Flaki z olejkiem - recenzja Murcielago, tom 1

by 20:34 0 komentarze

Jeśli - tak jak ja - uważacie, że im dziwniejsze, tym ciekawsze, to manga Murcielago zdecydowanie trafi w Wasze gusta. Dlaczego?
      Nigdy nie pomyślałabym, że tak bardzo polubię mangi. To Piotrek zawsze był w naszej parze tym, który lubi tego typu komiksy. Jednak pewnego dnia zabrał mnie na biblioteczny dział z mangami i tak rozpoczęło się moje uczucie do dzieł z Japonii. Zaczęłam ostrożnie, powoli delektując się kolejnymi tytułami. W końcu odnalazłam swoje miejsce wśród yuri - byłam oczarowana sposobem, w jaki można pisać o miłości i namiętności, budzącej się między kobietami. Nic więc dziwnego, że kiedy tylko usłyszałam o Murcielago od razu zaczęłam zacierać ręce i niecierpliwie wyczekiwałam premiery.
       Chociaż manga autorstwa Kana Youshimura to seinen, spodobała się także i mnie. Murcielago od razu uderza po twarzy ostrą sceną erotyczną, by kilka stron później przesłonić kadry powyrywanymi kończynami. W obu przypadkach zastanawiałam się jak wykonanie czegoś takiego byłoby możliwe w rzeczywistym świecie. Jednak zgubienie czeka tego, kto również postanowi zastanawiać się nad logiką tej mangi. Murcielago uderza nadprzyrodzonymi elementami wręcz w każdym kadrze. Autor nadaje ton opowieści poprzez nakreślenie głównej bohaterki. 
       Koumori Kuroko to była seryjna morderczyni, która obecnie pracuje na zlecenie rządu. Dziewczyna - lub czymkolwiek jest - to chodzące połączenie erotyki i horroru. Jej twarz raz jest słodka, a raz przyprawia o dreszcze. Z łatwością przychodzi jej zarówno zabijanie, jak i podrywanie kolejnych dziewczyn - w obu przypadkach wykorzystuje swój biust. Szczególnie spodobała mi się scena, w której Kuroko wyciąga spomiędzy piersi wizytówkę i różę, którymi odbarowuje napotkaną dziewczynę. Towarzyszy jej Tozakura Hinako - z pozoru słodka i niewinna osóbka, której słabością są szybkie samochody. Dziewczyna ma pilnować byłą kryminalistkę, aby ta skrupulatnie wykonywała, powierzone przez rząd, zadania.


Nie, zdecydowanie nie jest to komiks superbohaterski

      I tak, raz ścigają byłego wrestlera, raz stają oko w oko z psychopatą, który jeździ pociągiem wypełnionym trupami, a raz po prostu wpadają na dwóch mężczyzn, którzy postanowili okraść restauracje, w której bohaterki postanowiły zjeść obiad (możecie się domyślać jak niedoszli rabusie skończyli).
      Pierwszy tom Murcielago to mała przekąska, którą czyta się bardzo szybko. Jednak jest to przekąska krwista, naszpikowana przewalającymi się wnętrznościami i odpadającymi kończynami, przeplecionymi wyskokami seksualnymi głównej bohaterki. Moralność zostaje zachwiana w każdej możliwej postaci. Z jednej strony, Kuroko ściga przestępców i zapewnia rozkosz kolejnym kobietom, więc moglibyśmy uznać, że jest całkiem niezłą bohaterką. Z drugiej strony, to przerażająca morderczyni, która zdradza swoją dziewczynę, oszukuje ją, że ją kocha i molestuje każdą napotkaną kobietę z dużymi piersiami. Cóż, według mnie brzmi to jak standardowy amant - twardziel, do którego wzdychają damy w opałach i którego nierzadko stawia się na wzór do naśladowania dla mężczyzn.
      Mimo tego że nie jest to rozrywka na wysokim poziomie, to Murcielago ujęło mnie dowcipnym stylem. Czarny humor jest wszechobecny, manga nie ucieka przed autoironią, wszystkie wydarzenia, nawet te najbrutalniejsze, przedstawione są w sposób lekki i przyjemny. Do każdej sceny otrzymujemy w pakiecie dużą dozę dystansu, który koniecznie musimy zastosować podczas czytania - inaczej możemy porzucić opowieść zgorszeni, a tego zdecydowanie nie polecam.


Podczas czytania tej sceny wybuchłam śmiechem. Jechałam tramwajem.

      Jedyne, co przeszkadzało mi podczas czytania, to warstwa graficzna. Postacie przedstawione są w sposób ciekawy, szczególnie - o czym już wspomniałam - główna bohaterka. Jednak tło w każdym kadrze wypełnione jest zbyt dużą ilością treści, przez co niejednokrotnie miałam problem z dostrzeżeniem szczegółów, a nawet ze śledzeniem akcji.
      Jednak jeśli nie boicie się ogromnej dozy dziwności, lubicie czarny humor i nie straszne są Wam wszędobylskie wnętrzności, to sięgnijcie po Murcielago jak najszybciej. Zdecydowanie nie są to flaki z olejem, a z olejkiem (do masażu erotycznego).

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Waneko.

 Wydawnictwo Waneko

0 komentarze:

Prześlij komentarz