Co nie podobało mi się w 3. sezonie „Stranger Things”

stranger things, netflix, sezon 3, seriale
Lubię „Stranger Things” i bardzo podobał mi się trzeci sezon tej produkcji, ale pomimo tego iż jestem zadowolona z trzeciej serii opowieści o Hawkins, to dostrzegłam w niej elementy, które mi się nie podobały, a nawet przyprawiały mnie o zgrzytanie zębami. Uznałam więc, że warto o tym napisać, zwłaszcza, że od premiery minęło już trochę czasu i po głębszej analizie zebrało się trochę tych niedociągnięć. Chętnie też poznam Wasze zdanie: może spodobało Wam się to, co mi nie – albo odwrotnie, znajdujecie trzeci sezon „Stranger Things” kiepską produkcją. 

Tekst zawiera spoilery dotyczące trzeciego sezonu „Stranger Things” 

Audycja zawierała lokowanie produktu

Już same nawiązania do lat 80. XX wieku po emisji trzeciego sezonu „Stranger Thigs” stały się dla części widzów problemem. Pojawiły się opinie o tym, że lecenie cały czas na nostalgii, wsadzanej w każde ujęcie staje się wymuszone. Co więc powiedzieć o lokowaniu produktu, które w trzecim sezonie opowieści o mieszkańcach Hawkins stało się elementem obecnym równie często, co nawiązania do dawnych czasów?

stranger things, netflix, sezon 3, seriale
Firma Concave Brand Tracking podliczyła, że w ośmiu odcinkach mogliśmy podziwiać aż sto marek. Były to sklepy, samochody, słodycze, napoje, restauracje typu fast food, biżuteria, marki odzieżowe, perfumy, zegarki, elektronika i wiele więcej. Rekordowy czas antenowy osiągnęła Coca Cola, która pojawiła się łącznie przez 5 minut. Właśnie ten produkt został zareklamowany w okropnej scenie, w której Lucas pije The New Coke, a jego towarzysze zwracają mu uwagę, że smak tej nowej coli jest gorszy od poprzedniej. Wszystko wyszło niesamowicie sztucznie, łącznie ze sztywnym trzymaniem puszki przez Lucasa i wygłaszaniem na jej cześć peanów, niczym w kiepskiej reklamie. 

Lokowanie produktu to powszechny sposób na reklamę i chociaż nie przepadam za czymś takim w dziełach popkultury, moje narzekanie nie za wiele zdziała. Można stosować taką reklamę w sposób subtelny, a można wciskać ją w nachalny i sztuczny sposób do fabuły dzieła, jak zadziało się w trzecim sezonie „Stranger Things”. 

Joyce ma już dość 

Joyce to niesamowita kobieta, zawzięta, inteligentna, kochająca i walcząca o to, w co wierzy i o tych, których kocha. Czemu więc zawsze zostaje wrzucona w tę samą historię? 

Po tylu odcinkach serial powinien już porzucić wątek, w którym wszyscy dookoła Joyce mówią jej, że zwariowała i nie ma racji. Jednak w trzecim sezonie „Stranger Things” nawet Hopper deprecjonuje obawy Byers, a cała sytuacja z magnesami zostaje sprowadzona do komedyjkowych przerywników. I pomimo tego że na koniec zawsze wychodzi na to, że Joyce miała rację, to twórcy wciąż cofają ją do roli zwariowanej i nadopiekuńczej matki, by móc powtórzyć zabawę od nowa.

stranger things, netflix, sezon 3, seriale
Gdyby tego było mało, Byers nie ma szczęścia do mężczyzn. Małżeństwo jej nie wyszło, długo była sama, a kiedy poznała w końcu partnera traktującego ją z szacunkiem, twórcy postanowili go uśmiercić. Po takich przeżyciach nic dziwnego, że nie jest gotowa na nowy związek, tym bardziej z porywczym Hopperem, który w trzecim sezonie stał się jeszcze bardziej agresywny i niestabilny emocjonalne, niż był dotychczas (akurat rozwój Jima nie jest dla mnie niczym nieodpowiednim, ten bohater od początku nie był święty oraz mierzył się z własnymi demonami, w tym ze stresem pourazowym). Pomimo tego że lubię Hoppera jako postać, uważam, że jest nieodpowiednim partnerem dla Joyce. Jednak między bohaterami narasta tak duże napięcie, że nie zdziwiło mnie, iż kobieta w końcu zdecydowała się na randkę z szeryfem. I wtedy twórcy „Stranger Things” postanowili ponownie uśmiercić mężczyznę, z którym była związana emocjonalnie. 

Uśmiercanie kogoś bliskiego/partnera jest nie tylko najbardziej leniwym sposobem na popchnięcie do działania postaci, która odczuwa stratę, ale również w przypadku Joyce robi z mężczyzny bohatera, kiedy to właśnie Byers zawsze jest tą, która ma rację i która ratuje świat. W trzecim sezonie nawet przekręcenie przez nią kluczyków i cała akcja konspiracyjna niknie w zestawieniu z poświęceniem Hoppera. 

Nierówności społeczne 

Lubię gdy seriale poruszają kwestie społeczne i albo przedstawiają je w sposób odpowiedni dla danej epoki (czy świata przedstawionego powstałego na potrzeby danej produkcji), albo prezentują konkretny przekaz dotyczący danego zjawiska. Jednym z ciekawszych zjawisk w „Stranger Things” są wątki feministyczne. Do tej pory produkcja nie do końca wypełniała oczekiwania widzów w tym zakresie, gubiąc gdzieś po drodze rytm. O ile „Stranger Things” prezentuje dobrze napisane bohaterki, o tyle prowadzenie ich spójnie i odpowiednio przez cały sezon już nie wychodziło aż tak dobrze, by twórcy uniknęli narzekania. Na przykład w drugim sezonie wprowadzenie Max okazało się znakomitym posunięciem, niwelując zasadę Smerfetki (wprowadzenie do grupy mężczyzn jednej postaci żeńskiej tylko jako odniesienie do męskiej narracji/męskiej postaci), ale wciąż pojawiały się głosy niezadowolenia mówiące o tym, że relacja dwóch dziewczyn bazuje głównie na konkurowaniu o chłopaków.

stranger things, netflix, sezon 3, seriale
W trzecim sezonie bracia Duffer chyba chcieli poruszyć tematykę nierówności społecznych tak bardzo, że aż przesadzili. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę to, że akcja serialu dzieje się w latach 80., to i tak eksponowanie jak traktowano (i nadal traktuje się) kobiety wyszło nienaturalnie. Jeszcze relacja Nastki z Max wypada interesująco, to całe postawienie naprzeciwko chłopaków i dziewczyn jest do przyjęcia, bo przecież to jeszcze dzieciaki. Nawet jeśli rozmowy bohaterek niekiedy wypadają sztucznie, bardziej jak głoszenie haseł, niż rzeczywiste dialogi pomiędzy dorastającymi dziewczynami i nawet jeśli głównym fundamentem całej tej relacji jest dupkowate zachowanie Mike’a i Hoppera, to jako relację nastoletnich zakochanych i nastoletnich przyjaciółek – ok, kupuję to. 

Ale najnowsza seria produkcji Netlixa jeszcze bardziej eksploatuje motyw „nikt nie wierzy kobietom, a one mają zawsze rację”. Hopper źle traktuje Joyce (o czym pisałam wyżej), Mike nagle rzuca dookoła głupie odzywki i robi chyba najgorszą rzecz, jaką mógł zrobić Nastce, czyli ją okłamuje, Jonathan nie wspiera Nancy, która musi mierzyć się ze znęcaniem w miejscu pracy. Właśnie wątek młodej Wheeler jest dla mnie najbardziej niewykorzystanym z tych z przekazem feministycznym. Początkowo zapowiadający się ciekawie, szybko przeradza się w taki, robiony na siłę, aż w końcu całkowicie się rozmywa, nie dając satysfakcji ani bohaterce, ani mi, jako oglądającej jej zmagania. 

Cóż, bracia Duffer, dzięki za hasła, ale wolałabym lepsze traktowanie bohaterek i dobre ich prowadzenie. 

Źli ludzie są tacy, bo ktoś ich skrzywdził 

Jednym z ciekawszych wątków, przynajmniej na początku, był ten skupiający się na postawi Billy’iego. Umiejscowienie czarnego charakteru, którym niewątpliwie był, w roli pokrzywdzonego przez Mind Flyera otworzyło twórcom drogę do pogłębienia charakterystyki tej postaci. Tak też się poniekąd stało, bo w jednym z odcinków widzimy jakie wydarzenia doprowadziły do tego, że Billy stał się takim, jaki jest. 

I właśnie z tym mam problem. Bo tak, są ludzie, którzy stali się oprawcami dlatego, że sami kiedyś byli ofiarami. Nie jest to jednak regułą, ani żadnym usprawiedliwieniem. Oczywiście, poznanie czyjeś przeszłości pozwala na lepsze zrozumienie kierujących go motywów, ale jeśli już jakieś dzieło popkultury przedstawia skomplikowaną postać, to warto by twórcy zatroszczyli się o umieszczenie w niej odpowiedniego przesłania.

stranger things, netflix, sezon 3, seriale
W przypadku Billy’ego jego historia wybrzmiewa dla mnie jedynie jako bohatera skrzywdzonego, który ostatecznie wykonuje jeden heroiczny ruch, odkupiający jego wszelkie winy. Dacre Montgomery, wcielający się w rolę Billy’ego, powiedział w jednym z wywiadów, że jego postać otrzymała odkupienie, na jakie zasługiwała. Oczywiście, byłoby to świetnym posunięciem, gdyby pokuszono się o lepsze podbudowanie drogi, jaką przeszedł Billy. Bracia Duffer nie do końca wiedzieli jak chcą przedstawić nam młodego Hargrove’a. Ta postać jest kim innym w drugim, a kim innym w trzecim sezonie. A z drugiej strony serial nagle wręcz wciska nam byśmy Billy’ego uwielbiali: prezentuje nam jego ciało, pokazuje jak nagle Max jest bardzo związana z przyrodnim bratem, aż w końcu dochodzi do widowiskowego heroizmu.

Ja jednak odbieram wątek tego bohatera jako pokazywanie, że ludzie są źli, bo zostają skrzywdzeni, a jego finałowe poświęcenie widzę jako pogodzenie się z własnym losem i próbę uwolnienia się z bólu, który sprawiał mu Mind Flyer, niż chęć ratowania Nastki i reszty dzieciaków. Billy nie miał okazji do naprawienia swoich błędów z całego życia (w jego wspomnieniach widzieliśmy, że stosował przemoc już jako małe dziecko, więc do momentu śmierci na pewno nazbierał sporo grzechów na sumieniu). Jego śmierć, choć w przepięknej scenerii, nie była tak znacząca, jak chcieliby tego twórcy „Stranger Things”. 

Rosjanie zawsze coś knują 

Gdy akcja serialu dzieje się w latach 80. XX wieku, w Stanach Zjednoczonych Ameryki, obsadzenie w roli przeciwników obywateli Związku Radzieckiego jest logicznym posunięciem. Także najprostszym, bo w ten sposób można nawiązać do filmów z lat 80. (co twórcy „Strager Things” robią). Można to jednak zrobić dobrze, a można ledwo pozszywać, licząc na to, że się nie rozpadnie. Zgadnijcie jak zrobiono w „Stranger Things”.

stranger things, netflix, sezon 3, seriale
Jak w ogóle Rosjanie znaleźli się w Hawkins? Dlaczego wybudowali całe centrum handlowe by mieć przykrywkę? Dlaczego mogą ich przechytrzyć dzieciaki i w ogóle dlaczego tak łatwo ich pokonać? Pewnie dlatego, że nie miano konkretnego pomysłu na ten wątek. Posiłkowano się wzorcami ze starych, kultowych filmów i tyle. Można by podciągnąć ten wątek pod chęć głoszenia antysocjalistycznych haseł, ale serio? Kogo miałoby poruszyć tak kiepsko skonstruowane hasło? 

Prześlij komentarz

Copyright © Geek Kocha Najmocniej – Analizujemy popkulturę.