jest Dot. Poznajemy jeszcze trzech jego przyjaciół: Księcia, Mordę i Magistra. Wszyscy są osiedlowymi ziomeczkami, czas spędzają na uprawianiu ulubionego sportu Donalda Tuska, albo na ławeczkowych rozmowach o rzeczach ważnych i ważniejszych. W okolicy dochodzi do brutalnego morderstwa, potem do kolejnego i nagle w życie chłopaków ostrzem pazurów wbija się tajemniczy potwór. Robi się jeszcze dziwniej, gdy osiedlowa dozorczyni mówi Dotowi, że czas przestać kopać piłkę i zacząć zbawiać świat.


Zamysł fabularny jest świetny. Może i nie jest to nic świeżego, bo takich opowieści o chłopaku, który nagle odkrywa, że jest kimś wyjątkowy, mamy w popkulturze na pęczki. Ale co z tego? Sztybor potrafi zainteresować czytelnika dzięki niebanalnym postaciom: chłopaka z blokowiska – feministę, kobietę biegającą raz z miotłą, a raz w zbroi oraz straumatyzowanego bohatera, który postanawia zemścić się nad, znęcającym się nad nim od lat, ojcu.

Dynamiczna akcja i nutka mitologicznego zacięcia przyciągają do tego komiksu. Szkoda tylko, że tak dobrze prowadzona fabuła w pewnym momencie zaczyna gnać na złamanie karku, jak gdyby Sztybor chciał rzucić Dozorcę w diabły. Budowane napięcie, podsycane tajemnicą krwiożerczego stwora szybko zostaje wyssane z ostatnich stron komiksu. Zanim się obejrzycie, już będziecie zamykać okładkę. 


Naprawdę wielka szkoda, bo Dozorca ma w sobie ogromny potencjał: tak w kwestii scenariusza, jak i warstwy graficznej. A przez pojedyncze potknięcia nie mogę zachwycać się nim tak bardzo, jak bym chciała. Pomimo tego powinniście sięgnąć po ten komiks, by sami określić czy wart jest Waszej uwagi. Ilość plusów zdecydowanie przewyższa ilość minusów. Dobrze by było zobaczyć kolejną część tej opowieści – wtedy szybko rozwiązany wątek fabularny nie raziłby tak bardzo.

0 komentarze:

Prześlij komentarz