Coś nie wyszło - recenzja Promised Neverland tom 2

by 20:26 0 komentarze
promised neverlnad, manga, tom 2, recenzja, waneko, Kaiu Shirai, Posuka Demizu.

Pamiętacie, jak bardzo zachwycona byłam pierwszym tomem tej serii? Tak, ja też pamiętam...


      Poziom mojego zachwytu nad pierwszym tomem mangi Promised Neverland przekroczył wszelkie możliwe skale punktowe. Początkowo nie chciałam czytać tej opowieści, bo nie za bardzo przepadam za shonenami, ale Piotrek wcisnął mi tomik twierdząc, że na pewno mi się spodoba. Poskutkowało to zawrotnym wchłonięciem przeze mnie pierwszego tomu Promised Neverland i późniejszym pisaniem peanów na cześć tej opowieści, stworzonej przez Kaiu Shirai oraz Posuka Demizu.
      Emma, Ray oraz Norman nadal planują ucieczkę. Emocje powoli opadają i dzieciaki radzą sobie coraz lepiej z ukrywaniem przed Mamą co się dzieje. Wszystko jednak może paść w gruzach, gdyż okazuje się, że wśród dzieci jest kapuś. Któreś z mieszkańców donosi Mamie o planach trójki bohaterów - należy więc odkryć kim ten ktoś jest. Emma, Ray i Norman decydują się na poważny krok i wtajemniczają we wszystko dwoje najstarszych dzieci. Tym samym sprawdzają czy to właśnie nie ich rówieśnicy są w zmowie z demonami. Jednak prawda okazuje się być bardziej szokująca.

promised neverlnad, manga, tom 2, recenzja, waneko, Kaiu Shirai, Posuka Demizu.

    Rozwiązanie tajemnicy jest w sumie jedynym powiewem świeżości w tym tomie. Reszta opowieści to po prostu dalsze przygotowania do ucieczki, rozwiązywanie napotykanych problemów i ukrywanie się przed Mamą. O ile w pierwszej części Promised Neverland co chwilę byłam zalewana falą szoku i plot twistów, to teraz kurz po pierwszotomowym szale opadł i wszystko zaczęło się ciągnąć, niczym ser na pizzy. Na domiar złego, we znaki zaczęły mi się wdawać powtórzenia wydarzeń z poprzedniego odcinka, obecne na początku każdego rozdziału. Przez to w tomie jest jeszcze mniej treści, niż mogłoby się znaleźć - a i tak nie ma jej za wiele.
      Zamiast więc dalszego podekscytowania tą serią, miałam mieszane uczucia. Z jednej strony, Promised Neverland jest świetną opowieścią, z dobrze poprowadzoną historią i umiejętnie wyważonymi plot twistami, a wszelkie tajemnice bardzo trudno jest czytelnikowi odgadnąć. Z drugiej, kontynuacja tej serii poziomem nie dorównuje premierowej części. Pamiętam jednak, że podobna sytuacja działa się z Murcielago i dopiero w czwartym tomie seria wróciła na wyżyny ukazane nam w pierwszej części. Mam więc nadzieję, że również w przypadku Promised Neverland spadek poziomu to tylko małe potknięcie.

promised neverlnad, manga, tom 2, recenzja, waneko, Kaiu Shirai, Posuka Demizu.

      Na szczęście, jeśli nie porwie nas historia, to możemy przynajmniej popatrzeć się na przepiękne rysunki. Posuka Demizu stosuje filmową głębie ostrości, a kadrowanie przypomina - jak wspominałam ostatnio - projekty plakatów. Sprawia to, że połowa stron mogłaby być śmiało stosowana, jako dekoracja ścian.
     Z sercem pełnej nadziei, nie spisuję Promised Neverland na straty, tylko czekam na kolejny tom. Premiera już niedługo, więc liczę, że zaczytacie się w tej opowieści razem ze mną.

Za udostępnienie egzemplarzy do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Waneko.

0 komentarze:

Prześlij komentarz