Na razie nasi górą - recenzja Akame Ga Kill! tomy 4-8

by 20:45 0 komentarze


Powracamy do serii o prawie szlachetnych zabójcach! Czy kolejne tomy podtrzymają napięcie stworzone w początkowych tomach?

Po dłuższej przerwie wracamy znów do historii o zabójcach organizacji Night Raid. Wiem że ta seria jest średniej długości,  ale czekanie na kolejne tomy testuje moją cierpliwość. Bo to piekielnie wciągający komiks. Takie już uroki czytania na bieżąco.

Akame Ga Kill!, Waneko, Takahiro, recenzja, shounen

Nasza dzielna grupa zabójców wciąż dąży do celu postawionego w pierwszym tomie: zabić ludzi u władzy i zaprowadzić wreszcie ład i porządek w tym zepsutym kraju. Skoro na terenie imperium grasuje już wroga władzom drużyna, powołana zostajw grupa podlega premierowi Jaegers, której przewodzi generał Esdeath. Co ciekawe, to nie są tylko tępe osiłki bez skrupułów. Każdy z nich ma swoją historię, która prowadzi ich do uczestnictwa w tym zamachu stanu.  Urzekła mnie zwłaszcza historia Bolsa który poza byciem wiernym żołnierzem imperium, był także kochającym mężem i ojcem. Lecz nie uniknął wyrzutów sumienia, które fundowali mu jego dowódcy przez lata. Pojedynki między wpadającymi Teigu, czyli zaklętymi artefaktami dającym fantastyczne możliwości swoim właścicielom, stanowią dla mnie główną atrakcję w tej mandze. A raczej główniejszą, bo świetnie jest widzieć jak osobniki płci pięknej są większością postaci występujących w historii, i nierzadko sprawują władzę nad innymi.

Akame Ga Kill!, Waneko, Takahiro, recenzja, shounen

Często czytam w pociągu,  przez co gdy jestem w połowie drogi do miejsca docelowego, myślę że nie zdążę już skończyć całości,  w  końcu przebrnąłem tylko przez pierwszy rozdział w tym tomie. Ale nie, autorzy przygotowali to w taki sposób, że szybko się wciągnąłem, i bez problemu jestem w stanie pochłonąć cały tom przy jednym posiedzeniu. I to mimo że dialogi są momentami bardzo przedramatyzowane. Ale jakie to ma znaczenie, gdy w momencie w którym ginie jeden z tych dobrych złoli mi jest autentycznie przykro. A gdy w tomie nie ginie nikt z Night Raid, zdecydowanie lepiej mi na sercu, i te kilka rodziałów wydają mi się być lepszy od reszty. Może właśnie dlatego że czułem się tak zżyty z bohaterami i nie musiałem cierpieć, że któremuś z bohaterów tym razem nie wyszło i jego głowa wisi na patyku?

Akame Ga Kill!, Waneko, Takahiro, recenzja, shounen

Ten komiks od początku mi się podobał, właśnie ze względu na walki. Nie ma co ukrywać, że pojedynki i wszystko co z nimi związane jest dopracowane w najwyższym stopniu. Ukryte ataki Teigu, choćby najsłabsze, wyglądały obłędnie i wielokrotnie prześwietlałem je wzrokiem, nie mogąc się nacieszyć ich finezją. Sposób ułożenia kadrów sprawił na mnie wrażenie, że nawet w wolniejszych momentach dzieję się dużo i intensywnie. Pod obwolutami występuje obowiązkowe dla tej mangi omake, zawierające kooperacje z innymi autorami i luźne żarty z postaci recenzowanej serii. Pierwszą stronę tych tomików stanowi kolorowy art, który z tomu na tom wydaje mi się być coraz piękniejszy.

Akame Ga Kill!, Waneko, Takahiro, recenzja, shounen

Jeśli zastanawialiście się czy warto kontynuować czytanie tej serii to musicie zapytać samych siebie, czy pierwsze trzy tomy spełniły wasze oczekiwania. Bo kolejne tomy to jeszcze więcej akcji, dramatów i coraz wymyślniejszych Teigu. A tym, którzy jeszcze nie czytali tej serii, polecam spróbować, oczywiście jeśli nie macie nic przeciw battle shounenom.

Za udostępnienie egzemplarzy do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Waneko.


0 komentarze:

Prześlij komentarz