Bonasera, Bonasera - recenzja Torpedo 1972

by 20:37 0 komentarze

Zmęczony intensywnym życiem stary Cyngiel, jego podstarzały pomagier oraz para zbyt żądnych sławy fotoreporterów. Cóż może pójść nie tak?

           W tytule tego komiksu znajduje się nieprzypadkowo 1972, bowiem piętnastego marca tego roku premierę miał genialny film reżyserii Francisa Forda Coppoli: Ojciec Chrzestny, na podstawie książki Mario Puzo o tym samym tytule, i choć sam film pojawia się w komiksie (genialnie narysowany swoją drogą), nie gra większej roli, ale jest dobrym przyczynkiem do ukazania losów lubianego bohatera na "przestępczej emeryturze".
         Jak można się domyśleć, Torpedo 1972 jest kontynuacją poprzedniej serii komiksów Torpedo 1936. Nasz protagonista ma prawie 70 lat, nie opływa niestety w bogactwa, czego można by się spodziewać po tak doświadczonym cynglu. Zamiast w luksusowej willi, mieszka w kamienicy na Bronxie, razem ze swoim pomocnikiem, Rascalem. Z powodu swojego słabego stanu zdrowia, Torpedo niestety nie jest już dobrze opłacanym cynglem, a jedynie starym, zgorzkniałym człowiekiem. Jedyną okazję do zarobienia na siebie, znajduje w sprzedaży starych gangsterskich sekretów; wie kto, gdzie oraz kiedy zabił kogo, i chętnie podzieli się tą wiedzą za odpowiednią opłatę - w końcu w większości przypadków to martwi już ludzie. Aby zdobyć parę informacji takiej wagi, do Torpedo dociera pewna para: młody dziennikarz i pani fotograf, która jest narzeczoną tego pierwszego. Kobieta chce stworzyć artykuł, który przyniósłby sławę i, przede wszystkim, pieniądze parze narzeczonych . Jednak los nie toczy się po ich myśli.
           Słowo, które najlepiej oddaje fabułę omawianej pozycji to "intensywny". Wydarzenia dzieją się w tempie, którego nie spodziewałbym się po komiksie o starym cynglu. Z tego powodu każdy suspens powoduje, że śledzi się z coraz większym zaangażowaniem w akcję, przez co przeczytanie tego komiksu nie zabiera zbyt wiele czasu, co jest pewnym minusem. Historia zawarta w tym tomie, wypełniona jest też humorem, który nie zawsze przypadł mi do gustu, jako że jest od odpowiednio suchy jak na historię o weteranie przestępczego światka.
      W przeciwieństwie do podstawowej serii Torpedo 1936, ten komiks był rysowany przez artystę znanego nam w Polsce głównie za sprawą serii 100 Naboi, Eduardo Risso. W jego rysunkach króluje minimalizm, szczególnie we wcześniej wymienionej serii. Tutaj też da się wyczuć największe zalety jego stylu. Rysunki są momentami karykaturalne, innym razem trochę bardziej realistyczne, jednakże przede wszystkim są one minimalistyczne. Risso lubi bawić się szczegółami w swoich pracach, co dało rysunkom postaci zarówno jasno określone emocje na twarzach, jak i pozwoliło na stworzenie unikalnych bohaterów, których nie  da się nie rozróżniać. Co więcej, bardzo fajnie potrafi bawić się światłem i cieniem, czego najlepszym przykładem były sceny odgrywające się w kinie, które moim oczom dały dużo przyjemności. Bardzo fajnym dodatkiem są też szkice koncepcyjne na końcu albumu.

          Nie miałem niestety wcześniej przyjemności z serią Torpedo 1936, wydaną u nas wcześniej w pięciu tomach przez Taurus Media (obecnie dostępny jest także integral całej serii wydany przez Non Stop Comics) i chyba będę musiał nadrobić zaległości, bo jego kontynuacja spodobała mi się sama w sobie, więc wydaje mi się że jest duże prawdopodobieństwo, że i podstawowa seria przypadnie mi do gustu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz