Czy pierwowzór serialowego fenomenu jest lepszy? - recenzja Koniec zXXXanego świata

by 18:02 0 komentarze
the end of the fucking world, koniec zjebanego świata, recenzja komiksu, non stop comics, netflix

O serialu The End of The F***ing World pisałam w styczniu tego roku, zachwycając się tą produkcją. Teraz zabrałam się za pierwowzór. Jak wypadło?


Jeśli o Jamesie i Alyssie, bohaterach Koniec zXXXanego świata, po raz pierwszy usłyszeliście za sprawą serialu Channel 4 i Netflixa i chcecie poznać pierwowzór, czyli komiks Charlesa Forsmana, to... cóż, mam wrażenie, że mocno się zawiedziecie.

the end of the fucking world, koniec zjebanego świata, recenzja komiksu, non stop comics, netflix

Oboje z bohaterów czują w środku pustkę. James ma się za psychopatę, który nie potrafi odczuwać emocji i poszukuje czegoś lub kogoś, kto wypełni ogromną dziurę, znajdującą się w jego wnętrznościach. Alyssa również pragnie posiadać taki wypełniacz, zawiedziona sytuacją w rodzinie. Szesnastolatkowie wpadają na siebie w szkole, zaczynają się spotykać, a potem wyruszają wspólnie w podróż skradzionym samochodem.

Forsman stosuje oszczędnie wszelkie środki wyrazu, po jakie sięga. Zarówno warstwa graficzna, jak i fabularna są ledwie maźnięte na papierze komiksu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby autor robił to umiejętnie. Kilka dni temu opisywaliśmy na naszym profilu na Facebooku najnowszy komiks Jakuba Dębskiego. Dem również operuje prostym stylem graficznym, nawet o wiele uboższym od rysunków Forsmana. Jednak w swoich komiksach potrafi przekazać o wiele więcej szczegółów fabularnych oraz emocji, niż autor Koniec zXXXanego świata.

the end of the fucking world, koniec zjebanego świata, recenzja komiksu, non stop comics, netflix

Ten komiks tak naprawdę jest pusty. Pozornie przedstawia świat nastolatków, którzy w życiu mieli tak trudno, że w wieku szesnastu lat są tymi porąbanymi ludźmi, którzy robią destrukcyjne i autodestrukcyjne rzeczy po to, by w końcu coś poczuć. Cokolwiek. I w takiej opowieści ukazywanie pustki i braku emocji byłoby jak najbardziej na miejscu – gdyby Forsman umiał to zrobić. Bo brak emocji to także emocje. Taki stan rzeczy również trzeba odpowiednio pokazać, stosownie wyważyć fabułę doborem kadrów.

Zamiast tego otrzymaliśmy pretensjonalny i przegadany komiks. Bez większej treści, bo całego clou musimy się domyślać sami, jako czytelnicy. Pewnie, dobra historia nie powinna wykładać odbiorcy wszystkiego na ławę, potrzeba jakichś umowności, co byśmy mieli zabawę i nie czuli się jak totalni idioci, ale nie można po prostu poukładać jakichś wydarzeń i mieć nadzieję, że czytelnicy połączą wszystko w jedną całość i będą potrafili wyciągnąć z dzieła przesłanie.

the end of the fucking world, koniec zjebanego świata, recenzja komiksu, non stop comics, netflix

Koniec zXXXanego świata to zbiór rysunków bez ładu i składu, ze sporymi przeskokami w czasie, bez wiarygodnych momentów, mających świadczyć o głębokiej relacji pomiędzy Jamesem a Alyssą. To samo tyczy się warstwy tekstowej. Rzucanie pozornie filozoficznych wypowiedzi przez bohaterów nie zrobiło na mnie wrażenia. Ani nie poczułam tej młodzieńczej miłości, ani nie przemówiło do mnie rzekome doprowadzanie fabuły do kuriozum, by pokazać emocje nastolatków, czarnego humoru również nie uświadczyłam w tym komiksie – a o tym pisano w niektórych recenzjach Koniec zXXXanego świata, jakie miałam okazję czytać.

Poza tym, komiks jest bardzo krótki. Wystarczy tylko kilka minut by go wchłonąć w całości. Koniec końców, po wszystkim nie zostaje nam nic. Świetna sprawa, że Non Stop Comics wydało Koniec zXXXanego świata w twardej oprawie. Jakościowo komiks wypada świetnie, czerń na stronach jest wyrazista, tom ładnie wygląda na półce. No właśnie, wygląda, bo w sumie płacimy 42 zł za to, by mieć ładną dekorację w pokoju, bo przecież nie za treść.

the end of the fucking world, koniec zjebanego świata, recenzja komiksu, non stop comics, netflix

Wiem, że pewnie gdyby nie komiks Forsmana, to nie powstałby serial. Wiem, że to są całkiem inne media, które rządzą się własnymi prawami, w których sposób przedstawienia wygląda inaczej. Ale nawet mając to na uwadze, to nie sposób zaprzeczyć, że twórcy serialu potrafili wykorzystać dane im narzędzia – a autor komiksu nie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz