„All the good girls go to hell” – recenzja „Booksmart”

booksmart, recenzja filmu
Na pewno znacie ten moment w filmach o nastolatkach, w których z podzielonego na grupy rocznika absolwentów liceum wysuwają się na przód osoby do tej pory wyśmiewane, by stanąć w blasku chwały i pójść w stronę zachodzącego słońca do Yale albo Harvardu. Ale co, jeśli typowy underdog jednak nie wygra, albo co, jeśli podział wśród nastolatków nie istnieje? 

Amy i Molly to bardzo świadome społecznie i życiowo uczennice ostatniej klasy liceum. Dokładnie wiedzą, co chcą robić w życiu i kiedy to osiągną. Mają wyklarowane poglądy, są świadome swoich ciał, nie przejmują się opiniami innych i są bardzo wobec siebie lojalne. Uważają się za najlepsze uczennice rocznika 2019, z dumą myślą o tym, że przez całe liceum nie imprezowały i nie udzielały się społecznie poza murami szkoły po to, by przykładnie się uczyć i dostać się na wymarzone uczelnie. Jednak w dzień przed zakończeniem roku odkrywają, że wszyscy ci, którzy imprezowali lub uchodzili za szkolnych rozrabiaków, również idą na prestiżowe uniwersytety. Szczególnie przeżywa to Molly, która postanawia zaciągnąć przyjaciółkę na imprezę w domu jednego z licealistów, by potem nie żałować, że nie bawiło się przez całe liceum. 

booksmart, recenzja filmu
Brzmi typowo; cały film polega na tym, że dziewczyny trafiają to tu, to tam, błądząc po mieście w poszukiwaniu imprezy (nie znają adresu, bo z nikim się nie trzymały). Tyle tylko, że jest jakoś inaczej, niż to w tego typu filmach bywa. W dużej mierze dlatego, że poziom humoru zdecydowanie bardziej do mnie przemawia, niż żarty z hehe seksiku, mmm cycuniów, kupy i upijania się. Może się mylę, ale głównie tak widzę komedie o nastolatkach albo o przygodach imprezowiczów. A w „Booksmart” dostajemy inteligentne, świadome dziewczyny oraz całą gamę indywidualności licealnych, udowadniających, że nastolatki nie są głupie – a tak młodych ludzi najczęściej traktuje popkultura. 

Traktuje ich również jako chodzące stereotypy, upychając nastolatków w przyjęte z dawien dawna normy społeczne, by potem powtarzać do znudzenia mityczną drogę popularnych dzieciaków, które odkrywają w sobie, że jednak mają dobre serce lub lubią się uczyć – albo odwrotnie, przykładnych uczniów, którzy chcą być popularni i lubiani. Ale przecież można mieć i jedno, i drugie, i to wcale nie znaczy, że jest się kimś wyjątkowym. 

booksmart, recenzja filmu
Tego właśnie uczą się Amy i Molly. Bo pomimo wspaniałej świadomości społecznej dziewczyny dały się oszukać nałożonym na nie wizerunkom rówieśników. Szczególnie widać to w historii Molly, która paradoksalnie jest w filmie „tą złą”, bo to ona ocenia i wywyższa się ponad innych (oczywiście Molly nie jest postacią negatywną, jest tylko bohaterką, za którą mamy podążać, bo to głównie ona odbywa oczyszczającą drogę w tym filmie). 

Wszystko to dzieje się w bardzo przemyślanym świecie przedstawionym, prezentując młodzież w sposób realistyczny i z szacunkiem. Młodzi bohaterowie są kolorowi, różnorodni, prezentując swoje charaktery poprzez wygląd i ubrania, i przede wszystkim nie są traktowani przez opowieść jak głupsi tylko dlatego, że się licealistami (pisałam już w tekście o „Euphorii”, że brakuje mi takiego sposobu na przedstawianie młodzieży w popkulturze). 

booksmart, recenzja filmu
Także seksualność nie jest tematem tabu i casualowe rozmowy między przyjaciółkami o masturbacji to coś normalnego, a pierwszy seks jest taki, jaki często bywa: nieporadny, pełen śmiechu i – akurat w tym przypadku – zakończony wstydliwą sytuacją, która do tego nie skutkuje napiętnowaniem, tylko kończy się szansą na nowy związek. Również orientacja Amy przedstawiona została w sposób odpowiedni – nie jest już niczym niezwykłym, że ktoś jest lesbijką i nie jest to jedyna cecha owej bohaterki. Chociaż ten wątek wybrzmiewa głośniej w fabule, to tylko dlatego, że „Booksmart” jest filmem młodzieżowym, więc pierwsze miłości i kontakty seksualne są czymś normalnym – ale i w tym przypadku film prezentuje to na swój swobodny sposób, na przykład w scenie oglądania w uberze lesbijskiego porno „w celach badawczych”. 

„Booksmart” ma jednak jedną poważną wadę. Mimo całej świadomości społecznej ten film wciąż jest opowieścią o uprzywilejowanych bohaterach. Nietrudno zauważyć, że przedstawione w produkcji rodziny nie należą do biedniejszych. Mam przez to wrażenie, że w innej rzeczywistości powyższy scenariusz by nie przeszedł. Bo tak, „Booksmart” pozwala sobie na przemilczenie wielu kwestii kulturowych, na przykład tego, ile w Stanach Zjednoczonych kosztują studia. 

booksmart, recenzja filmu
Ale dobrze, trudno mi się gniewać na to, gdy „Booksmart” dopiero przeciera szlaki kobiecym komediom młodzieżowym, też nie za bardzo wiedząc, gdzie usiąść: ni to wśród dużych produkcji popularnych, ni to blisko kina niezależnego. Może dlatego, że film jest po części ślepym brodzeniem w wodzie, nie zarobił szczególnie dużo. A szkoda, bo Olivia Wilde sprawdziła się jako reżyserka znakomicie, a młoda obsada aktorska świetnie gra (moje serce ponownie zdobyła Billie Lourd, wcielając się w przerysowaną Gigi, będącą czymś na kształt dobrego ducha i przewodniczki głównych bohaterek). 

Liczę na to, że takich produkcji powstanie więcej. Gdybym była właśnie w wieku nastoletnim, chciałabym obejrzeć coś pokroju „Booksmart”, co mogłoby wpłynąć na moje postrzeganie świata.

Publikowanie komentarza

Copyright © Geek Kocha Najmocniej – Analizujemy popkulturę.