Co jest queer, a co hetero – recenzja „Argonauci”, Maggie Nelson

argonauci, maggie nelson, wydawnictwo czarne, queer, lgbtq
Rozpoczynając czytanie „Argonautów”, Maggie Nelson poczułam się głupia.

To ostre określenie, być może hiperbolizuję, ale właśnie uczucie głupoty wlało się do mojej głowy, gdy zaczęłam lekturę tej książki. Pomyślałam, że nie będę w stanie ogarnąć umysłem tak wielu teorii queer, nurtów filozoficznych i rozważań o psychologii – bez znaczenia było to, że już wcześniej wielokrotnie miałam doświadczenie z taką tematyką, ba, mam z nią kontakt niemal codziennie. Po prostu w „Argonautach” jest coś, co zwala z nóg. Oczywiście mój niepokój był niepotrzebny.

Ta książka prowadziła mnie przez dyskurs queer, feministyczny i wiele innych, nie przedstawiając suchych teorii, tylko dając punkt odniesienia. Maggie Nelson opowiada o swoich doświadczeniach: byciu w związku z osobą niebinarną, ciąży, byciu macochą, studiach. To właśnie życie autorki jest początkiem wszelkich rozważań i powoduje przywoływanie słów teoretyków czy zależności, które zauważyła sama Nelson.

Autorka z lekkością potrafiła zainteresować mnie wszystkim, o czym pisała. Nie tylko dlatego, że wszelką teorię odniosła do swoich doświadczeń, przez co poznawanie przedstawionych w książce filozofii, teorii i dyskursów stało się bardziej przystępne. Także dlatego, że Nelson nie ma oporów przed przyznawaniem się do błędów w postrzeganiu świata (bo co innego mówić o teorii, a co innego reagować odpowiednio pod wpływem emocji).

Na przykład Nelson zastanawia się, co to w ogóle znaczy, że coś jest queer lub hetero. Opowiada o tym, jak kiedyś odwiedził ich przyjaciel i – spostrzegając kubek z rodzinnym zdjęciem, który autorka dostała od mamy – uznał to za najbardziej hetero rzecz, jaką widział w życiu. Nelson zdziwiona taką nakładką na przedmiot, który dla niej był wyrazem akceptacji ze strony rodzicielki dla jej związku, zaczyna krążyć po teoretykach queer i poetach, poszukując czegoś bliskiego definicji queer. A że teoria queer zwykle pisana jest z męskiej perspektywy (nawet gdy rozważania czyni kobieta), Nelson ma pole do popisu w zestawianiu znanych jej dyskursów z własnym życiem.

W „Argonautach” można więc natrafić na takie smaczki, jak stwierdzenie, że ludzie queer walczą zaciekle, nie szczędząc środków, o przynależność do dwóch historycznie najbardziej opresyjnych instytucji: małżeństwa i armii. Albo takie, o których nie mówi się głośno, a dotyczą ciąży i wczesnego macierzyństwa: że uczucie podniecenia podczas karmienia piersią jest normalne, bo przecież to wciąż te same sutki, które reagują podczas sytuacji erotycznych, a sam poród często porównywany jest do największej defekacji w życiu.

argonauci, maggie nelson, wydawnictwo czarne, queer, lgbtq

Bardzo spodobało mi się, jak wiele czasu autorka poświęca kobiecie ciężarnej, kobiecie-matce, kobiecie w momentach intymnych, pokazując również, że – nawet wśród feministek – takie osoby są uznawane za gorsze, tylko dlatego, że nie są odpowiednio „muskularne”. Przypomina mi to wyśmiewanie się z madek i zapominanie, że coś takiego również jest formą opresji wobec kobiet.

Nelson skacze po wspomnieniach, przywołując różnych autorów i różne zagadnienia, nie trzymając się rozdziałów, tylko dzieląc książkę na paragrafy. Taka forma bardzo mi się spodobała i uważam, że podzielenie „Argonautów” na rozdziały mijałoby się z celem – w końcu cała książka kręci się wokół tych samych tematów, po prostu zrzeszających wiele wątków. Takie płynne przejścia pozwalają na przystępne przyswajanie przedstawianych problemów, zamiast zamykanie je w ramy, jakbym już nigdy miała do nich nie wrócić. Poza tym „Argonauci” to w pewien sposób rodzaj pamiętnika Nelson, taka forma więc wydaje się oczywistą.

Nie jest to książka „na raz”. Na pewno będę wracać do wielu przemyśleń, choćby jedynie po to, by przypomnieć sobie jakieś nazwisko i zagłębić się w prace danego autora. „Argonautów” nie czyta się również szybko, lektura jest znacznie lepsza, gdy się ją dawkuje, powoli przeżuwając każde zagadnienie. Ta książka wciąga, uczy, czasem też bawi, poszerza horyzonty, przypomina o tym, że zawsze pozostaje nam coś do nauki.

Kończąc czytanie „Argonautów” Maggie Nelson, poczułam się bogatsza w wiedzę i w pragnienie, by tę wiedzę jeszcze bardziej pogłębić.

Publikowanie komentarza

Copyright © Geek Kocha Najmocniej – Analizujemy popkulturę.