Komu to przeszkadzało? – recenzja 3. sezonu „Chilling Adventures of Sabrina”

chilling adventures of sabrina, sezon 3, netflix, recenzja serialu
„Chilling Adventures of Sabrina” objawiło się jako bardzo dobry serial dla młodzieży prezentujący ciekawie skonstruowaną, egoistyczną bohaterkę, a także dotykający wątków feminizmu oraz religii przeżartej przez patriarchalizm (o czym pisałam na blogu). W drugim sezonie produkcja skręciła w mroczniejsze rejony, zarówno w kolorystyce, jak i – przede wszystkim – fabularnie, nie porzucając przy tym tego, co dobre z pierwszej serii, ale wyzbywając się na przykład typowego dla teen dram trójkątu miłosnego. Zwiastun trzeciego sezonu, będący kiczowatym teledyskiem, obiecywał inną konwencję, ale przyjęłam taką zmianę z radością. Miałam nadzieję, że twórcy pobawią się tematem, nie zapominając przy tym o tym, co już osiągnęli. Niestety, zapomnieli o wszystkim.

Tekst zawiera spoilery dotyczące fabuły trzeciego sezonu

Lucyfer pozostaje uwięziony w ciele Nicka, w Piekle rządzi Lilith, Zelda próbuje ogarnąć pozostałych uczniów Akademii, a Sabrina chce uwolnić swojego chłopaka z miejsca, do którego go wysłała pod koniec poprzedniego sezonu. Tyle dzieje się na początku pierwszego epizodu, ale przedstawiony status quo zostaje szybko przetasowany. Do gry wkraczają nowi przeciwnicy: poganie i ich starzy bogowie. Gdzieś w oddali czai się również Blackwood, zgłębiający tajemnicze odłamy magii.

Niestety, w trzeciej serii serialu nie dzieje się za wiele. Każdy odcinek wygląda podobnie. Czarownice i czarownicy z Kościoła Nocy kręcą się wokół kilku tych samych problemów (np. co zrobić z przybyłymi poganami), nieudolnie wprowadzają kolejne rozwiązania i pyk, bez większej akcji, bez większych emocji następuje kilka kolejnych scen. Poszczególne odcinki przelatują pomiędzy palcami. Nie ma znaczenia, ile nawiązań do Lovecrafta, do Dantego, do Biblii, do historii Anglii wrzucą do „Chilling Adventures of Sabrina” twórcy – jeśli coś takiego nie zostanie opakowane w ładny papierek albo w ciekawą, pochłaniającą fabułę, to mi nawet nie chce się takich easter eggów wyłapywać.

chilling adventures of sabrina, sezon 3, netflix, recenzja serialu
Cały wątek feminizmu, który przez dwa poprzednie sezony wymalowany był na tarczy produkcji, został zdjęty i wywalony do kosza. Przypomniano sobie o nim dopiero pod koniec, próbując jakoś stworzyć drużynę kobiet i zwracając się do odpowiednich bóstw, ale wyszło to bardzo nienaturalnie i bez znaczenia.

Ogromnie liczyłam na to, że serial pokaże, jak budowany jest nowy system wierzeń za sprawą Zeldy Spellman. Sytuacja wydawała się idealna: oto na tronie piekielnym nie zasiadł mężczyzna, tylko kobieta, Lilith. Kościołem Nocy również przestał zarządzać osobnik męski. Jednak zamiast postępującej rewolucji, serial daje przekaz: ej, czarownice, nie macie mocy bez faceta ( w finale magia spływa od bogini, ale to – jak już wspomniałam – produkcja przedstawia to w nieudolny sposób). Również Lilith ma problemy na tronie i ratować musi ją Sabrina, która obejmuje władzę w Piekle. Ale nagle musi o nią walczyć, bo jakiś nie wiadomo skąd pochodzący książę Kaliban rzuca jej wyzwanie i dziwnym trafem nie ma znaczenia, że ona jest córką Lucyfera. Rozumiem, że tu był zamysł, by pokazać, że kobiety muszą zawsze walczyć z mężczyznami, ale fabularnie zostało to przedstawione nudno, bez polotu, czasem nielogicznie.

chilling adventures of sabrina, sezon 3, netflix, recenzja serialu
Tak samo wyzuty z emocji jest wątek „głównego złego”, który w trzecim sezonie objawia się jako przybywający do miasta poganie. Innowiercy pragną złożyć ofiarę swemu bóstwu i przejąć kontrolę nad mieszkańcami Greendale, ponieważ upatrują w ludziach największego szkodnika naszej planety. Jednak w konflikcie pomiędzy wyznawcami starych bogów a Kościołem Nocy nie widać po stronie czarownic z Greendale, że zależy im na uratowaniu miasteczka. Tu konfrontacja opiera się raczej na tym, że Kościół Nocy obawia się przybyszów, ponieważ Spellmanowie i inni tracą moc, oraz na wzajemnej pogardzie pomiędzy wyznawcami tych dwóch religii.

I to jeszcze by grało, bo martwienie się o sprawy ludzkie i tak zostaje pokazane w wątkach przyjaciół Sabriny, a to, że czarownice nie przejmują się ludźmi,i nie jest czymś nowym, zważywszy na ich moralność tak różną od tej, którą znamy z naszego realnego świata. Tylko że bardzo nie pasuje mi budowanie tego konfliktu na relacji „my jesteśmy lepsi, bo jesteśmy lepsi”. Wyznawcy starych bogów zwracają członkom Kościoła Nocy uwagę, że nie szanują fauny i flory, słusznie oburzając się na przykład w momencie, gdy Nick zabija węża za to, że cóż, był wężem. Ponieważ waśń pomiędzy wyznawcami nie miała ani dobrze rozbudowanej fabuły, ani społecznego przekazu, to wszystko to, co widz może wyciągnąć z tego sporu, zamyka się w tym, że Kościół Nocy wygrał, bo to główni bohaterowie serialu i jak mogliby nie wygrać.

chilling adventures of sabrina, sezon 3, netflix, recenzja serialu
Fabuła tego wątku opiera się na powtarzalnych scenach, w których członkowie Kościoła Nocy chcą odzyskać moc lub odeprzeć pogan i zostają bardzo szybko rozbrojeni przez przeciwników – ale tylko tak troszeczkę, tylko na chwilę. W międzyczasie Sabrina lata gdzieś po Piekle, a jej przyjaciele próbują jak najszybciej zacząć uprawiać seks, bo wyznawcy starych bogów poszukują dziewicy, którą mogą złożyć w ofierze. A koniec końców nikt nie zwrócił uwagi na to, że może warto dbać o faunę i florę, no bo po co – ci silniejsi nigdy na to nie patrzą, kto by się przejmował (to ma ciekawy wydźwięk, jak się nad tym wątkiem pomyśli, ale raczej w formie niewykorzystanej okazji, bo sam serial nie sugeruje, że twórcy chcieli przedstawić jakieś kwestie klimatyczne).

Nie chcieli również wykorzystać potencjału do przedstawienia tematu seksu. Sabrina i jej przyjaciele cały sezon przegadali o pierwszych razach i intymnych zbliżeniach. Gdzieś tam pojawia się również komiczne BDSM z demonami i Nickiem. Czasem wypływa hasło „Nie musisz uprawiać seksu, jeśli nie chcesz”. Ale w sumie jak na nieustanne gadanie o życiu erotycznym, to mało było w tym treści jako takiej. I tak, wiem, że nie jest to „Sex Education”, ale „Chilling Adventures of Sabrina” przedstawiało bardzo fajnie już wiele tematów społecznych, więc wsadzając w każdy odcinek temat seksu, nie rozumiem, czemu zmarnowali taką szansę.

chilling adventures of sabrina, sezon 3, netflix, recenzja serialu
Chyba po prostu wszystko sobie odpuścili. Bo rozwój postaci również kuleje (czyli jest żaden), bardzo mało jest charakterystycznego dla serialu montażu, kadrowania i rozmytych scen, przestano bawić się kolorami. Wsadzono za to sporo śpiewania i tańczenia, ale mnie to jakoś nie urzekło.

Nie porwał mnie wcale trzeci sezon tego serialu. Produkcji, o której rozpisywałam się, jaka jest ważna, jaka interesująca, jak dobrze zrobiona, jak fajnie idzie w stronę mroku. Aż tu nagle ktoś zapomniał, że właśnie pisze scenariusz do „Sabriny” i napisał do „Riverdale”, a potem wszyscy to zagrali, też zapominając, na jakim planie się znajdują. I już mi się nie chce tego więcej oglądać.

Publikowanie komentarza

Copyright © Geek Kocha Najmocniej – Analizujemy popkulturę.