Decyzje nie zawsze łatwe do zniesienia - recenzja miniserii Wilcze Dzieci

by 20:53 0 komentarze


Do tej pory spotykałem się przede wszystkim z adaptacjami mangi do animacji, ale nigdy jeszcze nie widziałem przeniesienia filmu do formy komiksu. Czy to przejście zostało zwieńczone sukcesem?
    Rzadko czytam mangi, w których historia prezentowana jest z perspektywy matki. Łatwo pokazać w efektowny sposób pojedynki, walkę na śmierć i życie, lub ucieczkę, z perspektywy młodziaka, który nie ma nic do stracenia. Skomplikowana sytuacja, z wieloma zależnościami, które determinują zarówno sposób myślenia, jak i podbijają dramat całej sytuacji w której znajdzie się matka, zazwyczaj postawiona wobec przeważających wrogich sił. Może nie zobaczyłem w tej mandze sytuacji aż tak skrajnych, ale skłamałbym, gdybym powiedział że nic się nie działo.

A zaczęło się to tak


    Na samym początku historii poznajemy nieśmiałą studentkę, Hanę. Pewnego dnia, podczas wykładu wpadł jej w oko przystojny, młody mężczyzna. Jak możemy się domyśleć, stara się zbliżyć do tajemniczego jegomościa, co nie jest zbyt proste, ale wkrótce jej się udaje i zakochują się w sobie. Ku swojemu zaskoczeniu odkrywa, że jej wybranek nie jest człowiekiem (ani koniem!) tylko pół-człowiekiem pół-wilkiem. Ale oczywiście dla naszej zakochanej niewiasty nie stanowi to żadnego problemu, i już niedługo później rodzą się córka Yuki oraz synek Ame. Niestety, pewnego dnia jej luby ginie pozostawiając samotną Hanę z dwójką dzieci, którzy jak tatuś mogą zamieniać się to w słodziusiego wilczusia, to w słodziusiego dzieciaczka.

 To było całkiem niezłe


    Nie ma co ukrywać, historia w tej mandze jest bardzo dobra. Początek dość typowy dla romansideł, który w przeciwieństwie do innych opowieści z tego gatunku, przechodzi w kolejną, wymagającą większej odpowiedzialności fazę, czyli posiadanie potomstwa. Przedstawia zarówno blaski jak i cienie życia z małymi dzieciaczkami, bo nawet nasze, zwyczajne maluchy, potrafią robić szkody porównywalne do wilczków z tej mangi.
       Muszę przyznać, że nawet mi się zrobiło smutno, zwłaszcza po odejściu najbliższych Hany. Nie wiem kim jest człowiek, którego choć trochę nie ruszyły jej osobiste tragedie. Akcja skacze co jakiś czas, aby na dość małej ilości stron, pokazać zmiany jakie zachodzą w życiu protagonistki i dzieciaczków. Widzimy wtedy fragmenty codziennych czynności, kluczowych momentów w życiu, które determinują ich przyszłe decyzje.

Animacja zamknięta w kadrach


    Rysowniczka miała dość trudne zadanie oddania piękna animacji na statycznych kadrach komiksu. Za pierwszym razem przeczytałem wszystkie trzy tomiki dość szybko. Za drugim razem delektowałem się z wolna pięknymi kadrami, przez co czas spędzony przy tej serii znacznie się wydłużył. Zdecydowanie nie polecam wam się śpieszyć przy lekturze (chyba, że tak jak ja lubicie czytać dwa razy to samo dzieło), bo jest na czym zawiesić oko. Sam styl rysunków oscyluje od względnie realistycznego jeśli chodzi o ludzi do klasycznych już deformacji postaci (zwłaszcza dzieci w formie wilczków). Podkreślone są też emocje bohaterów, więc od razu wiemy co czuje postać w danej chwili. Dodatki na końcu każdego tomu są różnorakie, np. szkice postaci, które urzekły mnie swoim pięknem, lub posłowie od rysowniczki i od scenarzysty, które były autentycznie miłe, i zrobiły mi cieplej na serduszku.
    Nie wiem czy będę pamiętał historię tej serii za jakiś czas. Ciepłe slice of life, z pewnymi trudnościami w życiu, nie wbija się w moją pamięć zbyt mocno. Na pewno będę o niej pamiętał jako o ślicznie narysowanym komiksie, z ciekawym pomysłem na fabułę i zakończeniem.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Waneko.

0 komentarze:

Prześlij komentarz