Silne kobiety, to dobrze napisane kobiety - recenzja Rat Queens tom 2: Dalekosiężne macki N'rygotha

by 20:30 0 komentarze
rat queens, tom 2, recenzja, non stop comics, komiksy

Jeśli myślicie, że jarałam się pierwszym tomem Rat Queens dostatecznie dużo, to nawet nie wiecie jak bardzo się mylicie. Uwielbiam dobrze napisane kobiety!

      Kiedy w październiku ubiegłego roku czytałam pierwszy tom serii Rat Queens byłam mocno zajarana. Komiks wciągnął mnie i wypluł, a ja chciałam więcej, i więcej. Nie mogłam doczekać się aż przeczytam o przeszłości bohaterek. Kobiety miały w sobie potencjał, były kalejdoskopem charakterów, wyglądów i upodobań. 
    Dee, Violet, Betty i Hannah i tym razem mnie oczarowały. Co więcej, Dalekosiężne macki N'rygotha  jest tomem jeszcze lepszym od pierwszego! Scenarzysta Kurtis J. Wiebe po mistrzowsku prowadzi historię i poszerza naszą wiedzę o Szczurzycach. 

Sielanka nigdy nie trwa długo

       Zaczyna się sielankowo. Bohaterki uratowały Palisadę, wróciły do wspólnego życia, trzy z nich rozkoszowały się seksem, a wcześniej pod wpływem alkoholu zniszczyły posąg. Szybko jednak wszystko znów się pieprzy, bo oto ktoś porywa Sawyera i stara się zniszczyć Palisadę. Dee, Violet, Betty i Hannah znów znajdują się w centrum rozpierduchy, tyle tylko, że tym razem jest jeszcze gorzej, jeszcze mroczniej i jeszcze bardziej niebezpiecznie.

rat queens, tom 2, recenzja, non stop comics, komiksy

      W tym wszystkim kobiety muszą zmierzyć się z przeszłością, która okazuje się być mocno skomplikowana. Dla mnie właśnie to było najmocniejszą stroną tego tomu. Możemy poznać historie Szczurzyc, poczuć jeszcze bardziej jak złożone i skomplikowane są ich charaktery, jak trudne miały (i mają) relacje z innymi. Kurtis J. Wiebe swobodnie porusza się w gąszczu emocji i uczuć, udowadniając, że pisanie postaci kobiecej nie musi (i nie powinno) opierać się tylko na jednej wybranej cesze, albo krążyć wokół poszukiwania mężczyzny marzeń.

Kobieta też może

      Spotkałam się z wieloma ocenami Rat Queens opisującymi zachowanie bohaterek jako brutalne, pełne wulgarności, ociekające seksem. Myślę, że gdyby opowieść przedstawiała czterech mężczyzn, nikt nie poruszałby powyższych kwestii. Bo historie Szczurzyc wcale nie są jakoś specjalnie brutalne lub wulgarne. Oczywiście, krew się leje – ale czy nie powinna, skoro Rat Queens to komiks fantasy? Bohaterki uprawiają seks – ale czemu miałyby tego nie robić, skoro są dorosłymi ludźmi, chcą tego i otrzymują zgodę od drugiej strony? Piją duże ilości alkoholu – a czemu by nie? Oczywiście, nie powinny rozwalać miasta w stanie po spożyciu, ale i w tym przypadku jestem pewna, że gdyby robili to mężczyźni, to po prostu uznano by, że chłopcy pozostaną chłopcami i żadnej dyskusji, oburzenia, czy ekscytacji by nie było.

rat queens, tom 2, recenzja, non stop comics, komiksy

     Chociaż jeśli chodzi o ekscytację, to jest to uczucie jak najbardziej na miejscu, jeśli mówimy o Rat Queens. Warto cieszyć się z tego, że Kurtis J. Wiebe napisał bohaterki, które nie są ukryte poza stereotypową kobiecością. Co więcej, scenarzysta nie przesadził w drugą stronę, czyli nie wsadził po prostu stereotypowo męskich cech w ciała kobiet – Wiebe świetnie balansuje pomiędzy ogromem cech i uczuć, jakie zgromadzone są w głównych bohaterkach. Dee, Violet, Betty i Hannah troszczą się o najbliższych, wobec siebie potrafią być niezwykle delikatne i taktowne. Dzięki kilku wspomnieniom z przeszłości poznajemy je jeszcze lepiej, widzimy ich tajemnice, dowiadujemy się o ich przywarach i rzeczach, które je trapią. Kurtis J. Wiebe wykonał kawał cholernie dobrej roboty pisząc postaci, które są żywe, krwiste i realistyczne. Wbrew pozorom, nie jest to łatwa sprawa.

Tło z postaci i tło z rysunków

      Oprócz Szczurzyc w drugim tomie pojawiają się również inni bohaterowie: ci znani z poprzedniej części, jak i ci nowi. Te postacie nie są jedynie dodatkami do głównych bohaterek, mającymi za zadanie popchnąć akcję do przodu. To równie dobrze rozpisani bohaterowie, mający swoje problemy i rozterki.
     Wszystko to ponownie okraszone zostało w żarty i zabawne sytuacje, co pozwala czytelnikowi trochę odetchnąć po natłoku katastrof i bolesnych wspomnień, które przeżywają bohaterki.
rat queens, tom 2, recenzja, non stop comics, komiksy
     Warto wspomnieć, że gdzieś w połowie tomu rysownikiem przestał być Roc Upchurch. Mężczyzna stracił posadę przy Rat Queens kiedy na jaw wyszło, że znęcał się nad żoną. Pałeczkę po nim przejął Stjepan Šejić, którego ukochałam za Sunstone. Zmiana jest ledwo zauważalna, chociaż wprawne oko dostrzeże pewne niuanse. 
      Myślałam, że nie dam rady bardziej zachwycać się tą serią, niż robiłam to w przypadku pierwszego tomu, ale po przeczytaniu Dalekosiężne macki N'rygotha okazało się, że może być lepiej. Po otrzymaniu tak dużej dawki informacji na temat bohaterek, chcę wiedzieć o nich jeszcze więcej. Nie mogę się więc doczekać kolejnego tomu. Jeśli czytaliście Rat Queens to pewnie wiecie o czym mówię. Jeśli nie – spieszcie do sklepu i kupcie jeden z najlepszych komiksów, jakie powstały. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz