Wywróćmy to do góry nogami - Doctor Mephistopheles, tomy 1 i 2

by 20:32 0 komentarze
doctor mephistopheles, manga, recenzja, wydawnictwo waneko

Demony, wampiry, bogowie, chrześcijaństwo i queer? Kupuję to!

      Mefistofeles to imię, które umościło sobie cieplutkie miejsce w popkulturze już wieki temu. Nie trzeba więc wyjaśniać kto kryje się pod tym imieniem. Hideyuki Kikuchi, autor mangi Doctor Mephistopheles z rozmysłem używa demonicznych skojarzeń, by już na starcie wytworzyć wśród czytelników antypatię do głównego bohatera. Robi to po to, by móc wywrócić do góry nogami nasze postrzeganie kultury chrześcijańskiej. Bo tak, seria Doctor Mephistopheles czerpie garściami z wierzeń chrześcijańskich.

Imię demona

      Shinjuku, jedna z tokijskich dzielnic, zostaje oddzielona od reszty miasta wskutek ogromnego trzęsienia ziemi, nazywanego "Devil Quake". Zaczyna robić się niebezpiecznie, gdyż w okręgu zaczynają panoszyć się demoniczne postacie. Reszta mieszkańców Tokio omija Shinjuku szerokim łukiem, ale dwie dziewczynki postanowiły wejść prosto w paszczę lwa - wszystko po to, by odszukać Doktora Mephistophelesa, o którym krążą opinie, że jest w stanie wyleczyć z każdej choroby.
      Dziewczynki wpadają w tarapaty, ale ratuje je nie kto inny, jak tytułowy bohater. Szybko okazuje się, że jednak nie jest przerażającym demonem. Nie jest nawet przerażającym człowiekiem. Jedyny szatański motyw w tej postaci polega na tym, że Mephisto jest diabelnie piękny (ale o tym za chwilę).

doctor mephistopheles, manga, recenzja, wydawnictwo waneko

Party won't start till I walk in

     W tym momencie Hideyuki Kikuchi rozpoczyna przekręcanie chrześcijańskiej mitologii. Chwilę później poznajemy legendę o Dwunastu Trzewiach, czyli wnętrznościach bóstwa, które zostało zabite. Okazuje się, że Trzewia pojawiły się właśnie w Shinjuku i teraz wyznawcy owego tajemniczego boga pragną odszukać części swojego pana, by go wskrzesić. Jeden z duchownych, Meged, zwraca się do Mephistophelesa o pomoc, jednak ten odmawia. Sprawa Trzewi nie chce mimo tego zostawić tytułowego bohatera w spokoju, a to głównie za sprawą tajemniczego mężczyzny (któremu zostaje przez Doktora nadane imię Soyogi Kazuki), który pojawia się o Mephisto, nie wiedząc nic o tym kim jest, co tu robi i w ogóle nie mając pojęcia o otaczającym go świecie.

doctor mephistopheles, manga, recenzja, wydawnictwo waneko

Cytat motywacyjny na dziś

      Jak dotąd Wydawnictwo Waneko wypuściło dwa tomy Doctora Mephistophelesa, przed nami jeszcze jeden. Historia toczy się powoli, dotychczas głównie poznawaliśmy bohaterów, niż mogliśmy śledzić jakąś szaloną fabułę. Nie ma tej rozrywki zbyt wiele, bo tomiki są bardzo cienkie, ale żadnego z powyższych nie mogę uznać za wadę. Gdyby w tej mandze pojawiła się zakręcona akcja, to Doctor Mephistopheles straciłby cały urok. Dlaczego?

Popkulturowa mieszanka

      Manga bawi się dwoma konwencjami. Pierwszą z nich są wierzenia chrześcijańskie. Nawiązania do Jezusa i apostołów są oczywiste. Chociaż część czytelników może uznać przedstawienie ich za obrazoburcze, mi jednak bardzo przypadło do gustu. Nawiązywanie do tej tematyki nie jest niczym nowym, nawet w twórczości pochodzącej z Japonii, ale w przypadku Doctora Mephistophelesa zostało to na tyle ciekawie przedstawione, że moje serce osiągnęło satysfakcję w ciągu kilku sekund. Tym bardziej, że mam nieodparte wrażenie, iż trzeci tom serii przyniesie nam pogłębienie tego motywu.

doctor mephistopheles, manga, recenzja, wydawnictwo waneko

Kiedy jesteś tak bardzo hot, że zakochują się w tobie wszyscy

      Drugą konwencją jest kwestia tożsamości płciowej oraz orientacji seksualnej. Oczywiście, w mangach to nic nowego, jednak w przypadku Doctora Mephistophelesa ujęła mnie delikatność i oczywistość z jaką przedstawiona została ta tematyka. W drugim tomie dowiadujemy się, że Meged zaliczył ogromnego crusha na Mephisto i chociaż bardzo chciałby się zemścić, nie może tego zrobić, ponieważ zdaje sobie sprawę z uczuć, jakie żywi do Doktora. 
      Z kolei Mephistopheles oraz Soyogi Kazuki gdyby byli bohaterami dzieła zachodniego uznani zostaliby za balansujących na granicach wizerunku płci pod względem biologicznym. Długie, piękne włosy, smukłe ciała i piękną, które oczarowuje każdego napotkanego człowieka bądź demona. Skoro jednak czytamy mangę, to pomińmy tę kwestię, bo nie jest ona niczym nowym. Mimo wszystko, bardzo mocno za serduszko ujęło mnie przedstawienie Mephisto i Soyogiego jako księżniczki i rycerza. Ten drugi widzi baśń o księżniczce, która wyglądem przypomina mu Doktora i uznaje, że właśnie tym dwaj mężczyźni dla siebie są: monarchinią oraz jej rycerzem.

Zachwytom nie było końca

       Duży udział w jakości Doctora Mephistophelesa miała rysowniczka, Kairi Shimotsuki. Autorka ma talent do rozkładania kadrów, szczególnie w przypadku scen akcji. Chociaż trudno znaleźć na nich wolną przestrzeń, to nie miałam podczas czytania wrażenia zagubienia, jak często mi się to przytrafia, gdy autor rysunków decyduje się na bogate tło. U Kairi Shimotsuki wszystko gra, a bohaterowie narysowani są (nie umiem tego inaczej określić) przepięknie. Zarówno ci dobrzy, jak i ich przeciwnicy. Widać duży wkład pracy oraz staranność wykonania.

doctor mephistopheles, manga, recenzja, wydawnictwo waneko

*heavy breathing*

      Śmiało mogę powiedzieć, że Doctor Mephistopheles jest jedną z najlepszych mang, jakie dane mi było czytać. Niezwykle piękna opowieść, z zachwycającymi rysunkami trafiła w moje gusta także za sprawą tematów chrześcijaństwa oraz queer, które są moimi ulubionymi motywami w dziełach kultury. Polecam serię bez zająknięcia i czekam z niecierpliwością na ostatni tom.

Za udostępnienie egzemplarzy do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Waneko.

0 komentarze:

Prześlij komentarz