Ich troje - recenzja „Magic Knight Rayearth” tomy 1-2


Trochę takie Isekai, ale z trójką nastolatek i to w całkiem standardowym świecie fantasy? Czemu nie!

CLAMP to grupa mangaków złożona wyłącznie z kobiet. Jej liderką jest Nanase Okawa, a pozostałymi członkiniami Mokona, Tsubai Neko i Satsuki Igarashi. Początkowo tworzyły mangi dojinshi, by kilka lat później tworzyć swoje autorskie produkcje. Na dzień dzisiejszy zostało sprzedanych ponad 100 milionów tomików ich mang. Co warte podkreślenia, autorki nie korzystają z usług asystentów i ich komiksy są w 100% ich tworami. Recenzowany „MKR” jest mangą z lat 90., co ciekawe został nawet zaadaptowany na grę na Segę Saturn. Słyszałem już niejedno o tworach autorek, ale muszę podkreślić, że to mój pierwszy kontakt z ich historiami, i mam nadzieję że nie ostatni.

Fabuła na pierwszy rzut oka jest bardzo prosta. Trójka nastolatek zostaje przeniesiona wbrew swojej woli do świata fantasy, przypominającego grę RPG, o nazwie Cephiro. Uniwersum, do którego dziewczyny zostały przeniesione jest zagrożone przez złego czarnoksiężnika, który uwięził księżniczkę Emeraude, utrzymującą równowagę w tym świecie, i przez którą zostały przyzwane do tego świata. Dziewczyny rozpoczynają swoją podróż jako cherlawe trio Magicznych Rycerzy. Jak w standardowym RPG, bohaterki muszą się przygotować do przygód, co oznacza przeszkolenie zarówno w zakresie magii, jak i zdobyciu zbroi czy oręża. Można by zatem rzec, że ta historia jest sztampowa. Owszem, po lekturze pierwszych dwóch tomów mógłbym wydać taką ocenę. Jednakże CLAMP jest znany z częstego zaskakiwania swoich czytelników, więc mam duże oczekiwania co do następnych tomów.

Trzymając ten komiks w rękach po raz pierwszy, od razu poczułem, że to dzieło nie jest tylko wytworem rąk sprawnych w swoim fachu rzemieślniczek. Fabuła wydała mi się w pierwszej sekundzie wręcz prostacka, ale szybko wyczułem, że tu chodzi o coś więcej. Bohaterki pomimo uczęszczania do różnych szkół, nie pałały do siebie niechęcią i chętnie uczą się być zespołem. Dało mi to wiele pozytywnych uczuć, przez co nie trudno mi sympatyzować z bohaterkami, odkrywającymi równolegle ze mną ten dziwny świat przedstawiony. Odczułem też odrobinę skondensowanie fabularne, co dla niektórych może być wadą, dla mnie jest perfekcyjnie obojętne.


Przyznam się do tego, że nie byłem fanem designu postaci, które tworzył ten kwartet mangaczek. Bohaterki w „MKR” potrafią być zarówno słodziutkie aż do cukrzycy, ale gdy są zagrożone, i trzeba walczyć, rysowane są bardzo dokładnie, prawie że realistycznie. Całe te przeskoki między dokładnymi rysunkami a uproszczonymi, słodziakowatymi, to jest coś cudownego i podoba mi się w praktycznie każdej mandze, w której to spotkam. Ułożenie kadrów jest różnorodne, świetnie dopasowane do akcji, przez co wesołe chwile czyta się z przyjemnością, a walki wyglądają bardzo epicko, mimo że walczą do tej pory bądź co bądź amatorzy. Wydanie tej mangi jest bardzo dobre, obwoluta jest przyjemniejsza w dotyku od zwykłych obwolut w tym formacie. Z innych przyjemnych rzeczy rzuciła mi się w oczy zawartość dodatkowa każdego tomu, czyli posłowie od autorek, tutaj pod wdzięczną nazwą Gazetka CLAMP oraz kilkustronicowe posłowie od ludzi pracujących przy tej serii, luźno opowiadająca dlaczego znaleźli się w tym miejscu, i jaki stosunek mają do CLAMPa.


Pierwsze dwa tomy z sześciu „Magic Knight Rayearth” dostarczyły mi bardzo dobrej rozrywki.  Jak na razie to bardzo prosta historia, ale jak wiemy, z CLAMPem bywa różnie i te proste fabułki lubią potwornie zaskakiwać. I teraz możecie się domyśleć jak bardzo cierpię, w oczekiwaniu na kolejny tom. Ale na całe szczęście ta seria ma ich dość mało. A wy, powinniście już wiedzieć, że należy rzucić wszystko, co się aktualnie robi, i migiem zakupić tę mangusię, bo na pewno nie pożałujecie, to kawał dobrego komiksiku.

Za udostępnienie egzemplarzy do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Waneko.

Publikowanie komentarza

Copyright © Geek Kocha Najmocniej – Analizujemy popkulturę.