Janusz i Grażyna na wakacjach – recenzja gry planszowej „Plażing – parawany w dłoń”

Pamiętacie jak jakiś czas temu polskie wiadomości żyły podśmiewaniem się z plażowiczów, wstających wcześnie rano, by „zarezerwować” wybrany fragment plaży, otaczając go parawanami? Może wtedy wydawało się to Wam śmieszne, ale teraz macie okazję zamienić to na rywalizację ze znajomymi. 

Doświadczyliśmy niezwykłej przyjemności wypróbowania prototypu gry „Plażing – parawany w dłoń”. Jak już mogliście się domyślić, jej celem jest, mniej więcej, zdobycie jak największego i najbardziej obfitego (o tym za chwilę) skrawka plaży. Jako naczelni Janusz i Grażynka polskiej blogosfery, nie mogliśmy oprzeć się okazji, by zawalczyć w ostatecznym starciu naszych charakterów polskich zdobywców i zapoznaliśmy się z „Plażingiem”. 

Gracze, by zagarniać wybrane obszary, mogą korzystać z parawanów, ręczników, różnych plażowych gadżetów oraz istniejących na planszy budynków. Jeśli chodzi o te ostatnie, każda rozgrywka obfituje (bądź nie) w inne elementy. Plansza bowiem składa się z głównej konstrukcji, którą jest tor z punktacją, będący ramką oraz wypełnienia, w postaci kafelków, na których znajdują się przeróżne elementy. Mogą to być biegnące dziki, lodziarnia, albo – co ważniejsze – muszelki, bursztyny i kamyki, których zbieranie jest jednym ze sposobów na zdobycie punktów. Układ kafelków przy każdej rozgrywce jest inny, dzięki czemu „Plażing” nie traci na grywalności. 

Jeśli chodzi o punktację, ścieżek prowadzących do zwycięstwa jest w tej planszówce sporo. O wygranej mogą zadecydować znaleziska z kafelków, jakie zdobędziemy, ilość zagarniętych obszarów, ilość użytych elementów, specjalne wydarzenia, znajdujące się na kafelkach, pogoda ustalona na daną rozgrywkę za pomocą kostki pogody lub cele indywidualne / grupowe. 

Czytając to wszystko, nie sposób uchronić się przed zawrotami głowy. My również ich doświadczyliśmy, po raz pierwszy czytając instrukcję gry. Jednak strach ma wielkie oczy, a koniec końców nie było czego się bać. Rozgrywka w „Plażingu” jest prosta i niezwykle przyjemna – nawet w przypadku udziału tylko dwojga graczy. Oczywiście, im więcej osób, tym weselej, ale jeśli jest Was tylko dwoje, to zawsze możecie grać w wersję na dwa kolory. 

Na największą pochwałę w przypadku „Plażingu” zasługuje to, że im więcej grasz w tę planszówkę, tym zabawa staje się lepsza. Gra posiada tyle wariantów i sposobów zdobywania punktów, że moment rozdawania punktów może łatwo zakończyć się szokującym zwrotem akcji. Polecamy więc uważne obserwowanie przeciwników i próbowanie sił w wymyślaniu jak najlepszej strategii. 

Wizualnie „Plażing” jawi się jako ładna, przywołująca na myśl słońce, gra. Bardzo łatwo ją złożyć, a elementy planszy są na tyle małe, że samo pudełko ostatecznej wersji na pewno nie zajmie za wiele miejsca. Dlatego na pewno „Plażing” stanie się idealną pozycją, by zabrać egzemplarz na wakacje. 

Nie możemy doczekać się kiedy będziecie mieli okazję zakupienia tej planszówki, bo naprawdę będzie warto to zrobić. Począwszy od pomysłu na grę, poprzez wykonanie, na wizualnych aspektach kończąc, „Plażing” jest pozycją idealną dla każdego i grą naprawdę udaną. Uświetni zarówno wieczór we dwoje, jak i rodzinny poobiedni odpoczynek.

Prześlij komentarz

Copyright © Geek Kocha Najmocniej – Analizujemy popkulturę.