Kobieta powinna zrobić trzy rzeczy: znaleźć żonę, rozbudować posiadłość i zgnieść patriarchat – recenzja 1. sezonu „Gentleman Jack”

Dzieła popkultury, które najbardziej mnie przyciągają, zawierają przynajmniej jeden z tych motywów: dobrze skonstruowane kobiety lub wątki feministyczne, dobrze skonstruowane wątki dotyczące społeczności LGBTQ+ oraz odpowiednie przedstawienie zaburzeń psychicznych (jeśli powyższe wyszły twórcom danego dzieła nie tak, jak trzeba, to i tak ów twór mnie do siebie przyciąga, ale potem wylewam wiadra żółci i grożę palcem). Nie trudno więc domyślić się, że w swoich recenzjach zwracam szczególną uwagę na powyższe elementy i lubię je oceniać. Co więc, jeśli napotkałam serial, którego głównymi osiami są właśnie wyżej wymienione motywy? Cóż, chyba pozostaje mi tylko klaskać. 

I tak klaszczę, i nie mogę ochłonąć po obejrzeniu pierwszego sezonu „Gentleman Jack”. Nie tylko ze względu na wyżej wymienione elementy – na jakość tej produkcji składa się znacznie więcej. Już materiał źródłowy przyciąga uwagę. Koprodukcja BBC i HBO opiera się na pamiętnikach Anne Lister, angielskiej posiadaczki ziemskiej, żyjącej na przełomie XVIII i XIX wieku. Kobieta łamiąc ówczesne konwenanse sama prowadziła interesy, rozbudowywała Shibden Hall - posiadłość, którą odziedziczyła po rodzinie oraz nadzorowała pracowników. Śmiechy i oburzenie wywoływał również jej ubiór (już to, że ubierała się zawsze na czarno sprawiało, że krzywo na nią patrzano). Pamiętniki Anne Lister opisują również mnogie podróże i równie liczne romanse z kobietami. Tak samo, jak związek z Ann Walker - kobiety wzięły symboliczny ślub, przyjmując wspólnie Komunię podczas nabożeństwa Wielkanocnego (uznaje się to za pierwszy lesbijski ślub w Wielkiej Brytanii). 

Dużo emocji, aż serduszko rozsadza 

Serial „Gentleman Jack” znakomicie nakreśla widzom jak fascynującą postacią była Anne Lister. Zasługa w tym nie tylko scenariusza, ale głównie wcielającej się w główną rolę Suranne Jones. Aktorka doskonale oddaje sposób bycia Lister, wcielając się w rolę butch lesbian (określenie kobiet homoseksualnych, których tożsamość, zachowanie, ubiór itd. kojarzone są z maskulinizmem), czym zjednała sobie fanów, którzy właśnie takiej reprezentacji szukali w popkulturze. Jones jako Lister chodzi zamaszystym krokiem pozbawionym gracji, jest stanowcza tak w tonie głosu, jak i w działaniu, jest bardzo ekspresyjna w gestach i czynach, a w wymowie zdecydowana, elokwentna i inteligentna (oczywiście wymienione cechy nie dotyczą wyłącznie mężczyzn, ale patrząc przez pryzmat stereotypów jest już inaczej - zwłaszcza, gdy w serialu Anne zostaje zestawiona z innymi kobietami, zazwyczaj stłamszonymi i sterowalnymi). 

Aktorstwo w tej produkcji w ogóle jest na bardzo wysokim poziomie. Oprócz Jones również partnerująca jej Sophie Rundle zachwyca. Ann Walker jest delikatna, niepewna i cierpi na zaburzenia psychiczne. Rundle bardzo dobrze radzi sobie z odgrywaniem wahań nastrojów, ataków paniki i innych przypadłości Walker. Oglądając ją niemalże czułam na własnej skórze przez co przechodzi jej bohaterka i wydawało mi się, że widzę to wszystko na scenie teatralnej, gdzie mogę być blisko aktorów, a nie z perspektywy widza rozwalonego na kanapie przed ekranem. 

Jednak prawdziwe mistrzostwo, warte wszelakich nagród, pokazała w „Gentleman Jack” Gemma Whelan. Z tej trójki to jedyna aktorka, której pracę znałam, bo widziałam ją w „Game of Thrones” oraz „The End of The F***ing World”. Wiedziałam więc, że Whelan jest bardzo plastyczną aktorką i potrafi wiele. Nie miałam jednak świadomości, że jest w stanie dokonać czegoś takiego, jak w „Gentleman Jack”. Wcielając się Marian Lister, młodszą siostrę Anne, gra pozornie głupiutką i niezorientowaną w świecie kobietę, która jednak twardo stąpa po ziemi i próbuje jakoś przeżyć w świecie zdominowanym przez jej starszą siostrę. To, co Gemma Whelan wyprawia z twarzą, to w jaki sposób wypowiada kwestie i jak nadaje dynamiki relacji z Anne Lister, zasługuje na kilkuminutowe owacje na stojąco. 

Kostiumy dramatem podszyte 

Myślę, że nie otrzymalibyśmy aż tak dobrego aktorstwa, gdyby nie scenariusz. Można zauważyć, że pierwszoplanowe aktorki otrzymały sporą swobodę w określeniu dostatecznego poziomu ekspresji, jaki można użyć na jeden odcinek. Oczywiście nie jest to niczym niezwykłym, ponieważ „Gentleman Jack” wpisuje się w ramy period drama (najbliższym polskim odpowiednikiem tej nazwy będzie „dramat kostiumowy”), więc produkcja nie tylko dzieje się w dawnych czasach, ale również cechuje się ogromnym nagromadzeniem emocjonalnym oraz teatralnością i w niektórych przypadkach również przesadą, wpisaną w scenariusz. Tak właśnie dzieje się w „Gentleman Jack”, gdzie Anne Lister co pewien czas przechodzi płynnie z rozmowy z inną postacią do kierowania słów w stronę widza. Kilka razy w pierwszym sezonie Lister patrzy wymownie w ekran, szukając naszego wzroku za czwartą ścianą (raz nawet Walker zauważa to i pyta na kogo jej partnerka patrzy). 

Jeśli już o formie period drama mowa, nie sposób pominąć dwóch ważnych elementów konstrukcji „Gentleman Jack”. Pierwszym z nich jest podejście twórczyni serialu, Sally Wainwright, do okresu historycznego, w jakim dzieje się akcja produkcji o Anne Lister. Tworząc dzieła odnoszące się w jakiś sposób do wydarzeń z przeszłości twórcy muszą odpowiedzieć sobie na pytanie czy chcą pokazać historię taką, jaka była, czy wprowadzić jakieś zmiany (zapewne po to, by coś tym samym przekazać).Sally Wainwright wybrała to pierwsze, toteż w „Gentleman Jack” zobaczymy sceny, w których bohaterowie mówią o dzieciach jako najlepszych pracownikach w kopalni węgla, rozprawiają o tym, czy osoby spoza wyższych sfer powinny mieć prawo do głosowania, albo zaznaczają, że związek dwóch mężczyzn jest zbrodnią, natomiast dwóch kobiet już nie. Podobne sceny nie są w jakikolwiek sposób komentowane przez produkcję, po prostu stanowią tło dla wydarzeń – widzowie sami wiedzą, że coś takiego jest nieodpowiednie (mam wielką nadzieję, że wiedzą). 

W ogóle, „Gentleman Jack” bardzo dobrze prezentuje lokalną społeczność Halifaxu, stawiając wyraźne granice pomiędzy: bogatymi a biednymi, oraz kobietami a mężczyznami. Dzieje się to za sprawą bohaterów w jakiś sposób związanych z Lister i Walker: służbą, pracownikami, rodzinami. Dzięki temu drugi świat głównej bohaterki, ten związany z interesami, zakładanie kopalni, negocjacje, kontakty z wynajmującymi od niej ziemię, nie ustępuje scenom romansów Anne Lister. Jest to równie ciekawe, fascynujące i przyjemne w odbiorze. 

Miłość, seks i walka z samą sobą 

Nie zamierzam jednak ukrywać, że moją uwagę najbardziej pochłaniała relacja głównych bohaterek. Z trzech powodów, które wpisują się w to, o czym pisałam we wstępie do tego tekstu. 

Anne Lister i Ann Walker to znakomicie napisane i zagrane postacie kobiece. Tak, to ta pierwsza przedziera się przez stereotypy dotyczące ról kobiety, ale nie oznacza to, że jedynie Lister jest warta uwagi. Obie bohaterki to wielowymiarowe postacie – tak, jak to jest z ludźmi w rzeczywistości. Lister mimo tego że jest twarda, energiczna, bezpośrednia, wredna (szczególnie dla siostry), często się wywyższa i potrafi zlekceważyć czyjeś potrzeby, jest jednocześnie ciepła, delikatna, oddana, gotowa poświęcić wszystko dla tych, których kocha oraz skora do pomocy biedniejszym (przez cały sezon pomaga kilkorgu najemcom). Wszystkie te cechy współgrają ze sobą, mimo że na papierze mogą wydawać się nawet przeciwstawne. Lister również zmienia się przy swojej partnerce, odkrywa przed nią swoje demony i mimo że zazwyczaj jest opanowana, potrafi też dać ponieść się emocją. 

Jednak większą zmianę przechodzi Walker. Początkowo będąc pięknym ptakiem, zamkniętym w klatce (serial wręcz namaszcza ją tym określeniem), mając przy sobie wsparcie i zrozumienie ze strony ukochanej, zaczyna walczyć o swoje: tak z rodziną, czyhającą na jej majątek, jak i z męskimi oprawcami oraz z męczącą ją chorobą. Ataki, słyszenie głosów oraz samookaleczanie się, którego doświadcza Ann są jednymi z bardziej emocjonalnych scen w „Gentleman Jack”. Nie są niepotrzebnie nakręcane do granic możliwości, nie szokują – ale za to potrafią wybuchnąć w twarz, kiedy gra aktorska tak bardzo przedstawia to, co rzeczywiście doświadcza wiele osób. Dla mnie było to podwójnie emocjonalne, ponieważ dostrzegałam w tym wszystkim własne zmagania z zaburzeniami psychicznymi. 

Na obie kobiety znacznie wpływa relacja, która między nimi kiełkuje od początku serialu. Początkowo Anne Lister chce okręcić Ann Walker wokół palca, widząc w niej głupiutką i bogatą dziewczynę. Chce się ustatkować, zrobić na młodszej kobiecie wrażenie i faktycznie jej się udaje. Tyle tylko, że Walker nie jest głupiutka. Początkowo owszem, bywa zagubiona, a później z trudem przychodzi jej zaakceptowanie, że większość ludzi będzie nieprzychylnie patrzeć na związek dwóch kobiet. Jednak z czasem dojrzewa i zaczyna walczyć o siebie i swoją miłość. Natomiast Anne Lister bardzo szybko orientuje się, że nie tylko ona jest w tym związku tą, która wywołuje na drugiej wrażenie – Walker sprawia, że główna bohaterka „Gentleman Jack” odczuwa silne emocje, jak nigdy przedtem. 

Owe nagromadzenie emocjonalne można odczuć w każdej sekundzie wspólnych scen obu bohaterek. Czułość, z jaką odnoszą się do siebie, drobne gesty, dotknięcie dłoni, pogładzenie włosów – to wszystko ma w sobie naprawdę dużo miłości. Suranne Jones i Sophie Rundle mają między sobą chemię, widać to nawet w ich relacjach poza planem. Uzupełniają się idealnie, każda nadaje innego typu dynamiki związkowi bohaterek, w które się wcielają. Dzięki temu sceny erotyczne są, po prostu, piękne, seksowne i – co najważniejsze – realne. O to ostatnie zadbała specjalistka od bliskości, zatrudniona na planie „Gentleman Jack”. Sally Wainwright uznała, że sceny seksu powinny mieć choreografię tak, jak dzieje się w przypadku scen walki. Jest to ważniejsze w przypadku pokazywania seksu dwóch kobiet, który niestety prezentowany jest przez pryzmat sprawienia przyjemności mężczyznom (jeśli tego nie wiecie, to już wyjaśniam, iż nie, seks dwóch kobiet nie wygląda tak, jak w filmach pornograficznych). Aktorki bardzo chwaliły sobie pracę z wyżej wspomnianą specjalistką, a efekty można oglądać na ekranie – ja byłam zachwycona. 

Chyba nie muszę nic więcej pisać, by uzmysłowić wam jak bardzo zachwycona jestem „Gentleman Jack”. Nie tylko ja, bo produkcja zbiera znakomite opinie, które zaowocowały zamówieniem drugiego sezonu. Pisząc tę recenzję ograniczyłam dość mocno moje zachwyty, skupiając się tylko na najważniejszych dla mnie aspektach – inaczej byłoby tego za dużo. Być może jeszcze kiedyś pokuszę się o napisanie czegoś o „Gentleman Jack”, bo warto. Ten serial jest tym, czego zawsze szukałam w produkcjach telewizyjnych.

Prześlij komentarz

Copyright © Geek Kocha Najmocniej – Analizujemy popkulturę.