Czwarty tom Murcielago w końcu daje nam to, na co wszyscy czekaliśmy

by 20:32 0 komentarze
murcielago, tom 4, recenzja mangi, Yoshimura Kana, waneko

Po raz czwarty spotykam się z Murcielago. Czy tym razem będzie dużo miłości kobiecej?

      W końcu siadam do pisania recenzji Murcielago z zadowolonym uśmiechem na ustach. Pierwszy tom mnie zachwycił, rozśmieszył do łez i sprawił, że nie mogłam doczekać się kolejnych części tej opowieści. Niestety, dwa kolejne tomy pozostawiały mnie z ogromnym niedosytem. Nie było tam zbyt wiele porywającej akcji, nie było też jednopłciowego seksu, a przecież wszyscy przyszliśmy tu po jedno: po yuri. Waneko puściło mi oczko mówiąc, że czwarty tom w końcu zawiera to, co powinien. Wiedziałam, że jeśli tylko ze mną się droczą, to złamią mi serduszko, podeszłam więc do czwartego tomu mangi Yoshimura Kana z dużą ilością niepewności.
      Jednak nie będę Was trzymać ani chwili dłużej w tym uczuciu. Najnowsza część Murcielago to namacalne dobro. Kuroko zostaje członkinią sekty Virginal Rose tak, jak zapowiedziała. Jednak zamiast ratować Nanami, oddaje się uciechom cielesnym, które zostają jej tam zaoferowane. Czy możemy jej się dziwić? Przecież przed chwilą przyznaliśmy, że przyszliśmy tutaj tylko wyłącznie po yuri. Ale jak to, tylko ja to powiedziałam?...

murcielago, tom 4, recenzja mangi, Yoshimura Kana, waneko

Ten moment, w którym w końcu dostajesz yuri

     Naga pierś szerzy się gęsto i już kilka stron dalej główna bohaterka ląduje w wannie, razem z jedną z członkiń sekty. I wszystko byłoby jak ze snu Kuroko, gdyby nie Chiyo, która postanawia, że nie zostawi swojej dziewczyny w tej jamie rozkoszy homoseksualnej. Dziewczyna wyrusza do siedziby Virginal Rose, jednak jej starania, by odzyskać ukochaną kończą się niepowodzeniem. I wtedy zaczyna robić się ciekawie...
      Chiyo w tym tomie objawia się jako pełnokrwista kobieta z charakterem znacznie wykraczającym poza łatkę zazdrosnej dziewczyny, którą do tej pory miała przypisaną. Sceny z nią są pełne akcji, uczucia, nadają mandze tempa, a mnie sprawiły wiele radości. 
      Gdyby tej jatki było mało, to - jak łatwo było się domyślić - mury siedziby Virginal Rose kryją przerażającą tajemnicę. Chociaż spodziewałam się, że lada moment wydarzy się coś złego, to kiedy w końcu doszłam do tego momentu w tomie, byłam zaskoczona. Wszystko za sprawą dwóch elementów.

murcielago, tom 4, recenzja mangi, Yoshimura Kana, waneko

Nigdy nie lubiłam róż. Miałam rację.

      Po pierwsze, czwarty tom Murcielago ponownie ma lekki tom, podobny do tego, jaki mogliśmy zaobserwować w premierowej części. Dzięki temu brutalność zaskakuje nas równie mocno, co śnieg na Wielkanoc.
     Po drugie, największą rolę w budowaniu klimatu tworzą rysunki. Wcześniej nie marudziłam na warstwę graficzną Murcielago, wręcz bardzo mi się ona podobała. Tutaj jednak kilkakrotnie poczułam zryw zachwytu, kiedy czytałam o tej krwistej tajemnicy, bądź kiedy Chiyo siedziała z nagą piersią i kataną. Naprawdę, rysunki pierwsza klasa, powiesiłabym na ścianie.
      Jeśli więc zawiedliście się na poprzednich tomach Murcielago (za co Was nie winię), to teraz możecie mi zaufać i sięgnąć po tom numer cztery, by znów poczuć ten zachwyt, jaki wywołała pierwsza część. Jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni, obojętnie czego szukacie: czystego yuri, dobrej akcji, albo ładnych rysunków.

Za udostępnienie egzemplarzy do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Waneko.

 Wydawnictwo Waneko

0 komentarze:

Prześlij komentarz