Jeśli nie lubisz Altered Carbon, to tak naprawdę nie rozumiesz tego serialu

by 20:23 0 komentarze
altered carbon, modyfikowany węgiel, netflix, recenzja

Oczywiście, że tak naprawdę nie uważam, że osoby, które nie polubiły tego serialu nie zrozumiały go. To tylko clickbait. Ale jeśli już tu jesteś, to przeczytaj co mam do powiedzenia: może się przekonasz.

     Tekst zawiera spoilery do całego sezonu

Takeshi Kovacs zostaje przywrócony do życia przez Laurensa Bancrofta by zajął się rozwiązaniem zagadki śmierci mężczyzny. Niby wtórna i prosta historia, tyle tylko, że wydarzenia przedstawione w Altered Carbon umiejscowione są ponad trzysta lat w przyszłości. Kovacs może żyć dlatego, że od stuleci ludzie posiadają stosy, czyli dyski stworzone z modyfikowanego węgla, przechowujące świadomość danego osobnika. Takeshi spędził ponad dwieście lat w lodzie, w ramach kary za zbrodnie, a teraz został przywrócony do życia w nowym ciele, powłoce. Wcześniej był Emisariuszem, członkiem rebelii przeciwko Protektariatowi, wyszkolonym tak, by znakomicie odczytywać otoczenie, widzieć to, co przez innych niezauważalne i potrafić przeciwstawić się przeciwnikom zarówno w sferze fizycznej, jak i psychicznej. Świat, jaki znał mężczyzna, dawno przeminął, a jego jedyną szansą na istnienie w nowej rzeczywistości jest wypełnienie rozkazu jego "zbawiciela", Bancrofta, który jest jednym z Matów. Są to osóby tak bogate i wpływowe, że mogą sobie pozwalać na kupowanie nowych powłok (ten, kogo nie stać na takie wygody albo zostaje w próżni na zawsze, albo będzie musiał przyjąć takie ciało, jakie mu się trafi) oraz innych dodatków, ocierających się o granicę legalności.

altered carbon, modyfikowany węgiel, netflix, recenzja

Czy przyjąłeś już Laurensa Bancrofta jako swojego pana i zbawcę?

Przyznam od razu: jestem bardzo zadowolona z tego serialu. Nie jest to produkcja zachwycająca, ma swoje wady (o których poniżej), ale za to jest to jedno z tych dzieł, które pozostawia po sobie ślad w umyśle widza na długo po tym, jak obejrzy się finałową scenę. Właśnie ów kac moralny jest najważniejszym powodem, dla którego staję murem za Altered Carbon podczas wszelkich dyskusji na temat tej produkcji. A takowych było od groma, ponieważ sporo widzów narzeka, iż serial wcale nie był tak dobry – że był wręcz nudny. Postanowiłam więc przyjrzeć się bliżej wszystkim zażaleniom i dokładnie je przeanalizować.

Bardzo ładna pisanka, tylko pusta w środku

Takeshi budzi się w świecie, oddalonym od naszego o ponad 300 lat historii. Trzeba przyznać, że rzeczywistość, w której się znalazł jest przepiękna. Mimo dość ograniczonego wachlarza lokalizacji pokazanych w serialu, możemy przyjrzeć się temu, jak zmieniło się życie. Miasto mieni się kolorami, z każdej strony atakują nowe doznania, ma się wręcz wrażenie, że niemożliwe przestało istnieć. Wystarczy tylko mieć odpowiednią ilość pieniędzy, a każda nasza zachcianka może zostać spełniona.

To, że serial jest po prostu piękny zdaje się być prawdą objawioną. Nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy Altered Carbon przyznają, że wizualnie nie ma się do czego przyczepić. Zdjęcia są wykonane pieczołowicie, bazując na kilku barwach, takich jak: fioletowy, żółty czy zielony. Wygląd świata przedstawionego przywodzi na myśl Blade Runnera i nic w tym dziwnego, gdyż właśnie do tego filmu serial Netflixa miał nawiązywać – co zresztą przyznaje sama stacja.

altered carbon, modyfikowany węgiel, netflix, recenzja

Więc chodź, pomaluj mój świat na żółto, zielono i fielotowo

Ten zabieg jest puszczeniem oka do widza gdyby ten nie zauważył, że Altered Carbon nazywane jest cyberpunkową opowieścią, to może przywołanie skojarzenia do jednego z najpopularniejszych widowisk z tego nurtu zadziała. Uświadomienie sobie czym jest produkcja Netflixa jest niezwykle istotne, a zarazem jest to cecha, o której wielu widzów zapomina. Stąd niejednokrotnie możemy spotkać się z opinią, że Altered Carbon jest nudny, ma słaby scenariusz, albo wiele dziur fabularnych.

To elementarne, drogi Watsonie

Jestem w stanie zrozumieć powyższe zarzuty. Naprawdę. Serial nie uniknął jednej poważnej wady, jaką jest konstrukcja finałowego odcinka. Przez cały sezon akcja posuwa się dosyć powoli, tylko od czasu do czasu szokując niespodziewanym zwrotem akcji, sceną walki, albo nowymi wiadomościami na temat któregoś z bohaterów. Nagle w przedostatnim odcinku historia mocno przyspiesza, zmierzając do ostatecznej konfrontacji z bossem, którym okazuje się być siostra głównego bohatera, Rei. Cała sekwencja scen, przedstawiających włamanie się do jej przybytku rozkoszy, próbę nagrania zeznań i zniszczenie budynku jest bardzo chaotyczna. Zarówno Takeshi, jak i jego siostra, zmieniają podejście do zaistniałej sytuacji co kilka chwil. Rei raz próbuje przekonać brata, by do niej dołączył, a w następnej scenie mówi, że wcale go nie potrzebuje i w ogóle to będzie teraz zabijała wszystkich dookoła, bo jest złym charakterem. 

altered carbon, modyfikowany węgiel, netflix, recenzja

Rei, kochanie, jesteś za ładna na bycie złoczyńcą. Wróć do domu, zrobię ci kakao

Jeszcze później dostajemy krótkie podsumowanie tego, co stało się ze związkiem Kristin Ortegi i Takeshiego. Zostaje nam pokazane jak rozwiązano sprawę Bancrofta, a reszta bohaterów rozchodzi się do domów i wraca do swoich spraw. 

W porównaniu ze ślimaczym tempem reszty odcinków, finał Altered Carbon wydaje się być nieprzemyślany i chaotyczny. Twórcy serialu popełnili błąd, niedostatecznie wyjaśniając pobudki, jakie rządziły Rei. Samo objawienie jej jako głównej winowajczyni również zostało przedstawione niedostatecznie pieczołowicie, przez co wygląda jak grubymi nićmi szyte.

Jednak widzowie, którzy narzekają na te dziury fabularne, bądź bezsensowność scenariusza zapominają, iż – wbrew pozorom – Altered Carbon nie jest serialem kryminalnym. Chociaż głównym wątkiem fabularnym wydaje się być sprawa rozwiązania śmierci Bancrofta, tak naprawdę nie ma ona żadnego znaczenia. Jest jedynie tłem do pokazania tego, co w przyszłości może stać się z ludźmi. 

Oczywiście to, że serial nie ma opowiadać o rozwiązywaniu zagadki kryminalnej nie może być usprawiedliwieniem dla spartolenia tego motywu, skoro taki się wybrało. Dlatego też w żaden sposób nie odsuwam od siebie tego, że Netflix po prostu nie wykonał zadania dostatecznie dobrze. Mam jednak świadomość, że Altered Carbon nigdy nie miał zachwycać intrygą.

Are you a believer?

Wszystko, co możemy oglądać w serialu ma nas skłonić do głębszych przemyśleń. Właśnie dlatego na początku tego tekstu zaznaczyłam, że Altered Carbon jest cyberpunkową opowieścią. Dzieła z tego nurtu, czy w ogóle dzieła z gatunku science fiction, mają na celu zastanowienie się nad tym, jak będzie wyglądała przyszłość naszego gatunku. W przypadku cyberpunku ludzkość zmaga się z zepsuciem, spowodowanym rozwojem technologicznym. 

Nie trudno zauważyć, że cały świat przedstawiony w serialu Netflixa aż ocieka demoralizacją. Większość lokalizacji, które widzimy, wiąże się ze spełnianiem uciech seksualnych. Morderstwa wydają się być codziennością, istnieje firma ułatwiająca tortury, jedną z najpowszechniejszych rozrywek są walki gladiatorów, a bogaci ludzie mogą robić co chcą.

altered carbon, modyfikowany węgiel, netflix, recenzja

Smutki zazwyczaj topimy. Niektórzy w alkoholu, inni w deszczu

Z drugiej strony, mamy przedstawiony światopogląd neokatolicki. Wyznawcy tej religii sprzeciwiają się przyjmowaniu kolejnych powłok i starają się odciąć od powszechnego zepsucia. W kontekście możliwości, jakie dają stosy i kondycji ówczesnego świata, katolicy wydają się być nieracjonalni. Bo czy naprawdę warto zrezygnować z dłuższego życia za jakieś tam wierzenia, co do których nie mamy pewności? Przecież ludzie pokonali barierę śmierci, za którą nie było żadnego nieba. Skąd więc ta potrzeba oddania się światopoglądowi, że Bóg dał nam tylko jedno życie?

Większość z kwestii moralnych jest w serialu przedstawiona subtelnie, w tle głównych wydarzeń, albo za pomocą postaci drugoplanowych: czy to rodziny Ortegi, czy Matów. Ani razu nie pada odpowiedź na pytanie: czy szansa na wydłużenie życia przyniosła ludziom zepsucie? To my, widzowie, musimy na nie odpowiedzieć.

altered carbon, modyfikowany węgiel, netflix, recenzja

Kristin Ortega wcale nie jest wkurzająca. Nie pozwolę jej skrzywdzić!

Podejrzewam, że większość osób, które uważają scenariusz Altered Carbon za nudny nie zastanawiała się nad przesłaniem, które produkcja za sobą niesie. Jesteśmy przyzwyczajeni do wartkiej akcji, albo do szokowania nas tym, co może przynieść przyszłość, jak w przypadku serialu Black Mirror. Tymczasem Altered Carbon nie ma ani jednego, ani drugiego, tylko wolno prowadzi nas przez kolorowy świat, który tak bardzo kusi i tylko od czasu do czasu kąsa nas niedobrymi skutkami rozwoju technologicznego.

Co myślicie? Jesteście fanami tego serialu?
Piszcie swoje przemyślenia w komentarzach poniżej!

0 komentarze:

Prześlij komentarz