Dajcie wszystkie nagrody autorce – przedpremierowa recenzja „Brom”

Ten komiks to dwa debiuty. Po pierwsze, album jest debiutankim dla autorki, Unki Odyi (chociaż już znanej w komiksowym świecie). Po drugie, „Brom” to pierwszy komiks nowo powstałego Wydawnictwa 23. Takich wejść powinno życzyć się każdemu. Naprawdę, wyszło bardzo dobrze.

Już okładka zachwyca. Precyzja wykonania, szczególnie pod względem liternictwa, daje nieopisaną przyjemność podczas patrzenia. Dodajcie do tego świetną kreskę i wspaniałe cieniowanie (a jeszcze użyte na okładce kolory, to mój ulubiony zestaw barw) i wychodzi – co tu dużo ukrywać – piękno. 

Ja i „Brom” to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ale wiecie jak to bywa z takimi związkami. Czasem pierwsze płomienie gasną i okazuje się, że tak naprawdę nic nas nie łączyło. Rozpoczęłam więc czytanie dość niepewnie. Tym bardziej, że Unka Odya nie od razu łapie dobry rytm. Przyznam, że pierwsza opowieść, z tajemniczymi mordami na zwierzętach, była rozegrana za szybko. Na szczęście, jak tylko autorka wprowadziła na scenę głównych bohaterów, przyjęła tempo rozwoju fabuły, które utrzymała do końca tomu.

Do nowego świata musimy przyzwyczaić się równie szybko, co tytułowy bohater, Brom. Nastolatek dowiaduje się, że ma siostrę cioteczną, która mieszka w Kartuzach. Zaraz po tym okazuje się, że nie tylko ten rodzinny sekret był przed nim skrywany. Nie zdradzając za wiele, poinformuję Was jedynie o tym, że Maria, kuzynka Broma, przeprowadza się do niego i jego mamy. I wtedy zaczyna się prawdziwa „zabawa”. 

Unka Odya stworzyła znakomity komiks gatunku. „Brom” to kolejna wariacja na temat dobrze znanych nam motywów. Obyczajówka o nastolatkach z elementami fantastyki i grozy. I nie, wcale nie jest to kolejny raz odgrzewany kotlet schabowy z ziemniakami. Danie, które serwuje nam autorka może i jest nam doskonale znane, ale zdecydowanie należy do kategorii wytwornych. 

W komiksie odnajdziemy mity i wierzenia przedstawione bez popkulturalnego napompowania. Unka Odya cofa się w ich prezentacji do korzeni i konstruuje wokół nich ciekawą opowieść. Ciekawą i brutalną, bo spotkania ze zjawiskami nadprzyrodzonymi często oznaczają dla bohaterów zetknięcie z krwią i śmiercią. Nie jest to jednak przytłaczające dla czytelnika. Mimo wszystko w „Bromie” zachowana jest ta lekkość opowieści o nastolatkach. Relacje między bohaterami i samo backstory postaci są znakomite.

Warstwa graficzna też robi tu niemałą robotę. W niej również odnajdziemy ów balans pomiędzy lekkością teen dramy a opowiadania grozy. W rysunkach miesza się cartoonowy styl („Brom” w dużej mierze wygląda jak webcomics) z realistycznymi wizerunkami nadprzyrodzonego świata. 

Dla mnie dodatkowym smaczkiem w „Bromie” było umiejscowienie akcji w Gdańsku i Kartuzach. Czytałam o miejscach, które znam, rozpoznawałam to, co widzę i czułam bliskość z bohaterami. 

Chciałabym czytać „Broma” jeszcze, i jeszcze. Tom skończył się za szybko – był tak dobry, że potrzebuję więcej tego komiksu w moim życiu. To znakomita opowieść w każdym calu. Jestem mocno zajarana, pisząc o tym komiksie i myślę, że jeszcze długo mi ta podjarka nie minie.

Publikowanie komentarza

Copyright © Geek Kocha Najmocniej – Analizujemy popkulturę.