Ucieknie tylko jeden? - recenzja „Siedmiu książąt i tysiącletni labirynt” tomy 1-4

Siedmiu książąt i tysiącletni labirynt waneko recenzja manga

Czy tysiącletni labirynt to początek czy koniec podróży?


Po drobnej przerwie od poszukiwania popkulturowych piesiałów, powracam do lektury kolejnych komiksów z kraju kwitnącej wiśni. Tym razem mam do zaprezentowania mangę przede wszystkim ładną, a także dość krótką.

Yuan Kino obudził się w ciemnej, zimnej i wilgotnej celi. Nie ma pojęcia gdzie jest, co tu robi, ani co się stało się. Pod sufitem, zauważa symbol korony, przez co trafnie zgaduje, iż znalazł się w tysiącletnim labiryncie, w pomieszczeniu, w którym uwięziono przed kilkuset laty księcia. Już stronę później piętro wyżej pojawia się śliczny (wszystkie postacie są tu śliczne, umówmy się) młodzieniec, imieniem Lawrence Ackroyd. Potem nie mija wiele czasu, jak poznajemy innych bohaterów tragedii, takich jak będący hersztem szajki złodziei, lekkoduszny i bezpośredni Titus Ran i sławny detektyw gieniusz Messiah Reed. Do tego grona należy też niewidomy śpiewak Zan Audubon czy Gideon Redfield będący politycznym aktywistą.

Siedmiu książąt i tysiącletni labirynt waneko recenzja manga
W trakcie tych kilku tomów dzieje się całkiem sporo. A to dowiadujemy się o historii kraju, a to poznajemy prawa i zasady w nim panujące. Bohaterowie szybko (prawie od razu) domyślają się, że znaleźli się w labirynto-zamku w jednym celu: aby spośród wszystkich kandydatów wybrać nowego cesarza, a pozostali, którzy wykazali się talentem/odwagą/ czymś szczególnym, zostaną jego doradcami, markizami. Co ciekawe, można to powiedzieć o wszystkich bohaterach, z wyjątkiem Yuana, który poza byciem absolutnie słodkim chłopcem nie wykazał się absolutnie niczym. Dlaczego więc znalazł się w gronie kandydatów? 

Muszę przyznać, że głównych bohaterów jest dużo jak na moje możliwości poznawcze. Co miłe, każdy z nich ma dobrze zbudowaną historię życia przed pojawieniem się w labiryncie. Po zapoznaniu się z każdą  z nich wydało mi się rzeczą całkiem naturalną, że dany bohater wylądował, tam gdzie wylądował: czyli w morderczym labiryncie gdzie gdy zatrzymasz się w miejscu na zbyt długo, zostaniesz zalany wodą. Albo spadniesz w bezdenną przepaść. Albo twórca tego labiryntu jeszcze wie co.

Siedmiu książąt i tysiącletni labirynt waneko recenzja manga
Fabuła mangi opiera się na prostym schemacie. Wielu ładnych, zadbanych mężczyzn, niektórzy nawet przebrani w stroje bardziej damskie niż męskie. Zamknięcie określonej liczby w zamkniętej przestrzeni / przestrzeniach i czekamy kto przeżyje, a kto nie. Dużo zagadek, ciągły pęd przed goniącymi pułapkami czy wodą zalewającą absolutnie wszystko. Dużo dramy, wielkich słów, równie ważnych, a zarazem mało ważnych przemów. W dodatku zakończenie było dość przewidywalne, ale nie o to chodzi w tej historii. Tu bardziej od samego celu, liczy się droga do dotarcia do niego.

Jak już zapoznałem się z bohaterami na tyle, by rozróżniać ich po czymś więcej niż wyglądzie, bawiłem się całkiem dobrze. Zdarzyło mi się nawet współczuć co niektórym okoliczności, w jakich przyszło im żyć. I to wszystko pomimo tego, że z tyłu głowy dominowała myśl, że to jednak już nie dla mnie. Kiedyś może bym się bardziej tym zachwycał, gdy motyw uciekania i rozwiązywania trudnych zagadek była bardziej cieszącym mnie motywem. a teraz to po prostu przyzwoita manga.
Siedmiu książąt i tysiącletni labirynt waneko recenzja manga
Po tej krótkiej, bo czterotomowej serii spodziewajcie się przede wszystkim ładnie narysowanej i sprawnej lektury. To nie jest arcydzieło ale jest całkiem przyjemne w obejściu. I na całe szczęście nie trzeba czekać już na kolejne tomy, bo wyszła już całość i wreszcie można pochłonąć ją na raz. Ale nie polecam, takie przyjemne rzeczy najlepiej sobie dawkować.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Waneko.

Publikowanie komentarza

Copyright © Geek Kocha Najmocniej – Analizujemy popkulturę.