Szef kuchni poleca – o serialu „Cień i kość” / „Shadow and Bone”

shadow and bone, cień i kość, netflix seriale
Przyznam, że nie spodziewałam się, że aż tak „Cień i kość” mnie wciągnie. Nie czytałam książek, nie wiedziałam więc czego się spodziewać, ale ogólnie trwający hype fanów pozytywnie nastawił mnie do produkcji – i nie zawiodłam się.

Największym plusem serialu jest idealnie utrzymana równowaga pomiędzy przedstawionymi treściami. Z jednej strony mamy do czynienia z opowieścią young adult z kobiecą postacią, będącą wybrańczynią w centrum, z elementami treningu i motywu drogi. Z drugiej „Cień i kość” rezygnuje z niektórych elementów typowych dla gatunku, na przykład odchodząc od typowego trójkąta miłosnego. Poza tym, produkcja nie skupia się jedynie na kilku głównych postaciach, takich jak Alina, Mal czy Zmrocz, ale przedstawia nam całą gamę charakterów i wprowadza inne gatunki, stając się niekiedy na przykład heist movie.

Postaci i motywów w ogóle jest bardzo dużo, przez co ani na chwilę nie sposób się nudzić. Na szczęście ich opowieści są wyważone, przez co nie miałam poczucia, że któryś z wątków mi się dłuży, albo któregoś jest za mało. No, znalazłabym w tym jeden minus, czyli historię Niny i Matthiasa. Ich relacja była od początku przewidywalna, ale charaktery bohaterów i ich interakcje były na tyle wciągające, że bez gadania przyjęłam to typowe hate to love relationship. Jednak ten wątek często ginął lub pojawiał się tylko na krótko, przez co gdy w finale produkcji pokazano jego zakończenie, byłam wręcz zdziwiona, że oni gdzieś tam jeszcze są i to już koniec. Relacja Niny i Matthiasa stała się przez to jedynie nic nieznaczącym fillerem, a myślę, że z powodzeniem można by było ją rozwinąć, tak jak zrobiono to z innymi bohaterami – zwłaszcza, że ich przepychanki były urocze.

shadow and bone, cień i kość, netflix seriale
Jeśli zaś chodzi o resztę bohaterów, podoba mi się jak bogaty świat przedstawiony tworzą i w jak bogatym wizualnie i wątkowo świecie żyją. Wszystko tu jest na swoim miejscu i wszystko wciąga. Już od jakiegoś czasu nie czułam się tak zaaferowana serialem, jak przy oglądaniu tej produkcji. „Cień i kość” przy pierwszym podejściu nie ma super głębokiej fabuły. Bądźmy szczerzy, jest od początku do końca przewidywalnie, a dużo motywów to gatunkowe schematy. Ale cała otoczka oraz bohaterowie sprawiają, że serial wciąga.

Przy natłoku dobrych produkcji bardzo trudno jest stworzyć coś, co zasłuży na miano fenomenu, a od dziesięciu lat wszyscy szukają produkcji na miarę „Game of Thrones”. W tym przypadku również widziałam porównania do serialu HBO i wiele osób pytało czy Netflix w końcu ma swój odpowiednik. Cóż, jest tu trochę podobieństw wynikających z osadzenia w gatunku fantasy czy z przedstawienia wielu bohaterów w różnych lokacjach, albo z tego, że w obu przypadkach religia stanowi jedną głównych osi fabularnych. „Cień i kość” również nie stroni od brutalności czy skłania się niekiedy ku mroczniejszym przedstawieniom bohaterów, odzwierciedla też od czasu do czasu bolączki świata rzeczywistego: klasizm, rasizm, wojskowe bycie mięsem armatnim dla „wyższych celów”, handel ludźmi (ale to tak raczej pobieżnie, w głębszej warstwie, którą można, ale nie trzeba odkrywać).

shadow and bone, cień i kość, netflix seriale
Ale „Cień i kość” pozbawione jest tego brooding vibe, które ma „Game of Thrones”. Produkcja Netflixa jest nacechowana żywszą (że tak to określę: młodszą) energią – w końcu to young adult. Dużo robi wątek Wron i ich efektowne akcje, które bardzo szybko stały się moimi ulubionymi momentami w produkcji. W ogóle, sceny walki, ich choreografia oraz efekty specjalne są jednym z lepszych elementów tego serialu. Oko i serce cieszy również świetny casting i oczywiście bawiąco przerysowany i dramatyczny Ben Barnes i jego Zmrocz.

„Cień i kość” jest więc świetną, czystą rozrywką. Produkcją, którą chcesz obejrzeć do końca przy jednym posiedzeniu. Finał serialu, przepełniony akcją i pięknie zawężający wątki poleciłby szef kuchni, gdyby to było danie w jego restauracji. Myślę, że mój hype na tę produkcję dopiero się rozpoczyna.


Publikowanie komentarza

Copyright © Geek Kocha Najmocniej – Analizujemy popkulturę.