Kim byłby król Artur, gdyby nie kobiety? - recenzja Mgły Avalonu, Marion Zimmer Bradley

by 16:54 0 komentarze

Klasyka literatury fantasy, a zarazem ciężki orzech do zgryzienia, nie tylko ze względu na prestiż, ale także na objętość.

      Trudne jest zmaganie się z książką Mgły Avalonu, autorstwa Marion Zimmer Bradley. Nie tylko dlatego, że seria należy do klasyki literatury fantasy, ale również z powodu grubości tomu. Wydawnictwo Zysk ponownie sięgnęło po cykl tej autorki i wypuściło na rynek ponad tysiąc sto tron w grubej oprawie. Książka oficjalnie dołączyła do mojego zbioru pozycji, które warto brać ze sobą do torby jako element samoobrony.
       Mgły Avalonu to ponowne podejście do legend arturiańskich, reteling legend, ale tym razem to nie król Artur staje w centrum uwagi, a kobiety z jego otoczenia - szczególnie siostra, Morgian le Fay, która została naznaczona na naszą przewodniczkę po świecie literackim Marion Zimmer Bradley.



     Opowieść rozpoczynamy, gdy główna bohaterka jest ledwie małą dziewczynką. Córka Igriany i Gorloisa nie wie jeszcze jaka przyszłość ją czeka. Jej matka została wydana za diuka z przyczyn politycznych i do tej pory nie dała mu syna. Jak się okazuje, przeznaczenie chciało inaczej i Igriana ponownie wychodzi za mąż, za Uthera Pendragona, który zostaje wybrany na króla. Z małżeństwa rodzi się sprawca całego zamieszania, czyli Artur. Przez całą obszerną księgę Marion Zimmer Bradley poznajemy losy wielu kobiet, które były mniej lub bardziej obecne w życiu legendarnego władcy. 
      Na pewno Mgły Avalonu to powiew świeżości wśród opowieści dotyczących króla Artura. Nawet teraz, kiedy wciąż wałkowana jest ta opowieść, w każdym medium popkulturowym, wersja Marion Zimmer Bradley wciąż się wyróżnia. Nie spotkacie tutaj opisów kampanii wojennych, nie usłyszycie jak stal uderza o stal, tylko wejdziecie w świat szydełkowych splotów oraz kobiecych intryg. Przyznam, że nie jest to moja bajka, ale nie sprawia to, iż skreślam taki typ opowieści.
     Jednak najważniejszym motywem w powieści Mgły Avalonu jest starcie pomiędzy starą a nową wiarą. Morgiana posiada moc Wzroku, zostaje więc zabrana na wyspę Avalon by pobierać nauki w nawiązaniu do wiary swojego ludu. Jednak religia umiera, wypierana coraz bardziej przez chrześcijaństwo. A im mniej wierzących, tym trudniej znaleźć drogę do Avalonu. Przez całą powieść widzimy jak dwie religie spierają się ze sobą, chociaż od początku wiadomo które wierzenia zwyciężą. Marion Zimmer Bradley nawet nie ukrywa, że faworytem są chrześcijanie, bo pogańscy wyznawcy nawet nie są skłonni walczyć tak zaciekle, jak o tym mówią. Taka fabuła ciekawie współgra z życiorysem autorki, która w latach 80. XX wieku była neopoganką, ale później znów uznawała się za chrześcijankę.


Fata Morgana; Nude Study by John Macallan Swan (1905)

     Religijne turbulencje w życiu Marion Zimmer Bradley pozwoliły jej poznać stare wierzenia na tyle, na ile pozwalały ówczesne odkrycia. Na podstawie szczątkowej wiedzy stworzyła własny system religijny, który przelała na karty powieści. Szkoda tylko, że zrobiła to tak pobieżnie - na pewno z powodu ograniczonego dostępu do informacji, ale przecież mogła puścić wodze wyobraźni i zaszaleć.
      Niemniej jednak, Mgły Avalonu to pozycja, z którą po prostu t r z e b a się zapoznać, nawet jeśli nie uważamy się za fanów literatury fantasy. To jedna z tych książek, która na stałe wpisała się w dzieje popkultury i na pewno będzie wartościowym nabytkiem na każdej półce.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy Zysk i S-ka Wydawnictwo.

0 komentarze:

Prześlij komentarz