Wciągnęłam to nosem - recenzja Paper Girls, tom 1

by 19:14 0 komentarze

Paper Girls to komiks, który na długo zostanie zapamiętany przez tych, którzy zdecydują się po niego sięgnąć.
      Właśnie na rynek wchodzi Non Stop Comics, będące imprintem wydawnictwa Sonia Draga. Nie wiem jak długo osoby pracujące w tej oficynie zastanawiały się z czym wejść na rynek jako pierwszym, ale mogę tylko pogratulować pomysłu. Wypuszczenie polskiej wersji językowej komiksu Briana K. Vaughana, Paper Girls było świetnym - o ile nie genialnym - posunięciem.
      Kinematografia przechodzi właśnie okres nostalgii względem lat 80. i 90. Nie mam na myśli jedynie remaków  i rebootów lub kontynuacji dobrze nam znanych historii, takich jak: It, Ghost Busters, Star Wars, czy - w przypadku seriali - Twin Peaks oraz X-files. Nawet w całkiem nowych formatach i dziełach dostajemy nawiązania do starych, dobrych czasów: na przykład w formie muzyki w Guardians of Galaxy i Stranger Things. Twórcy prześcigają się w wymyślaniu kolejnych sposobów na zaspokojenie filozofii życia "Kiedyś to było". Jedną z metod jest wzięcie pod lupę małomiasteczkowych historii opowiadających o pozornie zwyczajnych ludziach z cichych przedmieść. Paper Girls idealnie wpisuje się w ten nostalgiczny nurt. Tyle tylko, że Vaughan zrobił wszystko jeszcze lepiej, z jeszcze większym kopnięciem. Ten komiks nie pozostawia jeńców. Wciąga się go nosem, łapczywie zagarniając każdą kolejną stronę.


Może nie spodziewalibyście się tego po historii o gazeciarkach, 
ale Paper Girls walnie w twarz Waszym umysłom

      Bohaterkami Paper Girls są cztery dziewczyny - tytułowe gazeciarki. Nad ranem, tuż po halloweenowej nocy, wsiadają na rowery i ruszają przez osiedle. Typowo spokojny i zwyczajny dzień nagle zostaje przerwany przez serię nadnaturalnych wydarzeń. Dziewczyny zostają wrzucone w wir niesamowitej akcji, rodem ze sztampowych filmów science-fiction.
     Vaughan nie bawi się w żaden suspens. Po kilku krótkich dialogach, które jakoś mają nam ogólnie nakreślić charaktery bohaterek, autor od razu rzuca nam w twarz zwrotem akcji. Tempo przyspiesza i pozostaje na wysokich obrotach już do końca tomu. Zostajemy wplątani w szaleńczą pogoń, tropem czwórki nastolatek - a właściwie jeszcze małych dziewczynek, bo bohaterki mają ledwie 11-12 lat. Niech Was jednak nie zmyli ich wiek: gazeciarki zrobione są z krwistego mięcha, okraszonego dymem papierosowym, stanowczością i niezwykłą dojrzałością. To zdecydowanie nie jest opowiastka o spokojnych dziewczynkach, bo i czemu miałaby być?
     Scenarzysta zdecydował się na przedstawienie czterech bohaterek. Dziewczyn. Nie ma tu żadnego protagonisty. Dzięki temu Vaughan sprytnie ominął pokusę, aby zepchnąć postacie kobiece na dalszy plan. Gazeciarki nie są towarzyszkami głównego bohatera - same są głównymi bohaterkami. Chociaż w Paper Girls łatwo można wykryć nawiązania do Kina Nowej Przygody, to od tego nurtu filmowego odróżnia je właśnie postawienie na piedestale wyłącznie kobiet (a także to, że w komiksie nie stronią od - często brutalnej - przemocy). Teraz to dziewczyny i kobiety mogą chłonąć wartkie kino akcji, w którym to, podobne do nich, bohaterki walczą z przeciwnościami.

   
Dzyń, dzyń, dzyń, motherfucker

      Fabule znakomicie wtóruje warstwa graficzna. Wyraziste barwy nawiązują do kolorowych lat 80. - bo to właśnie u schyłku tej epoki dzieje się akcja Paper Girls. Cliff Chiang, niczym pierwowzór instagramowych gradientów, przeplata w kadrach odcienie różu i fioletu, tworząc niezwykle plastyczny świat przedstawiony.
      Komiks Paper Girls to dzieło, które mogę polecić, wręcz wykrzykując swoją ekscytację. Historia porwała mnie swoim szybkim tempem, a nadnaturalne zjawiska wprowadziły mnie w błogą nostalgię. Jeśli jeszcze nie czytaliście tego komiksu, albo - co gorsza - o nim nie słyszeliście, to pędźcie czym prędzej do sklepu, aby zaopatrzyć się w tę niesamowitą opowieść.


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics.

 Non Stop Comics

0 komentarze:

Prześlij komentarz