Geeki wspominają 29. Międzynarodowy Festiwal Komiksów i Gier w Łodzi

by 20:21 0 komentarze

Od 14 do 16 września 2018 roku bawiliśmy na 29. Międzynarodowym Festiwalu Komiksów i Gier w Łodzi. Po lekkim dojściu do siebie możemy w końcu przelać nasze uczucia na bloga.

To był dopiero drugi nasz wspólny wyjazd na MFKiG. Rok temu nie mogliśmy uczestniczyć w tym wydarzeniu, ze względu na nakładające się na siebie terminy egzaminu Piotrka oraz łódzkiego wydarzenia. Pierwszy raz pojawiliśmy się na festiwalu dwa lata temu. Byliśmy nieopierzonymi członkami społeczności komiksiarzy, chodziliśmy po Atlas Arenie jak zaczarowani, nie mogąc nacieszyć się ilością komiksów, które były na wyciągnięcie naszych geekowskich łapek. Pochłanialiśmy każde słowo z prelekcji, zaczynaliśmy kojarzyć niektóre osoby, zajmujące się komiksem w Polsce – zarówno od strony tworzenia, jak i pisania o tych dziełach. Wtedy jeszcze nie mieliśmy bloga.


Tym razem przyjechaliśmy już jako opierzeni twórcy internetowi. Wiedzieliśmy, że nasze uczestnictwo w 29. Międzynarodowym Festiwalu Komiksów i Gier nie będzie polegało na zaliczeniu jak największej ilości prelekcji. Wypchaliśmy nasze portfele pieniędzmi, zrobiliśmy listy zakupów, wzięliśmy odpowiednie duże torby, które w drodze powrotnej miały pomieścić wszystkie dokonane zakupy. Jednak przede wszystkim wyruszyliśmy do Łodzi pochłaniać radość i ciepło. Tak, to będzie kolejny ckliwy tekst o przynależności do fandomu.

Na Atlas Arenie pojawiliśmy się w sobotę, około godziny 10. Wyspani, najedzeni i napojeni kawą wystrzeliliśmy prosto do stoiska wydawnictwa Waneko. Już nie raz i nie dwa mogliście przeczytać u nas laurkę na cześć pracujących tam osób, a szczególnie taką, wychwalającą Alex. Bo tak, idąc na stoisko Waneko, czuliśmy się, jak byśmy wracali do domu.

Rozmowa była krótka, bo czekało nas wiele zakupów. Obeszliśmy wszystkie stoiska chyba z dziesięć razy (przy pierwszym podejściu, oczywiście), zatrzymując się to tu, to tam, by porozmawiać, albo zakupić jakiś komiks. I tak, w naszych łapkach pojawiało się coraz więcej dobroci, na przykład drugi tom The Wicked + The Divine, Helena Wiktoria i Oko Horusa.

 

Rozkoszowanie się stoiskami trwało do godziny 13, kiedy to pobiegliśmy na prelekcję Pawła Kicmana o tym, jak straszyć w komiksie. Wcześniej zakupiliśmy komiks Cholerna planeta, którego autorem scenariusza jest właśnie Paweł, natomiast za rysunki odpowiada Maciej Czapiewski. Po krótkiej rozmowie, wysłuchaliśmy prelekcji, na której Paweł (pomimo początkowych problemów z brakiem klawiatury) bardzo ciekawie przedstawił część technik, jakie wykorzystują w horrorach twórcy komiksowi.

Następnie udaliśmy się na konferencję wydawnictw mangowych. Trochę śmiechu, wewnętrzne żarty, ciekawostki, anegdotki i zapowiedzi - chyba najważniejsza jednak okazała się informacja o wydaniu  przez Waneko mangi z dorobku Osamu Tezuki, z okazji dwudziestolecia wydawnictwa.

Po konferencji spędziliśmy blisko półtorej godziny na rozmowach przy stoisku wydawnictwa Słowoobraz, przy którym urzędował również Łukasz Kowalczuk. To było pierwsze nasze spotkanie twarzą w twarz z tymi przeuroczymi i pełnymi energii i uśmiechu ludźmi, ale podbudowało nas tak mocno, że żal było wracać wieczorem do hostelu. Jeszcze na szybko wróciliśmy na kilka chwil do Waneko, by powoli udać się na...



...nie, nie - nie na spoczynek. Na naszym profilu na Facebooku wspominaliśmy, że sobotni dzień festiwalu spędziliśmy w towarzystwie Ady, autorki bloga Perora Pochwalna. Ukoronowaniem tego było wspólne wyjście na piwo, rozmowy o popkulturze, życiu i powodach, dla których Piotrek koniecznie musi wybrać się z ekipą Serialomaniaka na Serialcon w przyszłym roku.

Niedziela przywitała nas przeziębieniem Karoliny, popitym mocną kawą, kupioną na terenie festiwalu. Powoli snując się po Atlas Arenie, rozmawialiśmy jak najwięcej mogliśmy z bliskimi nam ludźmi z komiksowa. Nadszedł czas by pogodzić się z powrotem do normalności, pożegnać się, wytulać za wszystkie czasy i zabrać zdobytą przez weekend radość do domu.



Dla nas MFKiG to jak urlop, jak odpoczynek od trudów życia codziennego. To okazja do wymienienia spostrzeżeń, wydania pieniędzy na dobre rzeczy, śmiania się z żartów osób, których na co dzień nie możemy widzieć twarzą w twarz, ze względu na dzielące nas kilometry. Pisząc to, łezki kręcą się w naszych oczach. Warto było założyć tego bloga, by móc doświadczać tego wszystkiego, co otrzymaliśmy w Łodzi. Dziękujemy każdemu, kto był tego częścią!

0 komentarze:

Prześlij komentarz