Piękne mordobicie - recenzja Atomic Blonde | Na dwa głosy

by 20:35 15 komentarze

We wtorkowy wieczór wybrałam się z Zuzą z bloga Muza z kadru na seans najnowszego filmu z Charlize Theron, Atomic Blonde, w reżyserii Davida Leitcha. Z tej okazji postanowiliśmy trochę nagiąć zasady naszego bloga i - jako, że Piotrek nie poszedł z nami do kina - tę recenzję z cyklu Na dwa głosy poprowadzi ze mną nasza przyjaciółka.

Zanim zaczniemy omawiać film i dzielić się naszymi wrażeniami, pragnę zaznaczyć bardzo dla mnie istotny element. Otóż, główna bohaterka, Lorraine, została wprost określona jako osoba biseksualna: nie za pomocą przedstawienia zainteresowania obiema płciami, ale poprzez użycie słowa “biseksualna”. Czytelnicy naszego bloga doskonale wiedzą, że jest to dla mnie niezwykle ważna kwestia, więc ten element fabularny miło mnie zaskoczył.



Protagonistka w ogóle pozytywnie zaskakuje, bo jest wielowymiarową postacią, a nie, jak wiele bohaterów filmów akcji,  “osobą z jedną cechą charakteru”. Wiarygodności Lorraine dodaje zapewne Charlize Theron, która w tej roli wypada świetnie. Zresztą aktorstwo w ogóle jest tu na wysokim poziomie, wyróżnia się szczególnie James McAvoy.

Myślę, że można pokusić się nawet o stwierdzenie, że aktorstwo to jeden z dwóch filarów, na których opiera się ten film. Drugim jest połączenie zdjęć i montażu. Szczególnie zachwyciła mnie scena walki na schodach, której fragment mogliśmy obejrzeć w jednym ze zwiastunów. Ruchy kamery sprawiały, że miałam wrażenie, iż jestem w środku akcji oraz nadawały wydarzeniom odpowiedniej płynności. Raz jeszcze zwrócę uwagę na grę aktorską: bohaterowie “pięknie” prezentowali się wyczerpani i poturbowani.

Choreografie walk w Atomic Blonde są szczegółowo dopracowane i rewelacyjnie nakręcone – nic w tym dziwnego, w końcu to film jednego z twórców Johna Wicka. Kamera widzów nie oszczędza, pokazując prawdziwe mordobicie. Niemal czuć każdy cios! A obrywa się tu każdemu. Stwierdziłaś, że wygląda to “pięknie”, czyli obecna jest tu fetyszyzacja przemocy?

Myślę, że tak, ponieważ głównie na tych scenach skupia się film. Fabuła nie jest jakoś szczególnie skomplikowana, bądź rozwinięta: dostajemy prostą konstrukcję filmu szpiegowskiego, gdzie główny bohater wali po mordzie 80% postaci i koniecznie musi sobie przygruchać jakąś ładną kobietę, bezpośrednio związaną ze sprawą, którą rozwiązuje (i tak, to, że w tym wypadku mamy protagonistkę nie robi wyjątku w kwestii pięknej partnerki). Jak dla mnie, jest to epatowanie przemocą, jako wyznacznikiem fajności.


Spotkałam się z zarzutem, że narracja w filmie jest zbyt skomplikowana, co po seansie mocno mnie rozbawiło. Nie wiem jak można zgubić się w tej fabule, skoro jest tu tylko montaż równoległy z dwóch czasów akcji. Przecież przesłuchanie bohaterki to po prostu jej opowieść – podobny zabieg znajduje się w wielu produkcjach. Problem stanowi jednak sama historia, która słabo angażuje. Od kina szpiegowiskiego, którym Atomic Blonde po części próbuje być, oczekuję dobrze zarysowanej intrygi. Tymczasem motywacje bohaterów są niejasne. Gdyby nie to, że darzę sympatią obsadę, to zapewne straciłabym zainteresowanie rozwojem wydarzeń.

Zdecydowanie się zgadzam. W pewnym momencie złapałam się na tym, że fabuła przelatuje mi pomiędzy palcami. Za serce łapały mnie tylko niektóre sceny oraz muzyka, która momentami stawała się nieznośnie głośna. Jednak mimo że uszy bolały, to utwory nadawały całej opowieści mocny, punkowy klimat.

Mam trochę odmienne odczucia w tym zakresie. Ten kto mnie zna, wie, że uwielbiam muzykę z lat 80., dlatego soundtrackiem powinnam być zachwycona. Niestety, nie do końca. Choć piosenki same w sobie są świetne (moje ukochane Depeche Mode!), to mam wrażenie, że są wrzucone do filmu przypadkowo. Jakby twórcy po prostu sprawdzili, co w 1989 r. słuchało się w Berlinie i tyle – inny hit tamtych lat pasowałby pewnie tak samo. Kłopot w tym, że kawałki nie zbyt współgrają z wydarzeniami na ekranie.

A co Wy myślicie o tym filmie? A może dopiero wybieracie się do kina, aby go obejrzeć?

Sprawdźcie blog Zuzy!

15 komentarzy:

  1. Bardzo fajnie wyszła wam ta recenzja ba dwa blogi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, zapraszamy do dalszego śledzenia naszych tekstów :D

      Usuń
  2. Ostatnio się właśnie zastanawiałam, czy warto wybrać się na ten film - dziękuję za ciekawą recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszamy do czytania naszych pozostałych recenzji :D

      Usuń
  3. Właśnie się wybieram, wasza rozmowa trafiła na dobry grunt. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszymy się i zapraszamy do śledzenia innych recenzji :D

      Usuń
  4. takie filmy to zupełnie nie moja bajka, mordobicie zupełnie mnie nie kręci :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Aktorka przypomina mi wokalistkę Blondie :D jak zobaczyłem plakat to myślałem, że bohaterką będzie Debbie Harry :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie filmy nie są dla mnie niestety :( Ale na pewno opinia sie przyda mojej koleżance ona ma całkiem inny gust :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow, świetna recenzja na dwa głosy, bardzo inspirująca! To się nazywa owocna współpraca :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze nie widziałam, ale obietnica muzyki retro bardzo mnie przekonała :D Świetny pomysł na format recenzji!

    OdpowiedzUsuń