Ten świat jest pomylony - recenzja Tokyo Ghoul 2-7

by 21:16 0 komentarze
tokio ghoul, recenzja mangi, waneko

Moje drugie podejście do tej serii. Jakie jest kolejne sześć kolejnych tomów?


    Od recenzji pierwszego tomu minęło już trochę czasu, na co miało wpływ wiele czynników: moje studia, inne obowiązki oraz sama lektura. Po pierwszym tomie Tokyo Ghoula byłem odrobinę wybity z tropu. Nie wiedziałem czego się spodziewać i czy autor ma jakiś ciekawy pomysł na rozwinięcie akcji. Mogę zdecydowanie powiedzieć, że odrobinę mnie zaskoczył, ale po kolei.

Wszyscy nosimy maski

tokio ghoul, recenzja mangi, waneko

    Jak wiemy z pierwszego tomu, Kaneki zostaje napadnięty przez Ghoula. W wyniku nieszczęśliwego wypadku zostają mu przeszczepione narządy jego oprawczyni, Rize nazywanej Żarłoczną. W kolejnym tomie nasz milusiński jest wprowadzany głębiej w świat Ghouli, a także otrzymuje pierwszą maskę.
    Przez kolejne tomy rozwijane są relacje między protagonistą a innymi bohaterami pracującymi w Anteiku, kawiarni, a jednocześnie organizacja, która zajmowała się m.in. pomaganiem oraz dostarczaniem pożywienia dla potrzebujących ghouli. Poznajemy także kolejne postacie, które są mocno intrygujące, głównie swoim stylem bycia np. Shuu Tsukiyama, zwany smakoszem oraz Yakumo Oomori zwany Yamori lub, ze względu na swoją brutaliność Jasonem z 13. dzielnicy. Możemy także poznać galerię bohaterów na tyle zróżnicowaną, oczywiście od strony ghouli, że te momenty przejścia fabuły do śledzenia losów inspektorów dały mi tak potrzebne wytchnienie, uspokojenie całej akcji. Poznajemy też kilkoro takich standardowych postaci, ale jako że nie  grają arcyważnej roli, nie przeszkadza to w żadnym stopniu.
    Natomiast jeśli chodzi o drugą stronę konfliktu, czyli tzw. Gołębie, tu również jest bardzo ciekawie. Nie są to odlane z brązu posągi ku czci uczciwości i sprawiedliwości. Potrafią być butni, zapatrzeni w siebie. Pojawienie sie nowego inspektora trzeciej klasy Suzui daje jeszcze więcej różnorodności w tej frakcji. Choć jego poprzednik  Mado, inspektor pierwszej rangi, również miał niezdrową obsesję na punkcie kilku rzeczy, trzymał się mniej więcej zasad, on sam gra tak brudno jak się da, czasami przeraża nawet bardziej niż ghoul z odsłoniętym kagune.  

Delikatna zmiana image'u

tokio ghoul, recenzja mangi, waneko

    Nie ukrywajmy, że Tokyo Ghoul to była (i nadal jest) pozycja z absolutnej toplisty mang. Nie spodziewamy się zabicia bardziej obiecującej postaci, nawet tej stojącej po złej stronie. Spodziewałem się ciągniętej przez wiele chapterów mody na sukces, z walkami na śmierć i życie za pomocą wydobywanych z wnętrza ciała broni o najróżniejszych kształtach. Nietrudno zauważyć, że bohater tego komiksu nie biega od zadania do zadania, i nie rzuca się w jakieś niebezpieczne miejsce, bo ktoś powiedział, że tam znajdzie małe kotki (kto by tam nie poszedł, no kto ja się pytam?). Nie to żeby Kaneki był momentami bezmyślny, wręcz przeciwnie. Ale kierunek, w którym rozwinął go scenarzysta, jest co najmniej interesujący. Nie mogę doczekać się, co będzie dalej. Z drugiej strony są też te momenty ekspozycji, które uwielbiam najbardziej: dialogi podczas walki. Gdy je czytałem, jarałem się walkami, ale po skończeniu tomiku zawsze pozostaję z dwoma, nietrywialnymi pytaniami: "Co dziś na obiad?" oraz "Skąd oni mają tyle czasu na gadanie podczas walki?".

Mmmm jakie to dobre

tokio ghoul, recenzja mangi, waneko

    Gdy jechałem wraz z moją lubą na Remcon, dyskutowaliśmy o rysunkach w tym komiksie. Nie spodobały jej się rysunki w części "obyczajowej", że tak powiem. Faktycznie, one akurat nie muszą przypadać wszystkim do gustu. Ale ja przepraszam bardzo, walki w Tokyo Ghoulu to jakieś może nie tyle absolutne miszczostwo, ile rzecz na pewno przyjemna dla oka. W każdym ciosie, który wymierza Kaneki czuć szybkość, zbliżoną do prędkości dźwięku, i te mięsne uderzenie, wgniatające niczego niespodziewającego się oponenta. Oczywiście, gdy któryś inspektor używa Quinque, broń wytwarzaną z Kagune wydobytą z zabitego Ghoula, rysunki pokazują to w taki sposób, że ma się wrażenie, że to Arnold zachciał mieć małe cameo jako inspektor. Co ciekawe, potrawy ukazywane w tych tomikach, a szczególnie kawa, to taka mała nieistotna rzecz, która przykuła moją uwagę. Są rysowane tak realistycznie, jak pozwala na to kreska umieszczona w tej mandze.

To by było na tyle

tokio ghoul, recenzja mangi, waneko

    Te 6 tomów zrobiło na mnie dobre wrażenie. Wiem, że to nie jest najgłębsza historia na świecie, mimo że to Seinen. Ale to dobra manga, porusza kilka ważnych tematów, ale nie ucieka od dostarczania dobrej rozrywki. Czeka na mnie jeszcze kilka tomów do przeczytania i możecie się spodziewać recenzji, ale za jakiś czas, bo lubię się takimi przyjemnymi lekturami delektować.

Za udostępnienie egzemplarzy do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Waneko.


0 komentarze:

Prześlij komentarz