Całkiem niezły Dzięcioł - recenzja Deadman Wonderland 1-6

by 20:57 0 komentarze
deadman wonderland, waneko, recenzja mangi

Młody chłopak lądujący w więzieniu o zaostrzonym rygorze, walczący o przetrwanie w chorych zawodach? Chyba gdzieś już to słyszałem...

    Do tej pory wydawało mi się, że schematyczność historii w mangach Shonen to jakiś problem, który mnie omija szerokim łukiem. To oczywiście nie oznacza, że Deadman Wonderland nie jest fajna. W paru miejscach naprawdę mnie zaskoczyła.
    Omawiana przeze mnie seria jest zakończona, posiada 13 tomów. Pierwotnie wydawana była w magazynie Mothly Shonen Ace. Autorką scenariusza tej mangi jest  Kataoka Jinsei  (片岡人生),  która razem z Kondou Kazuma (近藤一馬) stworzyła już kilka pozycji, zazwyczaj komiksy akcji, przeznaczone dla nastolatków. Jako ciekawostkę dodam, że manga miała przerwę w publikacji od końca marca 2012 roku do końca stycznia roku następnego, z powodu dziecka, które miała niebawem urodzić wcześniej wspomniana scenarzystka.
    

To poważna historia, ta fabuła jest poważna

deadman wonderland, waneko, recenzja mangi

Czasami trzeba przyjąć cios od życia

    Ganta Igarashi jest czternastoletnim gimbuskiem. Na początku historii tej serii poznajemy jego losy od przeogromnego kataklizmu, który zniszczył całe Tokio. Chwilę potem do jego klasy wlatuje Czerwony Człowiek, który w brutalny sposób zabija wszystkich uczniów, a w niego samego strzela nieznanym czerwonym kryształem, po czym Ganta mdleje.  Po przebudzeniu w szpitalnym łóżku, dowiaduje się, że jest oskarżony o zamordowanie swoich rówieśników z klasy. Proces jest szybki, a nieudolny obrońca, sprowadza na niego karę śmierci i przeniesienie do Deadman Wonderland. Możecie zapytać co to za miejsce, a ja wam (bez zaskoczenia) opowiem, że jest to prywatne więzienie, zbudowane 10 lat wcześniej. po wcześniej wymienionej katastrofie, w celu zebrania pieniędzy na odbudowę zniszczonej stolicy Japonii.
    Nasz bohater poznaje czym jest to więzienie, zasady w nim panujące oraz jak można zgadnąć z dość dużym prawdopodobieństwem, już pierwszego dnia swojej niewoli ociera się o śmierć. Wśród rozlicznych indywiduów poznaje Shiro, dziewczynie ubraną obcisły spandex, która nie ma problemu z przemieszczaniem się i egzystencją w tej lokacji, w przeciwieństwie do naszego bohatera. Na dodatek usilnie twierdzi że jest jego przyjaciółką z dzieciństwa, i  w dalszym etapie potrafi niejedno poświęcić dla swojego przyjaciela. "Sielanka" nie trwa zbyt długo, gdyż już  w kolejnym tomie Ganta dowiaduje się czym tak naprawdę jest Deadman Wonderland. Po udziale w morderczym wyścigu, zmuszony jest razem z poznanym wcześniej Yo oraz wcześniej wspomnianą Shiro, uciekać do sektora G, gdzie jak głoszą plotki, znajduje się jego nemesis, czyli Czerwony.

deadman wonderland, waneko, recenzja mangi

    Już podczas morderczego wyścigu, protagonista używa w dość nieudolny sposób Gałęzi Krwii, czyli mocy opartej na krwi posiadacza tego daru.Kolejny pokaz jego większego szczęścia niż rozumu obserwujemy, gdy w bloku G, otrzymuje tytuł Dzięcioła, i zostaje wrzucony na arenę by walczyć razem z Krukiem, którego Gałąź posiada kształt ostrych jak diabli ostrzy. W komiczny sposób wygrywa to starcie, i jest świadkiem przerażającej sceny. Okazuje się bowiem, że przegrany w tych pojedynkach traci pewną część ciała. Jaką? A dokładnie taką, jaka zostanie wylosowana na jednorękim bandycie. Wygrany zaś otrzymuje pieniądze i cukierki, co pozwala zjeść trochę lepsze rzeczy niż zazwyczaj i odłożyć swój wyrok śmierci do kolejnej walki. W dalszych tomach, Ganta toczy kolejne pojedynki np. z siostrą Yo, która pod wizerunkiem słodkiej dziewczynki, jest maniakalnym psychopatą. Dołącza również do ruchu oporu, który planuje uciec z tego pożal się boże więzienia. Przez tych sześć tomów naprawdę wiele się dzieje.
 

Czy aby to na pewno nowy pomysł mistrzu?

deadman wonderland, waneko, recenzja mangi

    Nie wiem jak wam, ale pierwsze moje skojarzenie do Gałęzi Grzechu były Kagune z Tokyo Ghoula. Natura tych supermocy jest troszeczkę inna, Kagune powstaje z cząsteczek RC, natomiast do wykonywia ataków przy pomocy gałęzi, zużywana jest krew posiadacza Gałęzi, Deadmana. Niewyćwiczony posiadacz, może szybko stracić na tyle dużo krwi, by zasłabnąć, co jak możecie się domyśleć, Gancie nie raz nie dwa się przydarzyło.
    Nie ma co ukrywać, Deadman Wonderland (jak na razie) kliszami stoi, choć ma kilka pomysłów na siebie. Na pewno znacie kwieciste mowy protagonisty Shonenowego, który obiecuje sobie, i innym mu  obecnym przyjaciołom/wrogom, że da z siebie wszystko i różne inne podniosłe kawałki. W tej mandze, gdy nasz bohater posiada już odwagę by wygłosić takowe przemówienie, przynajmniej raz został zgaszony, prostym, krótkim i brzydkim "Morda". Ów okropny tekst wygłosiła jedna z członkiń ruchu oporu, zwracając uwagę Gancie, że troszeczkę nie mają czasu na bzdety. Bardzo ciekawi mnie również historia głównego "tego złego", czyli Czerwonego Człowieka, choć jestem przekonany o przewidywalności zakończenia tego wątku.  

A teraz pokaż mi swoje flaczki

    Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy gdy widziałem te mangusie, to obwoluty. Są one naprzemiennie czarne i białe, co daje fajny kontrast na półce. Grafiki na przodzie okładki nie zrobiły na mnie większego wrażenia; są co najwyżej poprawne. Pierwsza strona, którą widzimy po otwarciu tomiku, jest kolorowym zbiorem kadrów, pełniących wstęp do historii zawartej w tomiku. Dalej widzimy dwustronny art, który jest na tyle piękny w każdym z pierwszych sześciu tomików, że spokojnie mógłbym mieć go na ścianie w ramce. Po przewróceniu strony widzimy spis treści. Miłym smaczkiem jest zachowanie angielskich tytułów chapterów oraz dość ładny rysunek w tle, przedstawiający jedną z postaci pozującą do zdjęcia  z tabliczką z identyfikatorem. Po zakończeniu każdego chapteru, możemy zauważyć małą wariację pomysłu z książki Thomasa Pynchona Tęcza Grawitacji. W tej mandze, zamiast "You never did. The Kenosha Kid" ze znakami interpunkcyjnymi położonych w różnych miejscach, fraza "Deadman WonderLand" jest rozmieszczana na czarnej stronie we wszystkie możliwe sposoby, co więcej, dopisywane są losowe fragmenty tego zdania, a nawet fragmenty wyrazów, by wzmóc (przynajmniej we mnie) dodatkowe emocje przed ciągiem dalszym historii. Po tej tajemniczej stronie, zawsze znajduje się biała strona, z maleńkim szkicem, często żartobliwym przedstawieniem niektórych postaci z mangi.

deadman wonderland, waneko, recenzja mangi

Jeden z przyładów wariacji na temat Kenosha Kid


   Rysunki bardzo przypadły mi do gustu. Ekspresyjne pozy i dynamiczne kadrowanie, razem z cieniami dają poczucie płynności akcji. Walki mają całkiem niezłą choreografię, jak na niezdarne wymiany kilku ciosów. Przy bardziej kluczowych momentach, rysownik zawiera w kadrach detale, co wzmaga napięcie. Wszystkie wymienione wcześniej cechy spowodowały, że na pewno obejrzę w przyszłości anime (niestety kończy się na 6 tomie), i podzielę się z wami wrażeniami.

To jest już koniec tej groteski

deadman wonderland, waneko, recenzja mangi
    Pierwsze sześć tomów Deadman Wonderland zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Oczywiście, klisz tu co nie miara, podobieństw do innych serii. Ale nie brakuje także pomysłów na siebie. Bardzo jestem ciekaw w jaki sposób autorzy poprowadzą poszczególne wątki. Bo to całkiem ciekawa historia, z płaczliwym protagonistą, który jest całkiem nieźle temperowany. Pozostaje mi tylko przeczytać kolejne tomy niczym prędzej dać wam znać, jak to jest z Deadman Wonderland.

Za udostępnienie egzemplarzy do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Waneko.

 Wydawnictwo Waneko

0 komentarze:

Prześlij komentarz