Studencka drama w dobrym stylu - recenzja Giant Days

by 20:28 0 komentarze

Giant Days to barwna opowieść o, pozornie zwyczajnej, przygodzie, jaką jest studiowanie.

       Mój zachwyt nad komiksami wydawanymi przez debiutujące Non Stop Comics trwa. Tym razem sięgnęłam po Giant Days - dzieło, które najpierw było komiksem internetowym. Historia skupia się na losach trzech przyjaciółek, studentek brytyjskiego college'u. Jak to zwykle bywa w tego typu opowieściach, dziewczyny różnią się od siebie tak bardzo, jak tylko można to sobie wyobrazić. Eshter to mistrzyni wpadania w kłopoty, która za maską quasi-gotyckiego stylu ukrywa swoją emocjonalność. Daisy jest pozornie dziecinną nastolatką, której ogromne serce zjednuje towarzyszy. Susan sili się na dojrzałość i jakoś próbuje okiełznać to studenckie życie, ale w środku kisi ogrom problemów. Dziewczyny łączy wspólna cecha: mają niezwykłą zdolność do pakowania się w przedziwne i przekomiczne historie. Poza tym, taka mieszanka charakterów sprawia, że są dla siebie wspaniałymi przyjaciółkami.
      Pierwszy tom Giant Days składa się z krótkich historyjek, które przedstawiają nam bohaterki. I tak, mamy trochę o dramatach młodzieńczych, trochę o złamanych sercach, trochę o imprezach i trochę o chorobach - wydaje się, że jest to standardowy zestaw z młodzieżowego filmu, prawda? Cóż, może i tematyka opowieści jest mocno typowa, ale sposób jej przedstawienia już nie.


Dziewczyny są totalnie różne i to właśnie sprawia, że tak świetnie do siebie pasują

      Niezbyt często śmieję się w głos, podczas czytania czegokolwiek. Owszem, zdarza mi się wybuchać śmiechem na filmach, albo kiedy zobaczę jakiś śmieszny obrazek, bądź viralowy filmik, ale słowo czytane nigdy jakoś nie potrafiło aż tak zawładnąć moimi emocjami, aby wprawić mnie w napad szaleńczego śmiechu. I oto dochodzimy do momentu, w którym sięgam po pierwszy tom Giant Days - od tej pory mój śmiech niesie się po mieszkaniu co kilka minut.
      Bohaterki są napisane w sposób interesujący, ich dialogii aż kipią inteligencją, dużą dozą znakomitego humoru oraz sarkastycznym zacięciem. Nawet najzwyklejsze sytuacje oplata atmosfera czegoś wyjątkowego. John Allison umiejętnie prowadzi nas poprzez życia studentek, doprowadzając ich przygody do granicy pomiędzy realizmem a absurdem. Wszystko jednak napisane jest w lekki i zabawny sposób. Dzięki temu nie mamy wrażenia, że czytamy coś wtórnego, bo owszem, kultura przemieliła już wiele opowieści o studentach, ale Giant Days odbija się od tej grupy właśnie dialogami.


Czy można stworzyć historię ze zwyczajnej choroby? Można!

      Graficznie jest to typowa kreskówka. Przez większość kadrów mamy do czynienia z dosyć szczegółowymi kadrami, ale co jakiś czas Lisa Traiman pozwala sobie na wprowadzenie scen fantastycznych - szczególnie w zobrazowaniu myśli: kiedy ma nastąpić opowieść o przeszłości Susan, cały kadr wypełniony zostaje słowem flashback, albo wpadająca w kłopoty Estsher dostaje do potrzymania kartkę, która zmienia się w napis Drama.
      Giant Days to świetna lektura na luźniejszy wieczór lub weekend. Jest to również znakomite lekarstwo na gorszy dzień, albo złamane serce. Autorzy gwarantują wybuchy śmiechu i ciekawe dialogi. Fakt, nie jest to zbyt rozbudowana fabuła, ale gwarantuję, że nie będzie to Wam przekazać.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics.

 Non Stop Comics

0 komentarze:

Prześlij komentarz