Nikt nie jest bezpieczny - recenzja Głębia, tom 3: Wybrzeże gasnącego światła

by 20:14 0 komentarze

Wysyp flaków, krwi, tragicznych wydarzeń. Trzeci tom Głębi to jeszcze więcej i jeszcze mocniej.

      Seria Głębia Ricka Remendera jest bardzo nierówna. W przyjemnej lekturze pierwszego tomu przeszkadzał mi natłok filozoficznych przemyśleń, wypływających z bohaterów przy każdej możliwej okazji. Druga część pozostała uboga na owe rozważania, a bardziej skupiała się na tym, co widzieliśmy już w końcówce pierwszej: totalnej rozpierdusze. Trzeci tom kompletuje to, co najlepsze w jego poprzednikach i prezentuje jeszcze więcej.
      Stel w końcu wydostała się na powierzchnię. Jednak ziemia wcale nie stoi odłogiem, jak mogłoby się bohaterce wydawać. Panowanie rasy ludzi płynnie przeskoczyło w dominację sprawowaną przez humanoidalne zwierzęta. Co to oznacza dla głównej bohaterki? Jeszcze więcej rozpierduchy. Stel trochę próbuje filozofować podczas swojej podróży, ale na szczęście dla czytelników nie ma na to za wiele czasu. Zamiast tego balansuje na granicy życia i śmierci.


    Ciekawiej czas spędzają Tajo i Della. Pozornie sytuacja między siostrami wydaje się być całkowicie normalna. Jednak jak bardzo normalnie może być pomiędzy dwoma kobietami, które zostały rozdzielone w dzieciństwie i przez dziesięć lat ich mózgi były siekane, mielone oraz przesiewane przez sita anarchistycznych i totalitarnych cywilizacji. Nagle bohaterki spotykają się i wszystko wydaje się być w porządku. W końcu łączy ich krew, prawda?
      Remender nie jest głupi, wie, że ta bańka prędzej czy później musi pęknąć. W jego wydaniu dzieje się to bardzo szybko, a po wybuchu dookoła zostają porozrzucane flaki. Z jednej strony, podczas lektury trzeciego tomu serii Głębia czytelnik zdaje sobie sprawę, że sytuacja nie może zbyt długo pozostać spokojna i że już za chwilę, już na następnej stronie coś koncertowo się posypie. Z drugiej jednak, ten ciągły nacisk na tragiczne wydarzenia może zacząć lekko zgrzytać między zębami.


      Wszystko przez to, że Remender pomija głębsze wchodzenie w psychiczne aspekty zachowania bohaterów. Zamiast tego scenarzysta skupia się na stworzeniu jak największego napięcia i wpakowaniu w żywoty postaci jak największej ilości traumatycznych wydarzeń. Myślę, że taka decyzja Remendera jest powodem, dla którego można spotkać się z nieprzychylnymi recenzjami dla serii Głębia. Poszczególne tomy nie należą do najgrubszych, a fabuła pędzi na złamanie karku, czytelnik nie ma więc czasu na zastanowienie się nad tym, co kieruje bohaterami (a w tym przypadku, bardziej pasuje: bohaterkami). Wkoło tylko krew, flaki i zbitek nieszczęść.
      Trochę szkoda, bo tej opowieści przydałoby się chociaż kilka słów wprowadzenia w meandry umysłów bohaterek. Bo jeśli nie usiądziemy nad Głębią chwilę dłużej, to czeka nas zetknięcie z łupanką, lawiną tragizmów. Czy o to chodziło? Odpowiedzcie sobie sami.
      Świat, który za sprawą swoich rysunków, tworzy Greg Tocchini, wydał mi się podczas czytania trzeciego tomu, jeszcze bardziej rozmyty, niż dotychczas. Czy to celowy zabieg, czy też pora na zmianę okularów, rozpływające się postacie i widoki bardzo mi tu pasują - jak gdyby wszystko stawało się mniej wyraźne, w miarę postępującej fabuły.


      Końcówka tego tomu wygląda, jak gdyby opowieść miała zakończyć się bardzo szybko (czyli: wszystko znów się popsuło, flaki dookoła), ale nauczona lekturą poprzednich tomów wiem, że przede mną jeszcze sporo zabawy z Głębią. To komiks mocny, ze scenariuszem, który nie pozostawia jeńców: ani wśród bohaterów, ani wśród czytelników. Zdecydowanie jedna z ciekawszych pozycji na polskim rynku.

0 komentarze:

Prześlij komentarz