Jeśli nie czytałeś Ality, natychmiast zacznij - recenzja Battle Angel Alita, tom 1

by 20:33 0 komentarze


Niedługo czeka nas premiera ekranizacji Ality. Z tej okazji wydawnictwo J.P.Fantastica wznowiło swoją starą serię. Czy tytuł nazywany wszędzie klasykiem, nadal potrafi zachwycać jak w momencie premiery?
Gdy pierwszy raz usłyszałem, że wydawnictwo JPF wyda reedycję Ality, pomyślałem sobie: Ot, kolejny klasyk klasyków, może kiedyś przeczytam. Z tego też powodu odpuściłem sobie zamawianie preorderu.  Teraz, po przeczytaniu pierwszego tomu, już wiem, że muszę przeczytać całość, razem z kontynuacjami.

battle angel alita, manga, JPF, recenzja
     
Świat Battle Angel Alita to dość ciekawe miejsce. Nad miastem złożonym z baraków i wielkich kup złomu unosi się tajemnicza, rajska wyspa, Zalem. W tym dość nieprzyjaznym mieście, każdy pilnuje swojego nosa i dba o swoje bezpieczeństwo, bo nie ma władzy która je zapewnia. Pilnowane jest jedynie, aby nie powstały żadne maszyny latające, które mogłyby przybliżyć się do miasta zawieszonego w chmurach. O leki trudno, więc praca lekarzy polega  bardziej na serwisie niż prawdziwym leczeniu.

W klimatycznym rozpoczęciu,  Ido Daisuke, młody lekarz, znajduje na złomowisku korpus przepięknego robota. Okazuje się, że jego (a raczej jej) mózg nie jest martwy. Postanawia doprowadzić ją do pełnego zdrowia. Owa panienka ma niestety amnezję, przez co nie ma pojęcia kim jest ani dlaczego z taką łatwością wykonuje ciosy z pewnej starożytnej techniki walki. Alita jest lekko naiwna, przez co zupełnie jak jej przyszywany ojciec, chce zostać łowcą głów.

battle angel alita, manga, JPF, recenzja


Wybór zawodu mangaki nie był pierwotnie brany pod uwagę przez Yukito Kishiro. Za to już w liceum nie miał wątpliwości, i rysował z pełnym zaangażowaniem. Zauroczony wcześniej Mobile Suit Gundam  rysował niewiele postaci ludzkich, przez co bohaterowie jego mang byli różnego rodzaju monstrami. W szkole średniej skupił się, by nadrobić braki w warsztacie, a za inspirację służyły mu serie anime Mobile Suit Gundam oraz Mobile Suit Zeta Gundam. Jego mangi w ogólności były bardzo inspirowane ówczesnymi animacjami, które oglądał na potęgę.

Kiedy pierwszy rozdział Battle Angel Alita (pierwotnie  w Japonii zatytułowana Gunnm) został opublikowany w magazynie Shueisha Business Jump, był rok 1990. Autor miał wówczas 23 lata i wszelkie powody, by obawiać się, czy jego seria przeżyje dłużej niż kilkanaście rozdziałów. Widać to po konstrukcji fabuły, która jest bardzo epizodyczna, lecz poszczególne wątki przeplatają się, i czyta się to dobrze. Co ciekawe, postać Ality powstała pierwotnie na potrzeby mangi  Reimeika, ale spodobała się na tyle redaktorom, że zasugerowano mu użycie jej jako głównej bohaterki w swoim najnowszym one-shocie, który potem został rozszerzony do całej serii.

battle angel alita, manga, JPF, recenzja

        To co autor tej mangi wyprawia graficznie, to coś nad czym warto się głębiej pochylić. Rysunki, mimo że bywają niekiedy proste, zachwyciły mnie zawartym w nich ruchem. Przy czytaniu płynność narracji spowodowała niejednokrotnie, że nie miałem wrażenia że czytam mangę starszą od siebie (a nawet od Karoliny!). Czułem że po prostu oglądam film, tylko ktoś chciał oszczędzić na objętości pliku i zatrzymał tylko znaczące klatki. O ile pierwszy rozdział jest jeszcze dość zachowawczo narysowany, to w kolejnych autor przebiera w różnym kadrowaniu do woli. Poziome kadry mieszczące się na dwóch stronach, całostronicowe pejzaże miasta pełnego złomu i inne, atrakcyjne wizualnie pomysły na rysunki można odnaleźć w pierwszym tomie tej serii.

        Nowe wydanie to także nowe tłumaczenie,  a co za tym idzie kupa mięska, którą rzucają najczęściej oponenci Ality. Bo dlaczego taka poukładana panna miałaby używać takiej rynsztokowej mowy? Wzmacniacze są użyte we właściwych momentach i z wyczuciem. Nie czytałem starszego wydania, w którym język miał być bardziej dyplomatyczny, ale nie sądzę, by spodobało mi się takie ugrzecznienie po przeczytaniu nowego wydania. Jak w przypadku wielu mang od wydawnictwa JPF, na końcu książki jest wyjaśnione kilka decyzji translatorskich, które Paweł Dybała dobrze umotywował. Po notce od tłumacza znalazło się jeszcze miejsce na galerię zawierającą kilka absolutnie przepięknych rysunków. Bałem się że miękka okładka będzie oznaczać miękkość całości, a co za tym idzie chybotliwość i ogólną niestabilność książki. Ale trzyma się to zadzwiająco pewnie, i nawet po lekturze w środkach komunikacji miejskiej nie wystąpił u mnie problem z łamaniem się grzbietu.

battle angel alita, manga, JPF, recenzja

        Z jednego z wielu klasyków lat 90. , Battle Angel Alita stała się jednym z tytułów, na którego kolejne tomiki będę czekał z utęsknieniem. Te piękne, ekspresyjne rysunki, w połączeniu z ciekawym światem przedstawionym, nie pozwolił mi przestać czytać tego opasłego tomu. Jeśli zdarzyło wam się nie czytać jeszcze tej pozycji, albo wręcz przeciwnie, koniecznie sprawdźcie te edycję Deluxe. Jest naprawdę warta swojej ceny.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy Wydawnictwu J.P.Fantastica 



0 komentarze:

Prześlij komentarz